Reklama

Wybrali inne życie

Zygmunt Chodzko-Zajko

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Stał na drabinie w mojej łazience i pokrywał zalany sufit białą farbą. Pięć razy, bo kiedy raz, drugi i następny wyschło, pokazywały się ciemne zatoki, trudne do usunięcia. Zygmunt Chodźko-Zajko postanowił sam zamalować sufit, bo szkoda powstała w czasie generalnego remontu jego mieszkania, a nie mógł znaleźć fachowca. Robił wrażenie dżentelmena w średnim wieku. Ponoć przyjechał na stałe z żoną Elżbietą z Londynu.
Sąsiad z konieczności na krótko u mnie zagościł. W pewnym momencie, kiedy tak wisiał na drabinie, zapytałam, jak to należy tłumaczyć - do Anglii raczej Polacy wyjeżdżają „za chlebem”, a oni wykonali odwrotny ruch.
- W tym wyspiarskim kraju nie da się żyć - zaczął Zygmunt. - Liczy się tam przede wszystkim wysokość konta, rodzice stosują zasady wychowania bezstresowego, toteż wyrasta pokolenie mało ambitne, materialnie nastawione do świata. Sfera duchowa nikogo nie interesuje. A my odczuwamy potrzebę działań społeczno-charytatywnych.
Uzupełnieniem tej opinii była informacja naszego korespondenta z Londynu, że nawet dzieci poniżej ośmiu lat sięgają tam bezkarnie po alkohol.

Bohaterscy przodkowie

Reklama

Znajomość nasza pomału zaczęła się zacieśniać. Zostałam zaproszona przez nowych sąsiadów na uroczystą herbatę (to typowy angielski napój), związaną z 49. rocznicą urodzin pana domu. Jego małżonka (43 lata), wyglądająca jak leśna rusałka, przyciąga nie tylko urodą, ale pogodnymi, uśmiechniętymi oczami, które przemawiają za jej przyjacielskim stosunkiem do ludzi. Szczególnie do dzieci. - Pan Bóg nie obdarzył nas potomstwem, ale podpowiedział, by nadmiar miłości przekazać najmłodszym, którzy są tego uczucia spragnieni.
Skąd wzięła się ich przemożna potrzeba spieszenia z pomocą? Posłuchajmy zwierzeń Zygmunta, który z dumą opowiada o swoich protoplastach. - Mój dziadek mieszkał i kształcił się we Lwowie. Ukochał Wojsko Polskie. Jako dowódca w stopniu pułkownika w 1939 r. bronił tego miasta przed nawałą sowiecką. Został wzięty do niewoli i rozstrzelany w Starobielsku. Reszta rodziny uciekła na Wschód, gdzie syn dziadka, a mój ojciec wstąpił do armii gen. Andresa. Po długiej tułaczce znalazł się w Szkocji, a następnie w Londynie, gdzie dołączył do matki i siostry. Tam poznał uroczą Polkę, która przyjechała tu po przymusowym pobycie w Kazachstanie. Wkrótce pobrali się i mieli pięciu dorodnych synów.
Jednym z nich jest właśnie Zygmunt. Wybrał z żoną Polskę jako swój kraj zamieszkania. Trzech jego braci pozostało w Londynie, jeden osiedlił się w Ameryce.
Życiorysy moich bohaterów krzyżują się. Matka Eli, z zawodu pielęgniarka, zajmowała się głównie małymi podopiecznymi, dbała o ich edukację i znajomość polskiej literatury. Tata, jako kadet, zaciągnął się do Wojska Polskiego. Ale spotkał go podobny los jak ojca Zygmunta. Kilka lat spędził wśród stepów kazachskich, by wreszcie przez Persję, Palestynę i Włochy dotrzeć do Anglii. Tu spotkał damę swego serca, którą wkrótce poślubił. Mieli pięcioro dzieci.
Zaiste różne były drogi naszych rodaków do niepodległości. Najważniejsze, że wszyscy pozostali Polakami. Z czworga rodzeństwa Eli dwóch braci mieszka w Warszawie, dwie siostry w Londynie. A więc oboje moi bohaterowie pochodzą z polskich związków, z wielodzietnych rodzin, które kultywują, niezależnie od miejsca zamieszkania, miłość do starej ojczyzny.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Garstka wspomnień

Gdzie się poznali? Jak to zwykle bywa, młodzież lgnie do siebie. Polonijne nastolatki skupiały się wokół świątyni pw. Najświętszej Maryi Panny Matki Kościoła w londyńskiej parafii Ealing. Duszą tych spotkań i pomysłodawcą wielu poczynań był polski ksiądz śp. Włodzimierz Okoński MIC (jego rodzona siostra Maria była bliską współpracowniczką kard. Stefana Wyszyńskiego). Tamtejsi księża zorganizowali m.in. zespoły folklorystyczne, do których zaprosili dziewczęta i chłopców. Oczywiście, wśród nich znaleźli się Ela i Zygmunt. Wtedy między nimi coś zaiskrzyło.
- O nie! - zaprzecza moja rozmówczyni. - Mój przyszły mąż zabiegał o mnie 13 lat. Ale wreszcie przeważyły jego zalety - był rozmodlony, a przy tym pięknie śpiewał i grał na gitarze. Dodajmy, że Ela pochodzi z bardzo pobożnej rodziny.
Zygmunt wybrał się na pierwszą w życiu pielgrzymkę do Polski 24 lata temu. Od tego czasu ani jednej nie opuścił. Jakie wrażenie zrobiła na nim ta pierwsza piesza wędrówka do Częstochowy?
- Tysiące młodzieży, uśmiechniętej, rozśpiewanej przy dźwiękach gitary, umiejętnie łączyło zmęczenie z radością chrześcijańskiego przeżywania. To nic, że czasem spało się w warunkach skromnych. Najważniejsze, że była więź, która gromadziła wszystkich wokół Boga.
I gromadzi nadal.

Na horyzoncie pojawił się Grudziądz...

Reklama

...a właściwie p. Elżbieta Marzec, kierowniczka przykościelnej świetlicy „Okruszek” w tym pomorskim miasteczku. Osoba niezwykle oddana dzieciom z biednych rodzin, mających ojców alkoholików, z rodzin patologicznych, z rozbitych małżeństw. Pomocną rękę podał jej młody, pełen różnych pomysłów ks. Wacław Pokrzywnicki MIC. Plany mieli przebogate. Główne zadanie, jakie sobie postawili, to wyrwać dzieciaki z życiowego błota, przybliżyć im lepszy świat, zachęcić do nauki, sportu i czytania. Wiadomo, trzeba było zainwestować w podopiecznych wiele wysiłku. Przede wszystkim okazać im miłość - uczucie, które nic nie kosztuje, a tak potrzebne jest tym najmłodszym i nieco starszym. Postępowali dyskretnie, nawiązywali kontakty z rodzicami, często bezradnymi wobec trudności wychowawczych. Myśleli o koloniach, zimowiskach, głównie o zajęciach pozalekcyjnych. Na to wszystko poza dobrymi chęciami potrzebne były pieniądze. I wówczas o pomoc poprosili Zygmunta i Elę - młodą przedszkolankę, zarazem prezeskę Rady Ekonomiczno-Administracyjnej przy londyńskiej parafii. Dwa razy w roku po zakończonej Mszy św. Ela zwracała się do wiernych z prośbą o wsparcie finansowe grudziądzkiej świetlicy. A ponieważ młoda kobieta odznacza się dużą charyzmą i ma dar przekonywania, podobnie zresztą jak jej mąż, do „Okruszka” płynęły nie tylko pieniądze na konto, ale też nowe kurtki z małymi usterkami, koszulki z nadrukami, obuwie, a nawet kilkanaście komputerów. Nadwyżkę darów kierowano do innych świetlic w Polsce.

Zauroczony Podhalem

Kilka lat temu jeden z księży marianów namówił Zygmunta na zwiedzenie Podhala. - Ten malowniczy widok rozmarzył mnie - opowiada. - Nie myśląc o tym, zacząłem śpiewać hymny pochwalne na cześć monumentalnych gór, dziękując Bogu, że ściągnął mnie w to cudowne miejsce. Powziąłem wówczas decyzję, że nasze dzieciaki z Grudziądza muszą zwiedzić, zresztą już nie po raz pierwszy, najpiękniejsze rejony Polski.
I stało się! W czasie ferii zimowych dwoma autokarami zawieźli swoich podopiecznych do Górzna k. Brodnicy. To malowniczy rejon między Pojezierzem Iławskim a Wysoczyną Dobrzyńską. Górzysty, pełen jezior, zabytków. W samej Brodnicy dzieci fotografowały się pod XIV-wiecznym ratuszem gotyckim, oglądały ruiny zamku ze śladami dawnej fosy i wysoką wieżę obronną. Uczestniczyli, oczywiście, w Mszach św. sprawowanych w miejscowym kościele i w codziennym Różańcu. A mieszkali w skromnym pensjonacie, gdzie w ramach „szkoły życia” pomagali przyrządzać posiłki, sprzątać, a poza tym spędzali czas na powietrzu - zima była łaskawa i posypała śniegiem. Po powrocie do domu opowiadali o udanych feriach zimowych, w czasie których zwiedzili też Olsztyn, Toruń i Bydgoszcz.
Zaangażowani małżonkowie myślą już o zorganizowaniu atrakcyjnych letnich wakacji i szukają sposobów na uzyskanie funduszy. Ale...

To nie wszystko

Los chciał, że ks. Wacław Pokrzywnicki MIC został skierowany do pracy duszpasterskiej w Warszawie, do praskiego kościoła pw. Matki Bożej z Lourdes. W stolicy spotkał się z londyńskimi przyjaciółmi Elą i Zygmuntem. Doszli do wniosku, że na Pradze - w dzielnicy zaniedbanej pod względem moralno-wychowawczym - często brakuje takich rodzin, gdzie dzieci uczą się miłości, przyjaźni, pomocy innym, dlatego wałęsają się po ciemnych ulicach, sterczą pod budkami z piwem i zaczepiają przechodniów. I to stało się następnym wyzwaniem dla wyspiarzy i nowo przybyłego duchownego. Postanowili, zgodnie z ich wielką pasją, rzucić przysłowiową rękawicę tym anomaliom. Początek zrobiono. Zygmunt prowadzi dziecięcy chór przykościelny, razem zajęli się gromadzeniem funduszy na adaptację pomieszczeń, które mają pełnić rolę świetlicy, gdzie powołane zostaną kluby zainteresowań. Tym przedsięwzięciom pilotuje ks. Wacław, który jest też katechetą w jednej z praskich szkół. Czy się powiedzie? Duchowny twierdzi, że mają doświadczenie z Grudziądza i że w trójkę, z pomocą innych wolontariuszy, postarają się krok po kroku zmieniać model egzystencji tutejszej młodzieży.
Oby im się udało! Małżonkowie każdą wolną chwilę przeznaczają na pomoc potrzebującym. Ela uczy języka angielskiego przedszkolne dzieci w szkole brytyjskiej, Zygmunt pożegnał się ze stanowiskiem kapitana statku (pływał po niemal wszystkich morzach i oceanach). Jest lektorem angielskiego i tłumaczy „na żywo”. Teraz rozpoczęli drugi rozdział w swoim życiu - bardzo intensywny, bo ich głównym celem jest zaszczepienie w młodych ludziach ducha patriotyczno-religijnego i co ważne - sportowego.
- Od czasu do czasu muszę oderwać się od przyspieszonego tempa życia i dlatego jeżdżę na rekolekcje ignacjańskie - zwierza się Ela. - Ostatnie przeżyłam w Kaliszu. Chciałam się wyciszyć, zrelaksować, przez osiem dni żyć w całkowitym milczeniu. I medytować. Wracam do pracy z nowym zapasem sił i energią. Jedno jest pewne - na najbliższą pielgrzymkę Zygmunt wyruszy z dziećmi ze świetlicy.

Podziel się:

Oceń:

2008-12-31 00:00

Wybrane dla Ciebie

Rozważania na niedzielę: Odnaleziono zaginiony obraz w naszej parafii

2026-01-23 10:29

Mat.prasowy

W minionym tygodniu w naszej diecezji odnaleziono poszukiwany od 80 lat - obraz Józefa Mehoffera. Wisiał… w miejscu, którego nikt by nie podejrzewał. I kiedy na niego patrzę, widzę coś więcej niż historię sztuki. Widzę Ewangelię.

Więcej ...

Wybór ludzi prostych odsłania sposób Boga, który buduje wspólnotę od dołu

2026-01-14 21:02

Grażyna Kołek

Więcej ...

Wyjątkowy koncert w gorzowskiej katedrze

2026-01-25 19:03
Koncert

Karolina Krasowska

Koncert "Aby wszyscy byli jedno" w gorzowskiej katedrze

W gorzowskiej katedrze 24 stycznia odbył się wyjątkowy koncert "Aby wszyscy byli jedno – pamięci sługi Bożego bp Wilhelma Pluty". W jego trakcie fragmenty listów pasterskich sługi Bożego odczytał znany aktor Adam Woronowicz.

Więcej ...

Reklama

Najpopularniejsze

Znany charyzmatyk i twórca Szkół Nowej Ewangelizacji...

Kościół

Znany charyzmatyk i twórca Szkół Nowej Ewangelizacji...

Sprawiedliwość po okrutnej tragedii. Prawomocny wyrok za...

Kościół

Sprawiedliwość po okrutnej tragedii. Prawomocny wyrok za...

Moc przebaczenia, która kruszy lody serca. Nagradzany film...

Wiadomości

Moc przebaczenia, która kruszy lody serca. Nagradzany film...

Serduszko pod lupą. Między filantropią a miłosierdziem...

Kościół

Serduszko pod lupą. Między filantropią a miłosierdziem...

Proces ks. Michała Olszewskiego: Zaawansowane stadium...

Wiadomości

Proces ks. Michała Olszewskiego: Zaawansowane stadium...

Prokurator Witkowski: Ks. Popiełuszko umarł w bunkrze w...

Kościół

Prokurator Witkowski: Ks. Popiełuszko umarł w bunkrze w...

Prokurator Witkowski: Ksiądz Popiełuszko nie zginął 19...

Kościół

Prokurator Witkowski: Ksiądz Popiełuszko nie zginął 19...

Dr Milena Kindziuk: Kwestionuję oficjalną, peerelowską...

Dr Milena Kindziuk: Kwestionuję oficjalną, peerelowską...

Bazylika św. Piotra: Kolejny akt profanacji w sercu...

Kościół

Bazylika św. Piotra: Kolejny akt profanacji w sercu...