Powiedz, co czytasz, a powiem ci, kim jesteś
Jakim szczęściem i radością był dla mnie artykuł w świątecznej „Niedzieli” o fenomenie parafialnego czytelnictwa! Proszę sobie wyobrazić, że od 15 lat posługi w kolportażu prasy katolickiej w mojej parafii dzień w dzień krzewię wśród czytelników przesłanie: „Kto czyta, nie błądzi” albo „Powiedz, co czytasz, a powiem ci, kim jesteś”. Boleję nad tym, że przez te lata nie doznałam pomocy ani zastępstwa. Ten artykuł i wypowiedzi ks. prał. Mariana Wiewiórowskiego są potwierdzeniem moich poglądów, że bez czytania nie ma rozmawiania.
Z czytelnikami mam wspaniały kontakt, doskonale się rozumiemy. Jesteśmy świadomi wartości prasy katolickiej i pełni zachwytu nad jej poziomem. My, wierni, musimy pogłębiać wiedzę, duchowość, pobożność. Żeby świadomie przeżywać niedzielną Liturgię, potrzebna jest wiedza i nauka, które czerpiemy z „Niedzieli”.
Od czytelników prasy katolickiej słyszę, że przez jej czytanie sięgnęli po Biblię. A przecież Biblia jest księgą duchową i psychologiczną - daje konkretne wskazówki życiowe.
Przez wszystkie lata w służbie parafii kserowałam wypowiedzi ks. inf. Ireneusza Skubisia i rozsyłałam do wszystkich parafii. Codziennie rano wyruszam do kościołów z „Niedzielą”, odmawiając moją modlitwę:
„Naucz mnie, Panie,
Abym zaczynała dzień z Tobą,
A o zmierzchu za ten dzień Ci dziękowała,
I przez cały dzień Ci służyła,
I przez sen Cię błogosławiła!”.
Teresa z Torunia
Co mam zrobić?
Zaufanie to podstawowe uczucie, jakim darzy się inne osoby. Ja bardzo bym pragnął zwierzać się nie tylko Bogu, ale i ludziom, nawet tym, których nie znam. Z zaufaniem wiąże się szczerość, bo cóż bez szczerości - nikt i nic nam nie pomoże, a kłamstwo jest grzechem.
Proszę sobie wyobrazić człowieka, który - choć ma liczną rodzinę - w rzeczywistości jest bardzo samotny, odrzucony, sponiewierany - zepchnięty na dno. Ja właśnie jestem w takiej sytuacji i dlatego pytam, co mam zrobić, by zobaczono i uwierzono, że byłem człowiekiem.
Gdy byłem niemowlakiem, trzy razy przebywałem w szpitalu: z powodu wygłodzenia, ze względu na poparzenia (miałem przeszczep skóry) oraz z powodu zatrucia. Potem jedenaście lat byłem w domu dziecka. Gdy miałem dwadzieścia lat, musiałem opuścić dom rodzinny, bo nie było w nim dla mnie miejsca. Moja matka wolała wódkę i wino. Częste awantury i bijatyki doprowadziły do tego, że mam na głowie 28 blizn.
Cały czas szukałem szczęścia i radości życia, a co najważniejsze - szukałem miłości. Dziś, mając 38 lat, nadal szukam, mimo nieudanego małżeństwa, które doprowadziło mnie do przepaści, i nie umiem sobie z tym poradzić.
Robert z ZK
Oczekujemy na listy pod adresem:
„Niedziela”, ul. 3 Maja 12
42-200 Częstochowa.
Na kopercie należy napisać: „Listy”
Pomóż w rozwoju naszego portalu



