W dniach 2 - 6 sierpnia br. sześć osób związanych z grupą modlitewną św. O. Pio, działającą przy parafii pw. Matki Bożej Nieustającej Pomocy w Lublinie, uczestniczyło w rekolekcjach. Odbyły się one w San Giovanni Rotondo, gdzie Ojciec Pio przebywał od 1918 r. aż do swojej śmierci. Głosił je jeden z najbliższych współpracowników najsłynniejszego Świętego XX w. - ks. Pierino Galeone. Jest on fundatorem Instytutu "Słudzy Cierpienia", który powstał z inicjatywy Ojca Pio. W dokumentach kanonizacyjnych często pojawiają się jego świadectwa i komentarze. Przez całą wspólnotę zwany jest Padre, czyli Ojciec.
Człowiek, który otwiera bramy nieba
Reklama
Jednym z najważniejszych wydarzeń w życiu Kościoła ostatnich miesięcy była niewątpliwie kanonizacja Ojca Pio - ubogiego kapucyna z Petrelciny, który przez 50 lat nosił w swoim ciele stygmaty Jezusa Chrystusa. Jest to fakt powszechnie znany i nie jedyny wśród licznych nadprzyrodzonych łask danych przez Boga temu mistykowi. Był on kapłanem, żertwą ofiarną, sługą cierpienia, który przypomniał światu, że w centrum chrześcijaństwa znajduje się Krzyż i jest to jedyna droga do zbawienia. Sprawowana przez niego Eucharystia była wstrząsem dla niedowiarków, gdy w ociekających krwią dłoniach trzymał z drżeniem Chrystusa, obecnego pod postacią chleba w tajemnicy miłości. Nieustanna wierność Kościołowi, wielogodzinne spowiedzi i płacz nawróconych grzeszników, dziesiątki paciorków różańca przesuwanych w kieszeni habitu - to wszystko stało się dla świata znakiem zwycięstwa Chrystusa nad szatanem, o którym tak często się dzisiaj zapomina, a którego jeszcze częściej się wybiera. Św. Ojciec Pio był bardzo przywiązany do Matki Bożej. Gdy ktoś w cudowny sposób odzyskiwał zdrowie przez jego wstawiennictwo, mówił: "Nie mnie masz dziękować, lecz Najświętszej Matce." Dzięki jego kierownictwo duchownemu powstały grupy modlitewne, które rozpowszechniły się we Włoszech, a potem w innych krajach. Jan Paweł II powiedział, że Dom Ulgi w Cierpieniu i grupy modlitewne to dwa wielkie dary, jakie pozostawił Ojciec Pio.
Ojcze, to twoje dzieło
Reklama
Dzięki życzliwości ks. kan. Adama Wełny, proboszcza parafii pw.
MB Nieustającej Pomocy w Lublinie, stawia swoje pierwsze kroki nasza
grupa modlitewna. Spotykamy się od roku. Nie byłoby to możliwe bez
pracy i zaangażowania alumna Wojciecha Rebety, który jako osoba silnie
związana z duchowością Ojca Pio służy nam swoją wiedzą, pomocą i
przykładem bezinteresownego udzielania się dla innych. Celem istnienia
grupy jest przede wszystkim wspólna modlitwa przez wstawiennictwo
św. Ojca Pio oraz poznawanie jego bogatej duchowości, promieniującej
pokorą i radością. Wynika ona z chrześcijańskiego przeżywania cierpienia,
trudów dnia codziennego oraz wyboru Królestwa Bożego przy jednoczesnej
rezygnacji z rzeczy tego świata. Jest to droga trudna, ale w sposób
istotny dotykająca naszej wiary. Przez wolne przyjęcie życia Bożego
człowiek poznaje sens swojego istnienia. We własnej integralności,
a więc w sercu, woli, inteligencji, rozumie, mentalności i zmysłach
staje się całkowicie dla Boga. Ta ofiara rodzi głęboki pokój i radość
z bliskości Tego, który jako Stwórca doskonale wie, jak zaspokoić
pragnienia ludzkich serc. Propozycja wspólnej modlitwy i przyjacielskiej
więzi z Ojcem Pio jest skierowana przede wszystkim do ludzi młodych,
otwartych na wolę Bożą, szukających sensu życia, prawdziwych, nieprzemijających
wartości, które przez wielu są postrzegane jako nie warte uwagi.
Przykład życia Stygmatyka z Petrelciny, jego otwarcia się na wolę
Bożą, umiejętność cierpienia z innymi i za innych, to prawdziwa miłość
łamiąca stereotypy współczesnego świata i istniejącą w nim logikę
szatana.
Nie umrzesz na gruźlicę Kapłan, który głosił nam rekolekcje,
już od dziecka był bardzo blisko Boga. Także będąc w seminarium czuł
szczególną wspólnotę ze swoim najlepszym Ojcem. Był to czas II wojny
światowej, gdy jako młody kleryk zachorował na gruźlicę. Rokowania
lekarzy były jednoznaczne. Z tego powodu musiał opuścić seminarium,
ponieważ stał się zagrożeniem dla innych. Powrót do domu okazał się
bolesnym przeżyciem dla młodzieńca, chcącego oddać swe życie Bogu.
Gdy matka Padre usłyszała, że w San Giovanni Rotondo żyje kapucyn,
który posiada od Boga łaskę uzdrawiania, postanowiła jak najszybciej
pojechać tam ze swoim synem. Pierwsza wizyta u Ojca Pio miała miejsce
w 1947 r. Już w pierwszej rozmowie usłyszał od Świętego, że jest
mu znany od dawna. Padre zachwycony tym spotkaniem postanowił zostać
dłużej w San Giovanni Rotondo, aż zapomniał o swojej chorobie. Po
jakimś czasie Ojciec Pio pomasował go po piersiach, uderzył lekko
dwa razy w okolice serca i powiedział: "Umrzesz w każdy inny sposób,
ale nie na chorobę płuc." Po tym zdarzeniu nie nastąpiło codzienne
krwawienie z ust. Jak się później okazało, był to zwiastun całkowitego
powrotu do zdrowia. Padre ma dzisiaj 75 lat, a po dawnej chorobie
nie został żaden ślad.
Od momentu cudownego uzdrowienia Padre stał się bliskim
przyjacielem i synem duchowym Ojca Pio. Pełnił rolę pośrednika między
nim a ludźmi. Pewna kobieta poszukiwała syna, który zginął w czasie
wojny. Pytała Padre o możliwość zainteresowania tą sprawą Ojca Pio.
Gdy Ojciec Pio się o tym dowiedział, udzielił jej takiej odpowiedzi: "
Ja sam byłem z jej synem w niebie." Zaznaczył przez to, że chłopak
nie żyje, ale dostąpił łaski zbawienia. Dzięki temu boleść owej kobiety
była mniejsza.
Po zakończeniu wojny Padre chciał jak najszybciej ukończyć
seminarium i zostać księdzem. Ojciec Pio powiedział mu: "Nie tylko
ty będziesz w domu, ale wszyscy będziecie w domach." W 1948 r. papież
zarządził, by wszyscy seminarzyści na okres jednego miesiąca powrócili
do parafii i pomagali swoim proboszczom. Był to czas trudnej sytuacji
politycznej, gdy we Włoszech rozstrzygała się przyszłość tego kraju.
Komunizm był bardzo silny. Zbliżały się wybory i wielu nie wierzyło
w sukces demokracji. Rola, jaka odegrał w tym czasie Ojciec Pio,
jest nie do przecenienia. Być może, gdyby nie on, Włochy podzieliłyby
los państw Europy środkowowschodniej.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Słudzy cierpienia
W 1949 r. Padre już wiedział, że jego misją będzie prowadzenie
instytutu, jednak początki tej rodziny sięgają 1957 r. To O. Pio
wybrał nazwę: Słudzy Cierpienia. On także powiedział, że jest to
misja dla dwojga. Madre, czyli Matka, czuwa nad żeńską częścią Instytutu.
Ojciec Pio dwukrotnie odsyłał ją od kratek konfesjonału, ponieważ
jak się później dowiedziała - miała za krótką spódnicę. Była ona
pierwsza osobą konsekrowaną w instytucie. 25 grudnia 1993 r. Stolica
Apostolska zatwierdziła Konstytucję tej wspólnoty. Przepowiedział
to Ojciec Pio, wysyłając kilkadziesiąt lat wcześniej telegram do
Padre o treści: "Urodzi się w Boże Narodzenie". W Konstytucji czytamy,
że Słudzy Cierpienia zmierzają do doskonałej prawdy i uświęcenia
świata Ewangelią cierpienia. Jest to przepiękny charyzmat, dotykający
Tajemnicy Odkupienia, a także objawień maryjnych, m.in. w Fatimie.
Mimo ogromnej liczby uczestników rekolekcji z całego świata,
szczególnie serdecznie zostali przyjęci Polacy. Każdy z nas miał
możliwość osobistej rozmowy i spowiedzi u Padre. Kiedy zapytałem
go, czy mogę napisać artykuł o Instytucie, zgodził się bez wahania.
Powiedział także, że bardzo chciałby w przyszłości przyjechać do
Polski, by spotkać się z młodzieżą. Wszystkich zachęca zawsze do
odwagi. Gdy sam przychodził do Ojca Pio z wątpliwościami dotyczącymi
jego misji, Święty odpowiadał: "Czego Bóg chce, chce na zawsze."Posłuszeństwo
aż po Krzyż, czyli pokora odkrywająca Miłość.
W rekolekcjach uczestniczyło 240 osób z różnych krajów.
Padre mówił o wolnym przyjmowaniu Słowa Bożego. Współczesny świat
proponuje złudną wygodę i iluzję szczęścia. Warunkiem prawdziwej
miłości jest intymna więź z Bogiem, do której dąży się przez modlitwę,
szczególnie przez medytację i różaniec, posłuszeństwo i uczestnictwo
w życiu Kościoła, kierownictwo duchowe i częstą spowiedź oraz wyrzeczenie
się przywiązania do grzechu. Owocem tego jest prawdziwa chrześcijańska
tożsamość, oparta na mentalności całkowicie zatopionej w Słowie Bożym.
Jest to łaska, która leczy ludzkie słabości, przywraca życie i czyni
człowieka czystym. Jej istotą jest wiara i posłuszeństwo, które polega
na wolnej akceptacji Słowa Bożego. Ważną rolę odgrywa rozum, gdzie
znajdują się nasze myśli, mentalność. Jeśli nie jest on czysty, zamiast
Boga wybiera pychę, złość, pożądliwość świata. Daleko jest mu do
posłuszeństwa. Wtedy rozpoczyna się dyskusja z szatanem, który tak
jak w biblijnym opisie stworzenia wmawia Bogu kłamstwo. Chrystus
chce eliminować z serc taka dyskusję, byśmy mogli wybierać Prawdę.
Ojciec Święty wielokrotnie podkreślał, że sumienia muszą dobrze funkcjonować,
by mogły być otwarte na Słowo Boże. Współczesny człowiek wybiera
to, co łatwe, krzykliwe, przyjemne, materialne, a rezygnuje z tego,
co trudne, duchowe, nie do końca zrozumiałe. Tymczasem lekarstwem
na taką sytuację jest pokora. Matka Boska wiedziała, że wiara może
istnieć tylko dzięki pokorze, więc zachowywała ją w każdym aspekcie
swego życia. Była doskonała w posłuszeństwie, chociaż nie wszystko
rozumiała. Takiego bezgranicznego zawierzenia Bóg zażądał także od
Ojca Pio i Padre. Oni też nie wszystko rozumieli. Wiedzieli tylko,
że mają realizować wolę Bożą.
Tylko Bóg może dać receptę na życie
W czasie głoszonych konferencji Padre mówił o instrumentach rozpoznawania woli Bożej. Wielu ludzi ma wątpliwości, bo jest to dla nich po prostu wygodne. Gorszenie się, czy szukanie słabości w kapłanach jest często wyrazem własnego egoizmu i próżności. To właśnie w Kościele działa Duch Święty i realizuje się wola Boża. Wiedział o tym doskonale Ojciec Pio, pozostając zawsze w absolutnym posłuszeństwie Kościołowi. Droga do zbawienia wiedzie przez Krzyż, na którym w momencie cierpienia trzeba koniecznie dostrzegać Jezusa. Ma to wielki sens w perspektywie wielkanocnego poranka. Chrystus gorąco modlił się o jedność dla swojej Owczarni. Tymczasem zerwanie ze wspólnotą, uderzanie w autorytet Kościoła, uprawianie "katolicyzmu obrządku prywatnego", jest zanegowaniem tej jedności i realizowaniem złudnych propozycji na życie, które podsuwa człowiekowi szatan. Odpowiedzią na to musi być mądrość Kazania na Górze. Chrystus ukazał nam drogę do szczęścia. Razem z Nim mamy się stać błogosławionymi, realizując nasze powołanie do świętości. Jan Paweł II mówił do młodych w Toronto: "Drodzy przyjaciele, Kościół spogląda na was z ufnością i spodziewa się, że będziecie Ludem Błogosławieństw. Słowo Boże jest silne, ale Bóg chce być wybrany w wolny sposób. To dla człowieka wielki dar, ale i odpowiedzialność".



