W puszczy filipińskiej znaleziono dwóch wiekowych Japończyków. Obaj osiemdziesięciolatkowie byli wojakami cesarskiej armii i w dżungli schowali się przed sześćdziesięcioma laty. Bali się wyjść, sądząc, że zostaną przez rodaków oskarżeni o dezercję. Teraz obaj panowie zastanawiają się, czy wracać do Kraju Kwitnącej Wiśni.
Na szczęście nie mamy żadnej dżungli. Aż strach pomyśleć, kto by z niej wychodził, zwłaszcza dzisiaj - przed wyborami. Chociaż podobno w puszczy amazońskiej znalazł się po latach były kandydat na prezydenta. W przeciwieństwie do Japończyków nie ma wątpliwości - wraca do ojczyzny z czarną teczką pod pachą. Nie mamy dżungli, ale mamy za to jaskinie. Odkryte i nieodkryte. Te pierwsze, zabezpieczone przed zawaleniem, stają się obiektami masowej turystyki. Zwiedzających dowożą specjalne kolejki, a w samych grotach montuje się różne mostki, wyciągi, poręcze, tarasy widokowe itd. Żeby wydobyć z mroku wszystkie przepychy kształtów i subtelności kolorów, pomocne są w tym reflektory. Koniecznie przygrywać musi jakaś muzyczka, zwykle rodem z disco polo. Byle kolorowiej, byle skoczniej. A może to właśnie z takiej jaskini ktoś wyjdzie, by dołączyć do peletonu chętnych na prezydenta? Ważne, by temu komuś nie przeszkadzało, że ma w czaszce mózg.
Pomóż w rozwoju naszego portalu



