Lech Kaczyński będzie czwartym z kolei prezydentem III Rzeczypospolitej, trzecim wybranym w demokratycznych wyborach. Wojciech Jaruzelski wybrany został przez tzw. sejm kontraktowy - na mocy politycznego porozumienia zawartego przez część tylko opozycji z b. PZPR, wedle którego jedynie wybory do senatu były wolne, podczas gdy w sejmie zagwarantowano z góry „odpowiedni” procent mandatów dla komunistów - bez względu na rzeczywiste wyniki wyborów...
Lech Wałęsa, wybrany prezydentem w wolnych wreszcie wyborach, prowadził swą kampanię pod hasłem „przyspieszenia” reform. Wielkie rzesze obywateli pokładały nadzieje w tej prezydenturze, która jednak - w miarę upływu czasu - coraz bardziej rozczarowywała. Patrząc z perspektywy na tę prezydenturę, można by ją nazwać prezydenturą straconych szans, prezydenturą tolerowania i przyzwalania na narastające w państwie patologie, bagatelizowania roli służb specjalnych i ulokowanej w strukturach państwa agentury, nieudolną próbą ręcznego sterowania układami przy braku środków i możliwości realnego gruntowania państwa prawa. Prezydenturze Wałęsy towarzyszył też niepowstrzymany proces uwłaszczania się postkomunistycznej nomenklatury i powstawania nowobogackich fortun na kanwie afer i urągającej sprawiedliwości (i ekonomii) prywatyzacji. Obalenie rządu Jana Olszewskiego było chyba punktem krytycznym w prezydenturze Wałęsy: momentem, w którym zaczęła się od niego odwracać znacząca część elektoratu.
Pod dwiema kadencjami Kwaśniewskiego jako prezydenta, zwłaszcza gdy i rząd dostał się w ręce SLD, w pozorach demokracji parlamentarnej faktyczne rządy sprawowane były gdzieś na głębokim zapleczu władzy, w mało czytelnych, nieformalnych układach, których silnymi elementami były wojskowe służby informacyjne, świat mafijno-przestępczy i lewicowe grupy interesu. Bez przesady powiedzieć można, że dwukadencyjna prezydentura Kwaśniewskiego cofnęła Polskę, przebijającą się oddolnym głównie wysiłkiem przeciętnych obywateli i samorządów ku państwu prawa i wolności gospodarczej - w stan bardziej nawet „wsteczny” niż klasyczna republika bananowa, w stan jakiejś „republiki kolesi”, którym wszystko wolno, a dla których prawo i wymiar sprawiedliwości są nic nieznaczącym parawanem.
Przez bite dziesięć lat Kwaśniewski jako prezydent był zwornikiem takiego nieformalnego układu, a jego ostatnie już - miejmy nadzieję - decyzje ułaskawieniowe potwierdzają najgorsze przypuszczenia... Po niefortunnej, mało budującej prezydenturze Wałęsy i dziesięciu latach szkodliwej prezydentury Kwaśniewskiego - mamy jakby dwie Polski: Polskę oficjalnych instytucji państwowych, niby niezależnych mediów i formalnie wolnego rynku - i Polskę oplecioną gęstą pajęczyną skorumpowanych, postkomunistycznych układów i grup interesu, zazębiającą się ze światem mafii i służb specjalnych „kręcących własne lody”, infiltrujących świat polityki; mamy Polskę lichego, tandetnego i złego prawa, jakże często psutego świadomie już na poziomie ustawodawczym dla delektowania tego czy innego lobby, ze szkodą dla praworządności.
Jeśli prezydenturę Wałęsy można by nazwać „prezydenturą zaprzepaszczonych szans” - dwukadencyjną prezydenturę Kwaśniewskiego nazwałbym „prezydenturą szkodliwą”, przydającą Polsce do starych, nabrzmiałych problemów - nowych nieszczęść. Nowa władza - prezydencka, rządowa i trudna do uzyskania większość parlamentarna - mają przed sobą prawdziwą stajnię Augiasza do uprzątnięcia... Silne społeczne poparcie uczciwych obywateli będzie w tej państwowej pracy pilnie potrzebne.
Tymczasem polityczny protegowany Kwaśniewskiego - b. premier Belka nie zyskał dostatecznego międzynarodowego poparcia, by zostać przewodniczącym OECD; ale i szanse jego mentora, samego Kwaśniewskiego, na międzynarodową posadę po zakończeniu prezydentury gwałtownie zmalały. Czy aby nie dlatego właśnie, że i na „gruncie międzynarodowym” tak naprawdę postrzegany jest jako polityk mało poważny i mało odpowiedzialny?...
Pomóż w rozwoju naszego portalu



