Reklama

Ci, którzy otaczają troską życie

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Obchodzą trzy jubileusze: 400 lat obecności w Polsce, 70 lat istnienia szpitala w Łodzi i 10 lat od czasu odzyskania placówki. Dobrzy bracia od szpitalnictwa - tak ich nazywamy. Działają w myśl słów św. Jana Bożego: „Miłość zwycięża cierpienie”, i misji Zakonu Bonifratrów: „Czyńcie dobro - bracia”. Zapoczątkowane cztery wieki temu przez św. Jana Bożego zadanie realizowane jest do dziś przez dzieła, jakie prowadzą bracia - szpitale, poradnie, stacje środowiskowe, domy pomocy społecznej, jadłodajnie. Ich zadaniem jest pochylić się nad chorym i potrzebującym i spojrzeć na niego z miłością. Taka codzienna służba bliźniemu dokonuje się każdego dnia w Łodzi. W jednym z najlepszych szpitali w mieście - św. Jana Bożego. To placówka, która wyróżnia się spośród innych tym, że ma specyficzny, dobry klimat, że nad jej pacjentami czuwa Matka Boża ze szpitalnego sanktuarium, że funkcjonuje bez zadłużenia, a personel medyczny wspólnie z bonifratrami podejmuje misję założyciela zakonu. Służba człowiekowi realizuje się także w aptece i poradni ziołoleczniczej, w centrum rehabilitacji i w stacji opieki środowiskowej.
Peryferie Łodzi, jeden z najbardziej zielonych rejonów miasta. To tutaj, przy ul. Kosynierów Gdyńskich, znajduje się cały kompleks prowadzony przez braci bonifratrów. Każdego dnia setki osób korzystają z bonifraterskiej porady i pomocy. Można powiedzieć, że ludzie lgną do tego miejsca. Dlaczego? Bo podchodzi się do nich z miłością.
Prowadzony przez bonifratrów szpital jest przykładem, że można sprawnie zarządzać placówką i nie generować zadłużenia. To wzór dla innych, że mimo codziennych problemów - jak w każdym polskim szpitalu działającym w oparciu o kontrakt z Narodowym Funduszem Zdrowia - biały personel nie stawia dyrekcji pod ścianą i nie ogłasza strajku, nie składa wypowiedzenia. Jak podkreślają bonifratrzy, bardzo trudno jest zrealizować kontrakt i nie zgubić po drodze tego, co najważniejsze - człowieka, podejścia do niego oraz misji zakonu i szpitala. Jednak udaje się. Na wszystko składa się polityka zatrudniania ludzi, wydawania pieniędzy i dbania o wspólne dobro, które ma służyć pracownikom i pacjentom. To także zasługa współpracy bonifratrów z osobami świeckimi - współpracownikami.
Placówka od stycznia 2001 r. (szpital wybudowany w 1939 r. przez bonifratrów nie miał okazji być szpitalem zakonnym, po wojnie był szpitalem miejskim) funkcjonuje w oparciu o umowę z NFZ jako niepubliczny ZOZ. 130 łóżek to 4 oddziały: chirurgii ogólnej, chorób wewnętrznych, kardiologii i medycyny paliatywnej, które wciąż pełne są pacjentów. W ramach oddziału wewnętrznego, za zgodą chorych, stosuje się także ziołolecznictwo jako uzupełnienie terapii farmakologicznej. Na szczególną uwagę zasługuje niewielki oddział opieki paliatywnej, na który trafiają osoby w ostatnim stadium choroby nowotworowej. - Są to pacjenci wyjątkowi, wymagający wnikliwej opieki lekarskiej i pielęgniarskiej, pacjenci, którym chce towarzyszyć rodzina, i musi się to odbywać w sposób godny - mówi o. Albert Ch. Dorociak OH, sac., przeor łódzkich bonifratrów. - Są to niejednokrotnie w swoim cierpieniu bardzo biedni ludzie i trzeba im pomóc, a my mamy wyjątkowy personel, przeszkolony, który kocha swoją pracę - podkreśla.
Pacjenci chwalą szpital za dobry i życzliwy chorym personel, za prawie rodzinną atmosferę, poświęcenie pielęgniarek i posługę bonifratrów. Szczególnie osoby, które mają problem z poruszaniem, dziękują za codzienną transmisję Mszy św. i za szpitalne sanktuarium Matki Bożej Uzdrowienie Chorych. To jedyne sanktuarium szpitalne. W kaplicy znajdują się także relikwie św. Jana Bożego - patrona chorych, szpitali i służby zdrowia. Pacjenci mogą uczestniczyć w codziennych Mszach św., Koronce do Bożego Miłosierdzia i adoracji Najświętszego Sakramentu. A to dla nich niezwykle ważne, by czuć przy sobie Bożą obecność i opiekę Maryi. To daje poczucie bezpieczeństwa.
W ramach szpitala funkcjonuje POZ i sieć poradni specjalistycznych. Przychodnia ma pod swoją opieką około 6,5 tys. pacjentów. W tym roku bonifratrzy chcą przenieść poradnię do nowego budynku. Wtedy zmienią się diametralnie warunki i zwiększy grono przyjmujących lekarzy.
Przy konwencie łódzkich bonifratrów jest przystanek autobusowy. Spotykamy na nim kilka osób, które przyjechały do apteki ziołoleczniczej. Pani Agnieszka, studentka, raz w miesiącu przyjeżdża po krople na żołądek dla babci i od jakiegoś czasu dla siebie. Przyznaje, że najpierw sceptycznie podchodziła do mikstury. - Kiedyś jednak w domu nie było niczego innego i spróbowałam - mówi. - Podziałało rewelacyjnie. Podobnego zdania są inni klienci apteki - zachwyceni ziołami bonifratrów, opowiadają, na co im pomogły: na migreny, egzemy skórne czy przy przeziębieniach. Bonifraterskie mieszanki działają na przeróżne schorzenia. Czy takie leczenie jest bezpieczne? Tak. Ale trzeba być pod stałą kontrolą lekarza i regularnie robić badania. Jak podkreślają pracownicy apteki i przychodni, trzeba przynajmniej raz do roku sprawdzić swój organizm. Trzeba także przestrzegać odpowiednich dawek. Leczenie ziołami nie jest więc takie proste i wymaga dużo cierpliwości, ale daje efekty. Dlatego zanim chorzy trafią do apteki, udają się na wizytę do przychodni ziołoleczniczej. Tam, po przedstawieniu wyników badań, historii choroby i po zbadaniu ich, lekarz zaleca kurację ziołami. Taką kurację na krążenie od kilku już lat stosuje pan Stanisław. - Przyprowadziła mnie tu żona i tak już zostałem - uśmiecha się żwawy 70-latek. Jest bardzo zadowolony z przepisywanych mieszanek i mówi, że leczenie u bonifratrów dało mu drugą młodość. W poradni widać także matki z dziećmi.
W kompleksie bonifratrów działa przychodnia rehabilitacyjna, w której oprócz tradycyjnych ćwiczeń stosuje się leczenie wodą. Tu także jest dużo pacjentów. - Chodziłam do wielu poradni, ale ta jest wyjątkowa - mówi pani Krystyna. - Życzliwość dla każdego chorego, uśmiech rehabilitantów i lekarzy sprawiają, że człowiek już od pierwszych ćwiczeń staje się żwawszy i zdrowieje - uśmiecha się pacjentka. Centrum rehabilitacji działa od 10 lat i dysponuje fachowym, wyszkolonym personelem i bardzo dobrym sprzętem.
W budynku obok działa stacja opieki środowiskowej. Jest tu jadłodajnia, która wydaje codziennie 140-150 posiłków, a na soboty i niedziele suchy prowiant dla potrzebujących. Za taką pomoc wdzięczne są matki z małymi dziećmi, kobiety bez pracy, samotnie wychowujące swoje pociechy, jak pani Ala, która z trójką malutkich dzieci jedzie każdego dnia kilkanaście przystanków autobusem. - Dostajemy ciepły posiłek, często także panie ze stacji dają dzieciom jakieś ładne ubranka, częstują słodyczami - mówi. - Nie wiedziałam, że spotka mnie taki los, ale też nie przypuszczałam, że tyle dobra doświadczę od ludzi - podkreśla. W stacji opieki środowiskowej działa wypożyczalnia sprzętu rehabilitacyjnego i medycznego. Jest łaźnia i pralnia, z której mogą korzystać osoby bezdomne. Na miejscu dyżuruje także pielęgniarka. Bonifratrzy oferują osobom potrzebującym pomoc w zakupie leków. A każdego dnia dwa zespoły wyjazdowe służą chorym w terenie. Na działalność stacji opieki środowiskowej bonifratrzy otrzymują dotację z Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej. Oczywiście, konwent też ma swój wkład. Pomoc idzie więc do środowisk sprawdzonych, osób zgłoszonych przez MOPS, prowadzona jest ewidencja. Wszystko po to, by służyć roztropnie i uczciwie tym ludziom, którym trzeba podać dłoń.
W tej chwili łódzcy bonifratrzy prowadzą trzy duże inwestycje - rozbudowę rehabilitacji, POZ oraz rozbudowę ziołolecznictwa i całego zaplecza produkcyjnego. Planują także, w miarę uzyskanych środków finansowych, dobudowę drugiego skrzydła szpitala. Chcą rozszerzyć oddział paliatywny - z 16 na 30 łóżek i stworzyć odpowiednio dobre warunki dla chorych i ich rodzin. To bardzo ważne przedsięwzięcie, tym bardziej że w Łodzi istnieje tylko jeden (oprócz szpitala św. Jana Bożego) podobny oddział.
Nie oznacza to, że w łódzkim szpitalu i dziełach prowadzonych przez bonifratrów nie ma problemów. Są, jak wszędzie. - Ale próbujemy je wspólnie na bieżąco rozwiązywać - podkreśla Ojciec Przeor. - Tak, by dalej iść do przodu - dodaje. I zaznacza: - Bez Opatrzności Bożej nie udałoby się to na pewno.
W Łodzi jest 8 braci i 4 kandydatów (postulantów). Jak przyznaje Ojciec Przeor, to - że czyni się tak wiele w tak niewielu - zawdzięczają ogromnej rzeszy współpracowników świeckich, którzy są z bonifratrami i razem pracują. Wymienia wszystkich - począwszy od sprzątających ogród, odśnieżających, konserwatorów, którzy muszą dyżurować dzień i noc, by w szpitalu był tlen, przez osoby pracujące w administracji, po cały biały personel. - To całe nasze bogactwo, dzięki któremu możemy w duchu św. Jana Bożego służyć drugiemu człowiekowi - mówi o. Albert, który sam jest z zawodu i powołania pielęgniarzem i 12 lat pracował przy łóżkach chorych. Prosi, by dodać: - Chylę przed nimi wszystkimi czoło, i w imieniu swoim i zakonu dziękuję. A wszyscy ci, którzy choć raz doświadczyli pomocy i opieki bonifratrów, podkreślają, że najważniejsze przesłanie św. Jana Bożego - że miłość zwycięża cierpienie, i służba w tym duchu ludziom chorym i potrzebującym - jest tu każdego dnia realizowane. A bonifratrzy posłani do tych ludzi, nie tylko chorych w szpitalu - przede wszystkim do ludzi biednych, bez pracy, którzy nieraz nie potrafią odnaleźć się w obecnej sytuacji, starają się być z nimi i z dużą pokorą pomagają przywracać im ludzką godność. I otaczają troską każde przekazane pod swoją opiekę życie.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Podziel się:

Oceń:

2009-12-31 00:00

Wybrane dla Ciebie

Masowa likwidacja szkół wiejskich

2025-04-04 23:53
Andrzej Sosnowski

Red.

Andrzej Sosnowski

Ministerstwo Edukacji Narodowej z jednej strony zapewnia, że szkoły powinny być blisko uczniów, a z drugiej – daje ciche przyzwolenie na ich masowe zamykanie.

Więcej ...

Franciszek i s. Francesca - nieoczekiwane spotkanie papieża z 94-letnią zakonnicą

2025-04-06 17:32
Widok pustej Bazyliki św. Piotra robi duże wrażenie

Włodzimierz Rędzioch

Widok pustej Bazyliki św. Piotra robi duże wrażenie

Siostra Francesca Battiloro przeżyła największą niespodziankę swojego życia w wieku 94 lat, z których 75 lat spędziła jako wizytka za klauzurą. „Poprosiłam Boga: 'Chcę spotkać się z papieżem'. I tylko z Nim! Nikt inny... Myślałam, że to niemożliwe, ale to Papież przyszedł się ze mną spotkać. Wygląda na to, że kiedy Go o coś proszę, Pan zawsze mi to daje...”. Podczas pielgrzymki z grupą z Neapolu, s. Francesca Battiloro, siostra klauzurowa modliła się dzisiaj w Bazylice św. Piotra, gdy nagle spotkała papieża.

Więcej ...

Z zafascynowania Kępińskim

2025-04-06 15:35

Biuro Prasowe AK

W panelu głównym „Ten człowiek wie więcej o człowieku niż Freud, Heidegger i Levinas”, jako pierwszy głos zabrał metropolita krakowski, abp prof. Marek Jędraszewski z wystąpieniem „Levinas i Kępiński.

Więcej ...

Reklama

Najpopularniejsze

Gdy sakramentu udziela człowiek niegodny, to czy traci on...

Wiara

Gdy sakramentu udziela człowiek niegodny, to czy traci on...

Jezus mnie nie potępia, ale bardzo pragnie, abym się...

Wiara

Jezus mnie nie potępia, ale bardzo pragnie, abym się...

Zasłonięty krzyż - symbol żalu i pokuty grzesznika

Wielki Post

Zasłonięty krzyż - symbol żalu i pokuty grzesznika

Archidiecezja Krakowska od kwietnia płaci miastu Kraków...

Kościół

Archidiecezja Krakowska od kwietnia płaci miastu Kraków...

Mocz w wodzie święconej: Ksiądz rozważa zamknięcie...

Kościół

Mocz w wodzie święconej: Ksiądz rozważa zamknięcie...

Przeżył 95 dni na morzu, dziś mówi:

Wiara

Przeżył 95 dni na morzu, dziś mówi: "Niech wszyscy...

W wieku 47 lat zmarł nagle ksiądz z archidiecezji...

Kościół

W wieku 47 lat zmarł nagle ksiądz z archidiecezji...

Bp Ważny: Powszechne katechezy w parafiach ruszą od...

Kościół

Bp Ważny: Powszechne katechezy w parafiach ruszą od...

Krzyże ścięte metalowymi narzędziami

Kościół

Krzyże ścięte metalowymi narzędziami