...I wyszedłeś, jasny synku, z czarną bronią w noc,
i poczułeś, jak się jeży w dźwięku minut - zło.
Zanim padłeś, jeszcze ziemię przeżegnałeś ręką.
Czy to była kula, synku, czy to serce pękło?
(K. K. Baczyński, Elegia o chłopcu polskim)
Sierpniowa rocznica Powstania Warszawskiego skłania do
zadumy, refleksji i wspomnień, przywodzi nam na pamięć zwłaszcza
tę wspaniałą młodzież polską, te bohaterskie dziewczęta - łączniczki
i sanitariuszki, tych dzielnych chłopców-żołnierzy, jakich nigdy
nie miała żadna armia świata.
Po upadku Powstania Warszawskiego, w obozie jenieckim
w Łambinowicach znalazło się ponad 550 młodocianych żołnierzy w wieku
od 11 do 18 lat. Grupę jedenastolatków reprezentowali m.in. trzej
chłopcy ze zgrupowania Armii Krajowej "Chrobry": Jerzy Macierzyński
o srogim pseudonimie "Lew", Zygmunt Kostecki - "Żydek" oraz Stanisław
Kowalczyk o żartobliwym pseudonimie "Krowa".
Aczkolwiek w obozie tym znalazło się 550 młodocianych
powstańców, to faktycznie było ich w powstaniu znacznie więcej. Ci,
którzy przeżyli, z reguły po kapitulacji, żeby uniknąć niewoli, opuszczali
stolicę z ludnością cywilną. Wielu z nich zginęło i to niejednokrotnie
śmiercią anonimową. Do 1972 r. aż tysiąc z nich otrzymało zaszczytny
tytuł Synów Pułku.
W pamiętną rocznicę niepodległościowego zrywu narodowego
symbolicznie wspomnijmy chociaż kilku z nich.
W pierwszych godzinach Powstania na placówkę powstańczą
II plutonu 2. kompanii harcerskiego batalionu "Parasol" zgłosił się
młodociany ochotnik, chłopiec o zuchowatej i inteligentnej twarzy
- Zygmunt Godlewski. Przyniósł ze sobą niemiecki pistolet maszynowy,
popularnie nazywany w latach wojny "rozpylaczem". Otrzymał go wraz
z amunicją w podarunku od znajomego kolejarza. Aczkolwiek Godlewski
przybrał sobie pseudonim "Felek", to koledzy żartobliwie nazwali
go od posiadanej broni "Antkiem Rozpylaczem", z którym to pseudonimem
przeszedł do historii. Nowy ochotnik zasłynął wśród kolegów niebywałą
odwagą i brawurą. Śmierć go jednak nie oszczędziła. Zginął 15 września,
w stopniu kaprala, atakując bar "Żywiec" (róg Marszałkowskiej i Alei
Jerozolimskich), gdzie mieścił się niemiecki punkt ogniowy. Wyróżniono
go najwyższym odznaczeniem przyznawanym najdzielniejszym z dzielnych
- Krzyżem Virtuti Militari. Powojenna Warszawa uczciła go, nazywając
jedną ze swoich ulic na Woli jego pseudonimem "Antek Rozpylacz".
W 35. rocznicę Powstania Warszawskiego matka małego powstańca - Aniela
Godlewska w okolicznościowym wierszu Myśli pisała o matkach, "które
w mękach rodziły dzieci, a miały honor oddać je na chwałę Ojczyzny".
We wzruszającym wierszu Posłuchaj, synku, ballady poeta
Zygmunt Sztaba uwiecznił "Antka Rozpylacza" w słowach:
...Posłuchaj, synku, ballady
o Antku w zdobycznej panterce,
z opaską biało-czerwoną
na podwiniętym rękawie.
Posłuchaj i niechaj żywiej
zabije, synku, serce,
bo to ballada o Antku
i o walczącej Warszawie.
Posłuchaj, synku, ballady...
Ze ściśniętym sercem czyta się wspomnienia o najmłodszym
chyba żołnierzu walczącej stolicy, uroczym małym "Bimbo", zaledwie
10-letnim Marku Słomczyńskim. Na miarę swoich skromnych możliwości
i on brał udział w Powstaniu, przenosząc lekarstwa i opatrunki do
punktu sanitarnego na Starym Mieście, gdzie jego matka - doktor "
Magdalena" - walczyła o życie rannych żołnierzy i cywilów. Jego również
nie oszczędziła śmierć. 22 sierpnia, kiedy przebiegał ulicą Długą,
został ciężko ranny przez rozrywający się pocisk. Mały powstaniec "
Bimbo" zmarł na matczynych rękach.
Jednym z najbardziej bohaterskich chłopców Powstania
Warszawskiego był niewątpliwie 11-letni Witek Modelski o jakże pięknym
i wymownym pseudonimie "Warszawiak". Z chwilą wybuchu Powstania zgłosił
się ochoczo do Batalionu im. Stefana Czarnieckiego na Starym Mieście.
Batalion ten nazywano popularnie batalionem "Gozdawy", od pseudonimu
jego dowódcy - kapitana Lucjana Gizińskiego "Gozdawa".
"Warszawiak" - w charakterystycznym płaskim francuskim
hełmie na głowie i z niemieckim granatem za pasem - nawet w najbardziej
krytycznych momentach walki nie tracił zimnej krwi, będąc niezawodnym
dostawcą amunicji do najbardziej zagrożonych powstańczych barykad.
Bohaterstwo jego zostało w pełni docenione. Pomimo bardzo
młodego wieku, mianowany został kapralem czasu wojny i odznaczony
Krzyżem Walecznych. Zginął od niemieckiej kuli pod koniec Powstania.
Ginęli mali chłopcy - "Zawiszacy", listonosze "Harcerskiej
Poczty", ginęły młodziutkie, bohaterskie sanitariuszki i łączniczki
pod ogniem kul, ratując rannych i przenosząc ważne meldunki.
Samych tylko harcerzy aż 4 tysiące brało udział w Powstaniu
Warszawskim. Takich wspaniałych żołnierzy, dzieci i młodzieży, nie
miała żadna armia świata. I o tym mamy obowiązek nie tylko pamiętać,
ale także tę prawdę przekazywać następnym pokoleniom dla przykładu,
by i one także wyrastały w umiłowaniu Ojczyzny.
Pomóż w rozwoju naszego portalu



