Reklama

Wśród „dzieci ulicy”

Dominik Różański

Wolontariat uczy pokory i bezinteresowności. Bariery językowe i kulturowe są nieważne. Na misji liczy się bezpośredni kontakt z drugim człowiekiem - opowiadają „Niedzieli” wolontariuszki, które przebywały w salezjańskich ośrodkach misyjnych w Ugandzie i Mongolii

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

W październiku 2007 r. Izabela Paszke wylądowała w Ułan Bator. W stolicy Mongolii mieści się salezjański sierociniec dla porzuconych dzieci „Savio Home”. - Ten wyjazd to było jedno z moich marzeń. Mimo to na miejscu przeżyłam szok, gdy poznałam placówkę oraz historie dzieci mieszkających w sierocińcu - opowiada Izabela Paszke, członkini Międzynarodowego Wolontariatu Don Bosco. - Po roku pracy nie chciałam jednak opuszczać tego miejsca, swojego pokoju bez okien. A przede wszystkim nie chciałam opuszczać dzieci, które tak boleśnie zostały doświadczone przez los.
- Przebywanie z dziećmi ulicy to nie jest sposób na zagospodarowanie kilku miesięcy. To jest przestrzeń, w którą człowiek wchodzi cały, ze wszystkim, co posiada - dodaje Małgorzata Łokaj, która jako wolontariuszka pracowała w domu dla chłopców ulicy w ośrodku CALM (Children and Life Mission) w Ugandzie.

Strach przed rodziną i wojną

Reklama

W obu krajach dzieci żyjące na ulicy to widok na tyle powszedni, że dorośli zupełnie nie zwracają na nie uwagi. W Mongolii nie ma nawet dokładnych szacunków, ile dzieci na stałe przebywa na ulicy. Tamtejsze Ministerstwo Zdrowia szacuje, że w milionowym Ułan Bator jest ich ok. 4 tys. Jednak zdaniem organizacji niosących pomoc bezdomnej młodzieży, może być ich nawet o 50 proc. więcej. W Ugandzie sytuacja jest podobna, z tym że szacunki dotyczące dzieci ulicy mówią o liczbach rzędu kilkudziesięciu tysięcy. Jednym z podopiecznych Izabeli Paszke był 6-letni Mongodżol, którego matka wyrzuciła z domu. Wcześniej pobiła go pogrzebaczem. W nocy Mongodżol spał w kanałach, w dzień żebrał o jedzenie na ulicy. Do „Savio Home” odwiozła go policja. Matki za porzucenie dziecka nie spotkała żadna kara. - W Mongolii więzi rodzinne są słabe, szerzy się natomiast alkoholizm i przemoc. I właśnie te patologie są najczęstszą przyczyną ucieczek dzieci z domów - ocenia Izabela Paszke.
Ugandyjskie dzieci również uciekają z domu ze strachu. Nie jest to jednak strach przed rodzicami. W państwie tym od dwudziestu lat trwa wojna domowa. Dzieci, głównie z północy kraju, są często porywane przez partyzantów. Żeby się przed tym ustrzec, wieczorami opuszczają swoje rodzinne strony i udają się do miasta. Takich „nocnych podróżników” - jak nazywa się je w Ugandzie - jest ok. 50 tys. Do tej grupy trzeba doliczyć jeszcze sieroty naturalne.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Wystarczy być, przytulić

Rząd, który nie radzi sobie z partyzantami, nie dba też o bezpieczeństwo dzieci. Nikt z rządzących nie interesuje się tym, jak dzieciom ulicy udaje się przetrwać, zdobyć jedzenie. Odpowiedź na to pytanie znają wolontariusze. - Piętnastoletni Ivan powiedział mi, że zanim trafił do ośrodka w CALM, „robił wszystko”. Kiedy było mu zimno, palił papierosy, brał narkotyki. Pił też benzynę, bo to pomagało mu nie odczuwać głodu ani zimna. Opowiadał o dzieciach, które były zabijane na ulicach - mówi Małgorzata Łokaj. - Inny wychowanek CALM opowiedział natomiast, że gdy trafił na ulicę, jedno z żyjących tam dzieci dało mu następującą radę: „Jeśli masz pokój w sercu, tutaj nie ma dla niego miejsca. Jeśli masz miłość, wyrzuć ją z siebie, bo tutaj nikt nie będzie cię kochał”.
Ośrodek CALM znajduje się w Namuwgongo (niedaleko Jeziora Wiktorii). Na co dzień w placówce mieszka ok. 130 dzieci w wieku 6-17 lat. Wszyscy wychowankowie to sieroty naturalne lub społeczne. Wolontariusze cały czas przebywają z dziećmi. Przed południem przygotowują zajęcia, a po południu realizują je. Są to najczęściej gry, zabawy, ale także nauka i rozmowy. - Socjoterapia tych chłopców polega na zwyczajnym spędzaniu z nimi czasu - mówi Małgorzata Łokaj i dodaje: - Wystarczy z nimi być. Przytulić. Obdarować uśmiechem, razem pomilczeć. To pomaga wrócić im do równowagi, otworzyć się na drugiego człowieka.
- „Dzieci ulicy” mają zranione serca i są nieufne. Ale praca z nimi to również sprawdzian dla siebie: ile mam cierpliwości, pokory i mądrości - dodaje Izabela Paszke. W „Savio Home” mieszka na stałe ok. 30 dzieci. Starsze uczą się w szkole, gdzie zdobywają praktyczny zawód. Salezjanie pomagają im znaleźć zatrudnienie, a tym, które chcą się nadal uczyć, sponsorują studia. Natomiast wychowankowie, którzy muszą opuścić sierociniec po uzyskaniu pełnoletności i skończeniu szkoły, dostają na dalszą drogę życia jurtę - czyli własny dom, w którym mogą zamieszkać.

Wolontariat wyzwala energię

Izabela Paszke była na misjach 12 miesięcy. Małgorzata Łokaj spędziła w CALM trzy miesiące. Jak ta praca je zmieniła?
- Po takim doświadczeniu inaczej patrzy się na życie. Jestem bardziej wyciszona. Dziwi mnie, że niektórzy robią problem z czegoś, co tak naprawdę nie jest problemem. Albo że poświęcają tak wiele czasu na rzeczy takie jak np. kariera - mówi Izabela Paszke, która w 2009 r. planuje kolejny wyjazd.
- Wolontariat wyzwala w człowieku energię. Po powrocie mówię: stop niewiedzy i obojętności. Te dzieci mają coś do zaproponowania światu - opowiada Małgorzata Łokaj. - Myślę, że nie wrócę już do rzeczywistości sprzed wyjazdu. Że to doświadczenie zmieniło mnie na trwałe. Taką mam nadzieję - kończy wolontariuszka.

Podziel się:

Oceń:

2009-12-31 00:00

Wybrane dla Ciebie

EDK 2026 - Dobiega końca rekrutacja dla liderów rejonu

2026-02-09 17:27

mat. pras

To już ostatni moment, aby włączyć się w przygotowania do stworzenia trasy na Ekstremalną Drogę Krzyżową 2026. Do 10 lutego trwa rekrutacja na liderów rejonu

Więcej ...

4,5 tysiąca Wojowników Maryi w Ostrowie Wielkopolskim - za nami ogólnopolskie spotkanie

2026-02-09 08:25

Wojownicy Maryi

Pierwsze w nowym roku kalendarzowym formacyjne Ogólnopolskie Spotkanie Wojowników Maryi w Ostrowie Wielkopolskim dotyczyło tematyki braterstwa, przywództwa i dyscypliny.

Więcej ...

Zmarł prof. Zichichi, gigant nauki i człowiek wielkiej wiary

2026-02-09 16:31
Antonino Zichichi

pl.wikipedia.org

Antonino Zichichi

Dziś zmarł w wieku 96 lat profesor Antonino Zichichi. Ten włoski naukowiec odegrał znaczącą rolę w historii nauki i kultury końca XX wieku. Fizyk o międzynarodowej renomie prowadził intensywną działalność popularyzatorską, przekonany o konieczności obrony metody naukowej przed przesądami i uproszczeniami

Więcej ...

Reklama

Najpopularniejsze

Do Domu Ojca odszedł ks. Roman Patyk. Pełnił niegdyś...

Kościół

Do Domu Ojca odszedł ks. Roman Patyk. Pełnił niegdyś...

Nowenna na dobre przeżycie Wielkiego Postu

Wiara

Nowenna na dobre przeżycie Wielkiego Postu

Nowenna do Matki Bożej z Lourdes

Wiara

Nowenna do Matki Bożej z Lourdes

Ze świętą do dentysty...

Niedziela Przemyska

Ze świętą do dentysty...

Oświadczenie ks. Teodora Sawielewicza: Przepraszam...

Kościół

Oświadczenie ks. Teodora Sawielewicza: Przepraszam...

Wiadomości

"Spalić kościoły, połamać krzyże". Skandal na finale...

Kwestia Komunii św. na rękę budzi w Polsce wiele...

Wiara

Kwestia Komunii św. na rękę budzi w Polsce wiele...

Austria: Ksiądz zmarł podczas Mszy św.

Kościół

Austria: Ksiądz zmarł podczas Mszy św.

Tragiczna śmierć proboszcza w drodze na wizytę...

Kościół

Tragiczna śmierć proboszcza w drodze na wizytę...