Włodzimierz Rędzioch: - Dziś ludzie, którzy krytykują unilateralną politykę prezydenta Busha, wychwalają politkę multilateralną, prowadzoną kiedyś przez prezydenta Clintona. Jak Pan z perspektywy ONZ ocenia politykę obecnego i poprzedniego prezydenta Stanów Zjednoczonych?
Reklama
Douglas A. Sylva: - To prawda, że Clinton w dziedzinie międzynarodowej polityki społecznej stosował zasadę współpracy z innymi państwami, lecz celem multilateralnej „wyprawy krzyżowej”, prowadzonej wraz z Kanadą i państwami Europy Zachodniej, było narzucenie reszcie świata zachodnich, liberalnych praw dotyczących rodziny, które obejmowały międzynarodowe prawo do aborcji na każde żądanie. Podczas Międzynarodowej Konferencji nt. Zaludnienia i Rozwoju (Kair, 1994 r.) oraz IV Światowej Konferencji poświęconej Kobiecie (Pekin, 1995 r.) ta koalicja została w końcu pokonana dzięki wysiłkom delegacji Stolicy Apostolskiej, wokół której zgromadziły się państwa Trzeciego Świata oraz państwa muzułmańskie. To najlepiej świadczy o tym, jak Clinton i inni politycy Zachodu postrzegają współpracę międzynarodową: multilateralizm, który służy promowaniu ideologii liberalnych elit (radykalnego feminizmu, „praw” homoseksualistów, nieograniczonej aborcji itp.), jest dla nich czymś pozytywnym. Gdy natomiast inne państwa - w tym przypadku Stolica Apostolska, państwa islamskie i kraje Trzeciego Świata - współpracowały na polu międzynarodowym, to nie był to multilateralizm, lecz „niecny alians”, jak zostało to określone przez niektórych polityków zachodnich.
- Czy mógłby Pan podać przykłady współpracy Stanów Zjednoczonych z innymi państwami na forum ONZ?
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Douglas A. Sylva: - W ciągu ostatnich trzech lat Stany Zjednoczone często i skutecznie współdziałały z państwami rozwijającymi się, aby promować politykę uwzględniającą ich kulturalne i religijne
wartości, która może przyczynić się do ich autentycznego rozwoju.
Podam konkretny przykład. W czasie ostatnio prowadzonej dyskusji na temat klonowania człowieka Stany Zjednoczone opowiedziały się za całkowitym zakazem klonowania, gdyż nie chciały dopuścić, by tworzono
ludzkie embriony, tzn. ludzkie istoty, by je następnie zniszczyć w czasie badań naukowych. Delegacja amerykańska zwracała uwagę na nieobliczalne skutki decyzji, która zakładała, że dopuszczalne jest niszczenie
jednych istot ludzkich dla dobra innych. Dlatego też delegacja ta przeciwstawiała się projektowi francusko-niemieckiemu, który przewidywał jedynie częściowy zakaz klonacji, tzn. dopuszczał klonowanie
terapeutyczne. W tej sytuacji delegaci niemieccy i francuscy zaczęli wytykać Amerykanom, że są przeciw całemu światu, że w ONZ jest w tej sprawie consensus minus one (porozumienie z wyjątkiem jednego
państwa), i oskarżyli Stany Zjednoczone o prowadzenie polityki unilateralnej. To absurdalne! W ONZ aż 66 państw jest za całkowitym zakazem klonowania człowieka.
Reklama
- Czy prezydent Bush nie obawia się międzynarodowej izolacji Stanów Zjednoczonych?
Douglas A. Sylva: - Bush nie obawia się działać nawet w osamotnieniu, gdy w grę wchodzą podstawowe wartości. Dla przykładu - obecny rząd USA przestał finansować Fundusz Narodów Zjednoczonych
ds. Działalności Populacyjnej (UNFPA). Fundusz ten łamał prawa człowieka pod pretekstem kontroli urodzin: w Peru prowadził kampanię sterylizowania kobiet, a w Chinach popierał politykę „jednego
dziecka”, przewidującą, że kobiety, które zajdą po raz drugi w ciążę, muszą poddać się aborcji (od 1979 r. dziesiątki milionów kobiet zmuszano do zabicia nienarodzonego dziecka i poddania się
sterylizacji).
Stany Zjednoczone podjęły tę jednostronną decyzję, ponieważ była ona podyktowana najgłębszymi przekonaniami narodu amerykańskiego. Niestety, w odpowiedzi na tę słuszną decyzję państwa Unii Europejskiej
postanowiły zwiększyć dotacje dla UNFPA, aby w ten sposób „uzupełnić braki” w funduszach organizacji.
Posunięciem unilateralnym było także wstrzymanie finansowania organizacji promujących i praktykujących aborcję, takich jak Międzynarodowa Federacja Planowanego Rodzicielstwa (International Planned
Parenthood Federation) - największa i najbogatsza na świecie istytucja proaborcyjna.
- Jaki wniosek można wyciągnąć z przykładów działań rządu prezydenta Busha, które Pan podał?
Reklama
Douglas A. Sylva: - Wniosek jest jeden: przypisywanie polityce prezydenta Busha cechy unilateralności - jako przeciwstawienie pozytywnie postrzeganej multilateralności - nie ma sensu. Jak widać z przykładów, administracja Busha potrafi stworzyć szerokie koalicje, lecz kiedy w grę wchodzą zasadnicze wartości, nie obawia się działać sama. Od metod działania dyplomacji międzynarodowej ważniejsze są wartości, które ta dyplomacja promuje. Oceniając działania rządu prezydenta Busha z tego punktu widzenia, należy stwierdzić, że były one konsekwentnie prorodzinne i pro-life.
- W opinii Amerykanów, George W. Bush uchodzi za najbardziej religijnego z ostatnich prezydentów Stanów Zjednoczonych…
Joseph Meaney: - To prawda, chociaż przez wiele lat Bush był „chłodnym” chrześcijaninem i miał problemy z alkoholem, które o mało nie doprowadziły do rozpadu jego małżeństwa.
Z pomocą znanego kaznodziei protestanckiego Billa Grahama doznał prawdziwego nawrócenia i dziś jest gorliwym członkiem Kościoła metodystycznego. Dzięki odzyskanej wierze udało mu się także pokonać nałóg.
Prezydent otwarcie mówi, że codziennie czyta Pismo Święte, i podkreśla, że wiara chrześcijańska jest dla niego wsparciem i pomaga mu w podejmowaniu decyzji. Wśród jego doradców jest wielu konserwatywnych
protestantów i katolików.
- W jaki sposób przekonania religijne prezydenta Busha wpływają na podejmowane przez niego decyzje polityczne?
Joseph Meaney: - Podam kilka przykładów. Ostatnio prezydent poparł wprowadzenie do amerykańskiej konstytucji poprawki, na mocy której instytucja małżeństwa byłaby określana jako związek kobiety
i mężczyzny: „Związek mężczyzny i kobiety jest najstarszą ludzką instytucją, która jest szanowana i popierana we wszystkich kulturach i religiach. Wieki doświadczeń nauczyły ludzkość, że zobowiązanie
kobiety i mężczyzny, aby się wzajemnie kochać i wspomagać, służy dobru dzieci i stabilności całego społeczeństwa”. Jest to prezydencka odpowiedź na próby zalegalizowania „małżeństwa”
między osobami tej samej płci.
Biały Dom poparł także zakaz praktykowania szczególnie okrutnego rodzaju aborcji, tzw. aborcji z częściowym porodem (partial-birth abortion). Gdy 5 listopada 2003 r. prezydent podpisywał dokument
w tej sprawie, powiedział: „Każdy człowiek ma szczególną godność. Prawo do życia nie może być przyznawane lub odbierane przez rząd, ponieważ to nie rząd je przyznaje, lecz pochodzi ono od Stwórcy
życia”.
Prezydent opowiedział się również za ustawą o „nienarodzonych ofiarach gwałtu” (Unborn Victims of Violence Act). Ustawa ta zwana jest także Laci and Conner - od nazwiska zamordowanej
kobiety Laci Petersen i jej nienarodzonego syna Connera. Przewiduje ona, że zabicie nienarodzonego dziecka jest karalne, podobnie jak karze się zbrodnię dokonaną na człowieku *.
Prezydent Bush popiera także zwiększenie funduszy na różnorodne programy, mające na celu edukację do abstynencji i czystości (stosowane do tej pory programy poświęcone „edukacji seksualnej”
przyczyniły się między innymi do zwiększenia zachorowań na choroby weneryczne, a także spowodowały wzrost liczby niepożądanych ciąż wśród nastolatek).
Bush powołał przy Białym Domu Biuro ds. Inicjatyw Religijnych i Wspólnotowych, którego celem jest przekazywanie rządowej pomocy na inicjatywy na rzecz ubogich i potrzebujących, organizowanych przez
grupy religijne. To bardzo znaczący gest, gdyż w ciągu ostatnich 30 lat prezydenci bardzo niechętnie współpracowali z organizacjami kościelnymi, aby nie oskarżono ich o łamanie zasady odrębności Kościoła
i państwa.
* 25 marca 2004 r., już po przeprowadzeniu wywiadu, Senat USA zaaprobował 61 głosami przeciw 38 ustawę o nienarodzonych ofiarach gwałtu (Unborn Victims of Violence Act). W związku z tym prezydent
wydał komunikat, w którym wyraził zadowolenie z podjętej przez Senat decyzji, dodając: „Musimy kontynuować tworzenie w naszym kraju kultury życia i solidarnego społeczeństwa, w którym każde dziecko
będzie przyjmowane i chronione prawem”.
Projekt ten był gorąco popierany przez biskupów amerykańskich i organizacje pro-life, a sprzeciwiali się mu zwolennicy aborcji, którzy obawiali się, że przyznanie osobowości prawnej nienarodzonym
dzieciom może stanowić zagrożenie „prawa” do aborcji. Próbowano w różny sposób sabotować projekt ustawy.
Warto dodać, że senator John Kerry, kandydat na prezydenta z ramienia Partii Demokratycznej, głosował przeciw ustawie Unborn Victims of Violence Act, aby w ten sposób zyskać głosy proaborcyjnych wyborców.