W naszych dziejach prawie każdy miesiąc zapisał się czymś nadzwyczajnym. Od stycznia, który jest symbolem heroicznego, zakończonego bolesną klęską powstania styczniowego w 1864 r., po grudzień 1970 r., kiedy to na protest gdańskich robotników przywódca PRL Władysław Gomułka odpowiedział rozkazem strzelania do bezbronnych. W XIX stuleciu kartę polskich powstań, uniesień, nadziei i klęsk rozpoczął listopad 1830 r., gdy wybuchło jedno z „najdziwniejszych” powstań, w którym generałowie nie chcieli przejmować dowództwa, i zarazem było to powstanie, które wcale nie musiało zakończyć się klęską. Były powstania z góry skazane na porażkę, jak to najkrwawsze, warszawskie, w 1944 r. Stało się ono symbolem powstań, które mimo klęski za jakiś czas obracały się w zwycięstwo.
Najczęściej sięgamy do czasów nam najbliższych - do Marca ’68, Czerwca ’56 i Czerwca ’76, do Grudnia ’70 i Grudnia ’81. Minione 50 lat było jednym bolesnym pasmem zmagania się ze złem. Były to zmagania o różnym ciężarze politycznym i o odmiennej skali wsparcia społecznego. Patrząc na kolejne zrywy, na nasze marce, czerwce i grudnie, największy błąd popełniamy, odrywając je od kontekstu, czyli od warunków i okoliczności, w jakich do nich dochodziło. Nie brak głosów, częściowo uzasadnionych, że za niektórymi z nich stały polityczne grupy wykorzystujące nastroje społeczne do prowadzenia własnej gry i partyjniackich celów. Jeśli jednak nawet zbuntowana młodzież była inspirowana przez graczy prowadzących frakcyjną walkę na komunistycznych szczytach władzy - czy umniejsza to wagę jej marzeń o wolnej Polsce?
Październik ’56 był pierwszym wyłomem w stalinowskiej Europie Środkowo-Wschodniej. Odwilż nie trwała długo. Ale po Październiku już nigdy nie było tak jak przedtem. Październik ’56 poprzedził poznański Czerwiec. Zbliżają się obchody wydarzeń, które rozpoczęły długą drogę Polaków do wolności.
50 lat temu, jako maturzysta, a wkrótce jako świeżo upieczony student, niesiony powiewem nowych czasów, „ruszyłem na barykady”. Działalność ta polegała przede wszystkim na chodzeniu z wiecu na wiec. Dopiero nie tak dawno dowiedziałem się, że naszej grupie towarzyszył znany w Łodzi redaktor pracujący na etacie UB. Również niedawno dowiedziałem się, że wysoki funkcjonariusz osłonił mnie przed karą. Miała mnie spotkać za malowanie olejną farbą napisów na murach zakładów fabrycznych. Byłem specjalistą od dwóch haseł. Pierwsze było roszczeniowe: „Żądamy wypuszczenia Prymasa Stefana Wyszyńskiego z więzienia”. Drugie mówiło o pochodzeniu marszałka Polski: „Konstanty Rokossowski - Polak rodowity z matki Nataszy i ojca Nikity”. Ów funkcjonariusz był ojcem jednego z moich kolegów z gimnazjalnej ławy. Zadziałała więc koleżeńska protekcja, o której dowiedziałem się po wielu, wielu latach.
A potem przyszła działalność bardziej poważna, trochę nielegalna, zakończona całkowitym niepowodzeniem, w rezultacie doszło do utraty wiary w sens różnych marców, sierpniów itd. I to był z pewnością jeden z najpoważniejszych błędów w życiu. Zwątpienie nie jest bowiem życzliwym towarzyszem życia.
Pomóż w rozwoju naszego portalu



