Reklama

"Poczwarka"

Niedziela Ogólnopolska 14/2001

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

BOGUSŁAWA STANOWSKA-CICHOŃ: - Napisała Pani książkę o miłości i odrzuceniu dziecka z upośledzeniem umysłowym, pojawiającego się w życiu małżeństwa ze starannie opracowanym rodzinnym "biznesplanem". Dotąd była Pani znana jako autorka powieści z gatunku fantasy (" Władca Lewawu", "Lustro Pana Grymsa"). Ta książka jest inna. Dlaczego uczyniła Pani bohaterką swej powieści dziewczynkę z chorobą Downa, jej codzienne życie, jej trudno rozpoznawalne przeżycia, które są jej próbą poznania świata w dialogu ze Stwórcą?

DOROTA TERAKOWSKA: - Od wielu lat jeżdżę wciąż w to samo miejsce na Mazury. W pogodne dni za moim płotem, na podwórku sąsiadów, tkwi w inwalidzkim wózku dziewczynka z porażeniem mózgowym. Nie chodzi, nie mówi, nie słyszy, nie widzi. Dziś ta dziewczynka ma już 12 lat. A ja w każde wakacje patrzę na nią i widzę, jak ona co jakiś czas wznosi wzrok ku górze, uśmiecha się, potem zaczyna wydawać nieartykułowane dźwięki; głośno się śmieje, macha rączkami jak ptak, znowu się śmieje... Wiem, że - wbrew oficjalnej, medycznej diagnozie - ona coś widzi, coś słyszy, kogoś czuje i z kimś rozmawia. Z kim? I co ona widzi? Uświadomiłam sobie, że jako pisarka mam prawo wyobrazić sobie to WSZYSTKO, co ona może widzieć i czuć. A pisząc, zdałam sobie sprawę z tego, że naprawdę ułomne nie jest to dziecko, ta moja tytułowa poczwarka - ale jego rodzice. Ta prawda docierała do mnie, w miarę jak pisałam kolejne strony powieści. Naprawdę jeszcze nie wiedziałam wówczas, dokąd mnie one zaprowadzą. Wiem, że zaprowadziły mnie daleko. I wyznam, że chwilami nawet się tego bałam: że może to jest dalej, niż zamierzałam dojść.

- "Poczwarka" to także książka o zawiedzionych nadziejach i mozolnym budowaniu ich na powrót przez Ewę i Adama, którzy w swoim świecie sukcesu, gdzie wszystko ma swoją cenę i wszystko można kupić, nie zaplanowali, że muszą dojrzeć do miłości rodzicielskiej, która jest dawaniem siebie, rezygnacją z własnego egoizmu, powolnym przebudowywaniem świata dotychczasowych wartości...

- Aby oskarżać bliźnich - najpierw wypada zajrzeć w głąb siebie. Zajrzałam i wiem, że ta książka mogła powstać tylko dzięki mojej niedoskonałości. Usiłowałam wczuć się w sytuację, w jakiej znaleźli się Adam i Ewa, i naprawdę nie wiem, czy umiałabym jej sprostać. Obawiam się, że nie. Pisząc tę powieść, usiłowałam wejść w skórę każdej z postaci - i nie było to przyjemne doznanie, nie wyszłam z tego starcia z najlepszą opinią o samej sobie. Ale chyba właśnie moje wątpliwości wobec samej siebie i własna ułomność pozwoliły mi wiarygodnie opisać to, co można wtedy czuć.

- Czy Pani książka jest wyrazem sprzeciwu wobec lansowanej współcześnie filozofii sukcesu świata "ludzi doskonałych", który niekoniecznie jest światem ludzi szczęśliwych?

- Kiedyś byłam wyłącznie zachwycona postępami w rozwoju genetyki. Dziś nadal jestem zachwycona - a równocześnie się ich boję. A może inaczej: nie boję się nauki, która odkrywa, ale tego, co ludzie zrobią z tymi odkryciami. Gdy Bill Clinton nazwał rozpoznanie genomu " odkryciem języka Boga", aż się żachnęłam i pomyślałam, że jest w tym zdaniu zbyt dużo ludzkiej pychy. Byłam wtedy w trakcie pisania Poczwarki i od razu wiedziałam, że muszę ten wątek wprowadzić do powieści. Wprowadziłam go - i z pewnym zdziwieniem odkryłam, że polemizuję z nim o wiele ostrzej niż zamierzałam. Pisanie powieści bywa też odkrywaniem samej siebie... Nie usiadłam do pisania Poczwarki z gotową tezą - ona wyłaniała się stopniowo. Pisałam ją rok i ta powieść niepostrzeżenie zmieniała się razem ze mną. A pojęcie "sukcesu" - pojmowanego tak, jak się go pojmuje dziś - stawało się coraz bardziej względne.

- Jean Vanier, twórca Wspólnoty "Arka" dla ludzi z upośledzeniem umysłowym i filozofii tej wspólnoty, mówił, że "każda osoba jest historią świętą" i bardzo ważne jest, żeby "wyjść na spotkanie z tą historią, przejąć się nią, wysłuchać", a to pozwoli nam wzrastać do Pana Boga i do innych ludzi, nie tylko do tych z chorobą Downa... Czy takie widzenie ludzi, których nasza cywilizacja nazwała "niepełnosprawnymi", jest Pani bliskie?

- Jestem bezradna wobec osób niepełnosprawnych. Proszę zauważyć, jak reagujemy, gdy idąc ulicą spotykamy osobę uderzająco niepełnosprawną. Normalnym odruchem człowieka jest obserwowanie przechodniów. Gdy idzie osoba kaleka, ułomna, "inna", odruchowo udajemy, że jej nie widzimy. Niby kieruje nami poczucie taktu, a naprawdę jest to pewien rodzaj ucieczki przed tą "świętą historią". Ta ucieczka wynika z naszego poczucia bezsilności, bezradności, niewiedzy, jak się zachować. A zatem osoba taka jak ja, pretendująca do roli osoby wrażliwej - odwraca głowę. Człowiek pozbawiony wrażliwości lub taktu może zachować się odwrotnie - będzie nachalnie ciekawy; ktoś inny może być natrętnie współczujący. Co jest gorsze? Nie wiem. Tak, trzeba wyjść na spotkanie z tą historią - i mam to szczęście, że mogłam zrobić to poprzez literaturę. Ale to jest w jakiś sposób łatwiejsze niż wyjście do tej historii w praktyce. Dlatego tak bardzo szanuję tych, którzy to potrafią.

- W swojej książce powołuje się Pani na słowa Jana Pawła II, który przypomina, że "w osobie upośledzonej odbija się moc i wielkość Boga". Świat Myszki - dziecka z chorobą Downa - jest bliższy harmonii świata Bożego, ona sama oczyszcza go ze zbędnego balastu informacyjno-konsumpcyjnego, od którego jesteśmy coraz bardziej uzależnieni. Czy uważa Pani, że w tym mieści się prawda o dzieciach nazywanych "Darem Pana", ponieważ uczą na nowo odczytywać znaczenie słów: wiara, nadzieja, miłość?

- Tak. Wszelka odmienność, włącznie - a raczej zwłaszcza - z odmiennością tego rodzaju, to pewien test na to, jak pojmujemy nasze człowieczeństwo. Obawiam się, że przechodzimy przez ten test z bardzo niedobrymi ocenami. Nie tylko wobec upośledzonych dzieci, ale wobec wszelkiej odmienności, każdego "obcego".
Na ostatnich kartkach mojej książki jest taki dialog pomiędzy moją "poczwarką" a Głosem - dla mnie bardzo ważny: "A mój tata?" - pyta Myszka. "Kocha cię" - odpowiada Głos. "Jak?" - pyta dziewczynka. "Jak siebie samego" - mówi Głos. "Czy to jest wielka miłość?" - pyta Myszka. "Największa, na jaką stać człowieka" - odpowiada surowo Głos. Przeraża mnie, mimo wszystko, że to jest rzeczywiście największa miłość, na jaką nas stać, w której jedyną miarą jest pewien szczególny rodzaj naszego samouwielbienia. Otóż wydaje mi się, że wobec tych dzieci nasze samouwielbienie instynktownie maleje... To jest aż nadto wystarczający powód, by nazywać je "Darem Pana".

- Czy uważa Pani, że współczesna kultura, nasycona papierowym, pełnym iluzji światem gier komputerowych, nowinek internetowych, pełna ekspansji mediów wkraczających w wyobraźnię odbiorcy, niesie ze sobą jakieś niebezpieczeństwa, że zawęża nasze możliwości poznawcze, oducza wrażliwości, oddala od naturalnego zachwytu światem, jaki dany jest Myszce i wszystkim dzieciom nazywanym "upośledzonymi"?

- Nie tylko w Poczwarce, ale i we wcześniejszych moich książkach wciąż daję wyraz przekonaniu, że w szumie informacyjnym, w pogoni za konsumpcją, w maniackim gromadzeniu dóbr, w szczególnym nad-komforcie Cywilizacji (przez duże "C") gubimy pewien rodzaj wrażliwości. Wręcz sami ją sobie okaleczamy. Dlatego w Poczwarce pada sformułowanie, że to nie Myszka jest ułomna, ułomni są jej rodzice. To my jesteśmy upośledzeni. To my, jak Barbie, zostawimy kiedyś po sobie szafę pełną rzeczy i więcej nic. Tymczasem mamy tylko jedno życie i naprawdę najłatwiej gubi się jego sens pośród mnogości gadżetów. Mylą się nam cele i narzędzia. To, co jest tylko narzędziem - jak na przykład internet, z którego sama korzystam - staje się naszym celem. Podstawą budowania społecznego prestiżu już nie jest nasz charakter - ale ilość nagromadzonych rzeczy. Moja Myszka-poczwarka patrzy czystym wzrokiem i widzi to, czego my już nie dostrzegamy, bo jesteśmy z tym oswojeni. Myślę, że nie tylko dzieci upośledzone, ale w ogóle dzieci mają zdolność do takiego czystego spojrzenia - ale nie umiemy z tego skorzystać. I bardzo szybko staramy się "wymodelować" dziecko na nasz własny, bardzo niedoskonały wzór i podobieństwo.

- Wraca Pani wciąż do problemu cierpienia, najboleśniejszych stron naszej egzystencji, i czyni je tematem swych powieści. Stawia Pani trudne pytania, przed którymi na co dzień uciekamy, uważając, że to nie nas one dotyczą. Dlaczego w nich upatruje Pani źródło twórczej inspiracji?

- Nasza kultura zmierza w niepokojącą stronę. Zaczynamy lubić wyłącznie to, co jest lekkie, łatwe, przyjemne. Kultura ma być rozrywką i - tak jak hamburger z McDonald´sa - ma dostarczyć przelotnej przyjemności. I nie powinna zaboleć, bo to już nie jest przyjemne. Takie ma być kino, książka, muzyka, plastyka. A ja tymczasem myślę, że powinno być wręcz przeciwnie. Sztuka jest po to, aby odcisnąć w nas pewien ślad. Jeśli ten ślad jest bolesny, to jest tym mocniejszy i trwalszy. A książka to jedna z nielicznych już dziś możliwości usłyszenia własnych myśli. Lub sprawdzenia, czy jeszcze w ogóle się je ma. Nie szukam twórczej inspiracji w cierpieniu. Po prostu widzę, że jest go wokół tak wiele, że trudno pisać powieść głównie po to, by udawać, że go nie ma.
Uwaga!
Na hasło: "Niedziela" Czytelnicy mogą nabyć tę książkę w Wydawnictwie Literackim z 15-procentowym rabatem.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Podziel się:

Oceń:

2001-12-31 00:00

Wybrane dla Ciebie

Biskupi spotkali się z przedstawicielami polskiego rządu. O czym rozmawiali?

2026-02-11 21:36
Biskupi spotkali się z przedstawicielami polskiego rządu

BP KEP

Biskupi spotkali się z przedstawicielami polskiego rządu

10 marca 2026 roku, wicepremier, minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz oraz minister spraw wewnętrznych i administracji Marcin Kierwiński spotkali się w Sekretariacie Generalnym Konferencji Episkopatu Polski z biskupami uczestniczącymi w 404. Zebraniu Plenarnym Konferencji Episkopatu Polski.

Więcej ...

Archidiecezja warszawska: aż 2/3 młodych par mieszka razem przed ślubem

2026-03-10 16:35

Magdalena Pijewska

Badanie przeprowadzone wśród narzeczonych z archidiecezji warszawskiej pokazuje, że większość par zamierza zawrzeć sakramentalny związek małżeński między 25. a 30. rokiem życia. Wyniki wskazują również, że aż 67% par mieszka razem przed ślubem, co stanowi jedno z wyzwań duszpasterskich dla Kościoła.

Więcej ...

Jan Paweł II odpowiadał: Dlaczego mamy pościć?

2026-03-11 06:58

Vatican Media

Praktyki wielkopostne uległy wybitnemu złagodzeniu, prawie że zanikły – powiedział Jan Paweł II w pierwszym Wielkim Poście swego pontyfikatu w 1979 r. Przyznał zarazem, że jest tym zaniepokojony, bo jeśli człowiek nie pości, jeśli nie potrafi powiedzieć sobie „nie”, to nie może być człowiekiem, „nie jest godny swego imienia”. Słowa te pojawiają się w polskim streszczeniu katechezy z 21 marca 1979 r. Jego nagranie zachowało się w watykańskim archiwum i dziś po 47 latach udostępniamy je polskiemu odbiorcy.

Więcej ...

Reklama

Najpopularniejsze

40 pytań Jezusa: „Czemu Mnie wystawiacie na próbę?”

Wiara

40 pytań Jezusa: „Czemu Mnie wystawiacie na próbę?”

Archidiecezja warszawska: aż 2/3 młodych par mieszka...

Kościół

Archidiecezja warszawska: aż 2/3 młodych par mieszka...

40 pytań Jezusa: „Co chcesz, abym ci uczynił?”

Wiara

40 pytań Jezusa: „Co chcesz, abym ci uczynił?”

Testament księdza zabitego w izraelskim ostrzale: ta...

Kościół

Testament księdza zabitego w izraelskim ostrzale: ta...

Nowy Zarząd Zakonu Paulinów

Jasna Góra

Nowy Zarząd Zakonu Paulinów

Papieskie gratulacje dla najstarszego księdza na świecie

Kościół

Papieskie gratulacje dla najstarszego księdza na świecie

Zmarł ks. Jan Sienkiewicz

Niedziela Wrocławska

Zmarł ks. Jan Sienkiewicz

O. Beniamin Bąkowski został nowym Generałem Zakonu...

Kościół

O. Beniamin Bąkowski został nowym Generałem Zakonu...

Modlitwa do Maryi, Królowej Pokoju

Wiara

Modlitwa do Maryi, Królowej Pokoju