O piekarzu z Legnicy usłyszała nie tylko cała Polska. Artykuły o kłopotach przedsiębiorcy ukazały się również w polonijnych gazetach. Waldemar Gronowski - bo o nim mowa - od 14 lat ma piekarnię „Na Rogu” w Legnicy.
Niemal od początku swojej działalności pomaga Międzyparafialnej Stołówce Charytatywnej prowadzonej przez ks. Jana Mateusza Gacka. Chleb, który nie został sprzedany, trafiał nie na śmietnik, a do biednych i bezdomnych legniczan. „Wydawało mi się, że to doskonałe wyjście. Nie wyobrażam sobie, bym mógł wyrzucić chleb, to nie jest popękana dachówka czy brud zebrany miotłą” - mówi właściciel piekarni.
Jakież było zdziwienie pana Waldemara, kiedy po kontroli jego piekarni otrzymał pismo z Urzędu Skarbowego w Legnicy, w którym urzędnicy uznali, iż za darowany chleb piekarz powinien odprowadzać podatki, w tym podatek VAT. Naliczono przeszło 200 tys. zł i na poczet tych należności zajęto konto firmy, gdzie było 45 tys. zł „Nie chciałem robić fikcji, lewych dokumentów i udawać, że pieczywo wyrzucam. Ja chcę normalności, nic więcej” - mówi pan Gronowski.
To, co dla większości jest dobre i szlachetne, dla urzędników jest łamaniem prawa. Ta darowizna na cele charytatywne podlega opodatkowaniu.
Rzecznik Urzędu Kontroli Skarbowej we Wrocławiu komentuje sprawę krótko: „Przepisy są, jakie są, i należy je stosować, więc jeżeli ktoś prowadząc taką działalność - zresztą szlachetną - nie stosuje przepisów podatkowych, to naraża się na konsekwencje”.
Piekarz nie mógł uwierzyć w to, że zostanie ukarany za pomaganie najbardziej potrzebującym. „Jeśli nie zmieni się decyzja urzędników, będę musiał zamknąć interes i zwolnić pracowników” - mówi rozgoryczony Waldemar Gronowski.
Po nagłośnieniu przez media problemu legnickiego piekarza, premier Kazimierz Marcinkiewicz chce zmiany przepisów, które doprowadziły do tej sytuacji. Jednocześnie zapowiedział, że tą sprawą zajmie się minister finansów.
W obronie pana Waldemara stanęli podopieczni stołówki charytatywnej na czele z ks. Janem Mateuszem Gackiem: „Myślę, że nie dopuścimy do tego, by piekarnia pana Gronowskiego została zamknięta. Codziennie do stołówki trafia nawet 100-200 chlebów. Biedni i bezdomni legniczanie codziennie oprócz zupy dostają nawet bochenek chleba. Mało tego, działalność tego piekarza ma szerszy zasięg. Nie tylko pomaga stołówce, ale w piekarni zatrudnia kilkanaście osób. Likwidując zakład, będzie musiał zwolnić ludzi i tym samym zwiększy się bezrobocie. Pozbawienie piekarza działalności pociąga za sobą wiele konsekwencji społecznych” - dodaje ks. Gacek.
Powstał nawet Społeczny Komitet Obrony Piekarza. W jego skład wchodzi 7 osób. Są to nie tylko klienci, okoliczni mieszkańcy, ale i ci, którzy dzięki darowanym bochenkom chleba mogli przeżyć kolejny dzień.
Od decyzji legnickich urzędników Waldemar Gronowski odwołał się do Izby Skarbowej we Wrocławiu, która zadecydowała o odblokowaniu konta i wstrzymaniu egzekucji do ostatecznego wyjaśnienia sprawy. „To jest małe światełko w tunelu, nie chcę używać słowa «nadzieja», ale coś w tym jest” - mówi pan Gronowski. „Na pewno ktoś w Urzędzie Kontroli Skarbowej doszedł do wniosku, że należy się tej sprawie jeszcze raz przyjrzeć i wstrzymano decyzję o egzekucji” - dodaje pan Gronowski.
Piekarz z Legnicy pomimo kłopotów zadeklarował, że nie przestanie pomagać biednym i nadal będzie dostarczał chleb do Międzyparafialnej Stołówki Charytatywnej w Legnicy.
Pomóż w rozwoju naszego portalu




