Jan Paweł II podkreśla, że życie małżeńskie i rodzinne oraz wszelkie relacje międzyludzkie trzeba budować zgodnie z ich prawdą ontyczną. Ten zwrot może wydawać się niejasny. Chodzi o to, że wszystko istnieje dla jakiegoś ściśle określonego celu i funkcjonuje w taki, a nie inny sposób. Tak więc np. szczoteczka do zębów nie jest do zamiatania podłogi, a odkurzacz - do podlewania kwiatów. W betoniarce przewozi się cement, a nie benzynę. Jeżeli ktoś, w imię wolności osobistej, nie chce się z tym liczyć, to skazuje swoje działania na niepowodzenie, czyni je bezsensownymi, a niekiedy wręcz zagraża bezpieczeństwu innych. Nikt nie pyta: „Dlaczego nie mogę w programie graficznym otwierać plików dźwiękowych?”. Podobnie pomysł, aby tramwajem przewozić ziemniaki, a w komunikacji miejskiej wykorzystać traktory jest bezdyskusyjnie niedorzeczny. Zabawa zapałkami może się źle skończyć, a niewypał, którym dzieci bawią się na boisku, niesie śmierć.
Wolność nie może być przed prawdą. Jeżeli ktoś się buntuje: „Dlaczego nie mogę wysłać e-maila, przyciskając dowolny klawisz? Ja chcę być wolny!”. Wówczas mówimy mu: „Owszem, możesz przyciskać dowolny klawisz, tylko po co? Przy takim podejściu do wolności po prostu nie wyślesz e-maila”. Wszystko musi działać zgodnie z zamysłem tego, który to wymyślił. Twórcą małżeństwa i rodziny jest Bóg. Aby zatem nasze życie i postępowanie nie było bezsensowne, a nasza wolność nie budowała absurdalnego świata, nie wolno nam lekceważyć tego, kim jest człowiek w zamyśle Bożym, ani tego, czym jest małżeństwo i rodzina. Nikomu nie trzeba tłumaczyć, że nie wystarczy pozmieniać w sklepie etykiet - sól nazwać cukrem, a nożyczki - widelcem. Nożyczki pozostaną nożyczkami, a cukrem się nie posoli. Podobnie nie wystarczy jakiegokolwiek związku nazwać małżeństwem czy rodziną. Jeśli zaś chodzi o człowieka, to nigdy nie wolno potraktować go jak materię, jak tworzywo, z którego można uczynić to, na co mamy ochotę.
Przemawiając w 1991 r. do uczestników Kongresu Teologicznego Europy Środkowo-Wschodniej, Jan Paweł II przypomina, że człowiek „jest powołany do tego, aby był z prawdy - aby żył w prawdzie”. Naucza przy tym, że „status świadka (tego, który daje świadectwo prawdzie) jest podstawowym statusem człowieka”. Dodaje, że „jest to stwierdzenie zasadniczej wagi nie tylko w wymiarze chrześcijaństwa jako wiary, ale także chrześcijaństwa jako kultury, jako humanizmu”.
Pod koniec XX wieku Jan Paweł II staje nie tylko przed Kościołem, ale i przed całą ludzkością jako wielki - a wręcz jedyny, konsekwentny do końca - obrońca godności człowieka. Rozeznając znaki czasu, naucza, że lekceważenie prawdy o człowieku, małżeństwie i rodzinie prowadzi ostatecznie do ich zniszczenia. Człowiek może bowiem być sobą jedynie wtedy, gdy pozostaje wierny ontycznej prawdzie o swoim powołaniu. Równocześnie tylko czyny dokonywane w perspektywie tej ontycznej prawdy są godne człowieka: „Bez poznania prawdy - ostrzega Ojciec Święty - człowiek byłby zdany na wieloraki przymus, na życie instynktami”.
Wobec powyższego zupełnie zrozumiałe jest, że gdy André Frossard zapytał Jana Pawła II, które zdanie z Ewangelii wybrałby, gdyby miał przekazać tylko to jedno jedyne, Papież odpowiedział bez wahania: „Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli”. To stwierdzenie - często powtarzane wprost oraz obecne niby osnowa w tekstach Magisterium Kościoła tego pontyfikatu - towarzyszyło Ojcu Świętemu od najmłodszych lat. Już 2 listopada 1939 r., gdy jako dziewiętnastoletni student zwierzał się Mieczysławowi Kotlarczykowi, o jakiego człowieka chce walczyć, pisał: „Żeby raz potrafił [człowiek] przebrnąć ten nieszczęsny próg świadomości złego i dobrego i zrozumieć drogę powrotną ku Rajowi, żeby potrafił stąpić raz w teatrum życia i nie widzieć tylko masek, ale Prawdę, Boską Prawdę”.
Pomóż w rozwoju naszego portalu



