Reklama

Kapłan i aktor

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Reklama

Pan moim pasterzem i nie brak mi niczego - powiada ks. Kazimierz Orzechowski pierwszym wersem 23 Psalmu. I patrzy spod lekko przymkniętych powiek w przestronne okna Domu Aktora w podwarszawskim Skolimowie. Przebywa tu w dwojakiej roli: emeryta aktora, bo jest nim z zawodu, i emeryta księdza, bo jest nim z powołania. Odprawia Mszę św. w kaplicy maleńkiej niczym Piotrowa łódź rybacka. Czyta, rozmawia, spaceruje. Chętnie spotyka się z ludźmi. Nie zamyka się na nikogo.
Mieszkam w otoczeniu ciekawych osobowości. Chodzącej historii polskiego kina i teatru. Mam znakomitą opiekę lekarską. Serdeczny personel. Całodzienne wyżywienie. Ciepło. Więc czegóż mi więcej potrzeba? - pyta osiemdziesięciolatek, ks. Kazimierz Orzechowski. - Od czasu do czasu wyjeżdżam na zdjęcia do „Złotopolskich”, gdzie gram ks. Leskiego. Czy też jadę, jeśli mi siły pozwalają, bo zaproszeń mamy wiele, ze swoim spektaklem o wielkiej postaci francuskiej i światowej piosenki, pt.: „Edith Piaf: o nadziei, radości i miłości”. Gram w nim z Grażynką Matkowską i Januszem Tylmanem.
Zza szyby orzechowego regału patrzą niczym przez szkła rogowych okularów oczy nieżyjących już aktorów, których nazwisk niemal nikt już nie pamięta. Może poza gronem profesjonalistów zajmujących się sceną i encyklopedią polskiego teatru: Zofia Mysłakowska, Maria Billiżanka, Kazimierz Szubert… Aktorzy, poznani w Krakowie przez szesnastolatka Kazia, zaraz po wojnie stali się na lata jego aktorskimi wzorami, nauczycielami. Jest również fotografia ks. Kazimierza z Janem Pawłem II, który zaraz po okupacji zachodził do Iwo Galla na rozmowy o teatrze. Tam właśnie po raz pierwszy spotkał się z przyszłym papieżem przyszły aktor i przyszły ks. Kazimierz Orzechowski. Spotkania obu księży miały miejsce później jeszcze wielokrotnie. Mama ks. Kazimierza mieszkała w Krakowie i ilekroć ją odwiedzał, spotykał się też z ks. Karolem Wojtyłą. Ale najbardziej w pamięci utkwiły mu dwa spotkania z tym wielkim Polakiem. Pierwsze - podczas święceń kapłańskich w 1969 r., których udzielał mu kard. Wojtyła w Krakowie. Mimo iż kleryk Orzechowski kończył warszawskie Seminarium. I spotkanie drugie - kiedy Wojtyła był już papieżem, a ks. Kazimierz zamierzał zostać w Rzymie u Augustianów.
- Rozegrała się zabawna scena - opowiada ks. Orzechowski. - Jestem na śniadaniu u Papieża, a ks. Stanisław Dziwisz mówi: „Widzisz, Ojcze Święty, zwariował nam ten Kazio zupełnie z tymi zakonami. Gdzie mu tam do klasztoru?”. Ojciec Święty spojrzał na mnie i żartobliwie oznajmił: „Wiesz, Stasio, ty masz rację, on zwariował”. A już tak poważnie powiedział do mnie: „Wiesz co, Kaziu, ja bym wolał, żebyś ty wrócił do Polski i został kapelanem aktorów. U siebie, wśród swoich”. No i co? Rad nierad dokończyłem kilku miesięcy augustiańskiej posługi i w 1980 r. wróciłem do Polski. Do tej samej parafii pw. św. Michała na warszawskim Mokotowie, w której wcześniej posługiwałem.

***

Reklama

Regał w pokoju ks. Kazimierza stoi tuż przy oknie z widokiem na domek, w którym pomieszkiwał w latach stanu wojennego ks. Jerzy Popiełuszko. Na półkach setki książek, albumy z reprodukcjami dzieł wielkich malarzy. Ale przede wszystkim nagrania klasyków operowych, których ks. Orzechowski jest wielkim wielbicielem i znawcą. Rozmawiamy kolejne godziny. Nieoczekiwanie Ksiądz zamyśla się na dłuższy czas. Krąży wokół lat 40. ubiegłego wieku. Widzi Kraków w czasie, gdy jeszcze był w studium aktorskim u swego wuja Iwo Galla - współzałożyciela, wraz z Juliuszem Osterwą, Teatru „Reduta”, wybitnego artysty, który po wojnie został wygnany z Krakowa do Gdańska, bo „nie chciał sprostać” nadciągającym socrealistycznym gustom fornalskiej władzy. Innym razem ks. Kazimierz wędruje po plenerach kilkudziesięciu filmów, w których zagrał swoje, jak podkreśla, niezbyt wielkie role. Choć zawsze z tych drugoplanowych tworzył mistrzowskie kreacje. Rola księdza w „Pannach z Wilka” została dopisana przez Jarosława Iwaszkiewicza specjalnie dla niego, na zamówienie reżysera filmu Andrzeja Wajdy. Albo postać księdza w dokumencie Zbigniewa Dzięgiela „Doświadczanie miłości”. Przemierzając Ziemię Świętą, ks. Kazimierz opowiada w tym filmie tyleż historię biblijną, co własną i tych, którzy jak on doświadczyli Bożej miłości w napotkanych ludziach. Swoją opowieść snuje więc m.in. wybitny kaznodzieja Daniel Rufeisen, który w czasie wojny ponad rok ukrywał się przed Niemcami w podbeskidzkim klasztorze. Żyd, katolik, który po wojnie wstąpił w Polsce do Zakonu Karmelitów, a od lat 50. pełni posługę misyjną w Izraelu, wśród tamtejszych chrześcijan. O sobie i historii swojej miłości opowiada też s. Rafaela, która pobudowała w Izraelu „Dom pokoju” i tam wychowuje dzieci osierocone podczas wojen arabsko-żydowskich, opiekuje się nimi.
- W Ziemi Świętej byłem już ze trzydzieści razy - mówi ks. Kazimierz. - Chodzę po śladach Chrystusa, bo dla mnie jest On zawsze najważniejszy. To cudowne doświadczenie, kiedy mogę oglądać te same widoki, jakimi mógł się sycić Chrystus. To samo niebo i gwiazdy. Te same kamienie z Ziemi Świętej. Wprost dotykam Jego obecności. To dla mnie taka teraźniejszość Chrystusa.
Od lat jednak ks. Kazimierz na Chrystusowe drogi wchodzi już nie sam, lecz z bagażem. Jest taka, jedna z pierwszych, scena filmu „Doświadczanie miłości”, która rozpoczyna się kadrami obskurnych krat więziennych. Na pierwszym planie skazany, który rysuje ks. Orzechowskiemu krzyż na czole przed wyjazdem na kolejną pielgrzymkę do Ziemi Świętej. Ten sam znak powtarza wielu innych więźniów. I te ich krzyże, które niosą na co dzień, zabiera ks. Kazimierz do Ziemi Świętej. Wędrując po Chrystusowych ścieżkach, powierza je Panu Bogu. Modli się za więźniów, odwiedzając Pole Pasterzy, Górę Oliwną w Jerozolimie, Betlejem, Pustynię Judzką, Jezioro Galilejskie.
Modli się tak samo gorliwie, przepraszając Boga za ich grzechy, jak i za swój grzech niewiary. Zwątpił, gdy chorował na raka trzustki. Miał wtedy tak wielką niewiarę w moc Boga, że dziś jest mu za to wstyd. A przecież Bóg jednym tchnieniem, wbrew jakimkolwiek rokowaniom lekarzy, przywrócił go do życia. W czasie choroby czuł jednak tak straszny ból, że nie wierzył modlitwom ani swoich przyjaciół, ani swojej matki, choć modliła się o wstawiennictwo do Matki Bożej. Życie jakby zataczało koło. Tuż przed narodzinami Kazimierza lekarze dawali jego matce niewiele życia. Chciała, żeby żył szczęśliwie. Ofiarowała go Panu Bogu. I… zdrowa, i szczęśliwa przeżyła do 1984 r. A Kazimierz w 33. roku życia, po 15 latach aktorstwa, wstąpił do seminarium. Zwątpienia towarzyszyły zresztą jego drodze wiary niemal od samego początku. Pan prowadził go mocną ręką. Kiedy wybuchła II wojna światowa, miał 10 lat i spędzał wakacje w Krakowie, oddalony o setki kilometrów od ich rodzinnego Gdańska. Modlił się wówczas gorliwie, aby już następnego dnia jego rodzice odnaleźli się. Czekał na nich cały „wieczny” miesiąc. I to był ten pierwszy raz. Drugi był wtedy, kiedy jego ukochany ojciec, ścigany przez Niemców za działalność w AK, zmarł w 1943 r. na zawał serca na ul. Długiej w Krakowie. Właśnie w dniu, kiedy przyjechał odwiedzić kochającą żonę i syna.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

***

Przez lata swojego aktorstwa Kazimierz Orzechowski miał do czynienia z wielkimi sławami sceny, m.in. z: Niną Andrycz, Ireną Eichlerówną, Elżbietą Barszczewską, Zofią Małynicz, Ignacym Gogolewskim, Władysławem Hańczą, Stanisławem Jasiukiewiczem, Janem Kreczmarem, Janem Kurnakowiczem, Józefem Kondratem, Mariuszem Dmochowskim, Czesławem Wołłejką. Jednak kiedy w 1958 r. otrzymał angaż do Teatru Polskiego w Warszawie, jego przystanią nie stał się teatr, ale od początku był nią kościół Wizytek pw. św. Józefa Oblubieńca Najświętszej Maryi Panny na Krakowskim Przedmieściu. Świątynia pełna świadectw historii, która jako jedyna w tamtejszej okolicy nie ucierpiała w czasie II wojny. To tu święcenia kapłańskie przyjmował prymas Polski kard. August Hlond. A jak podaje historia, na tamtejszych organach grał mały „Frycek” - Fryderyk Chopin. Tu przyszły ks. Orzechowski poczuł dotyk Boga w czerwcu 1959 r. i usłyszał, że jego drogą ma być kapłaństwo. Zastanawiał się jednak przez 3 lata, zanim wstąpił do seminarium. Były to kolejne, jak podkreśla, 3 lata niewiary w to, co mówi do niego Bóg. I kiedy już chciał wstąpić do warszawskiego Seminarium, gdzie uczył kleryków dykcji, ówczesny rektor nie był tym zachwycony. Podejrzewał, że popularny aktor znudzi się po kilku miesiącach i odejdzie, wywołując jednocześnie wokół tego zdarzenia nieprzyjemny posmak skandalu. Dopiero na interwencję prymasa Stefana Wyszyńskiego, którego aktor znał od lat, został przyjęty do Seminarium w Gnieźnie. - Tak, Pan Bóg stawiał na mojej drodze różne przeszkody, ale też z drugiej strony wielkich ludzi Kościoła. Do dziś nie wiem jednak, na ile ja z tej ich wielkości skorzystałem - zastanawia się ks. Kazimierz. - A to byli moi wielcy ojcowie: Jan Paweł II czy karmelita bosy o. Daniel Rufeisen. To oni uczyli mnie wiary i miłości Boga. Ale też i inni giganci duchowości: kard. Wyszyński, księża od Wizytek - Jan Twardowski, Bronisław Bozowski, Jan Zieja czy ks. Tadeusz Fedorowicz z podwarszawskich Lasek. Fascynowali mnie. Dlaczego? To tak jakby zapytać: Dlaczego lubisz Chopina... Przede wszystkim emanowała z nich godność, świętość.
Miłości do Boga uczyła też ks. Orzechowskiego - niemal za każdym razem każe to podkreślać - Mała Tereska z Lisieux, która w sposób absolutny powierzyła się Bogu. Ale też Edith Piaf, którą nazywa Magdaleną XX wieku. Niektórych wiernych bardzo to wyniesienie oburza. Pytają: jak dziewczyna z nizin, dziewczyna ulicy, piosenkarka, choć wybitna, może być postacią godną do naśladowania? - To właśnie dlatego tak gorliwie recytuję dziś jej pamiętniki, pokazując, jak wyszła z tego dna - odpowiada z żarliwością ks. Kazimierz, jeżdżąc po Polsce ze swoim spektaklem o Piaf. To taka moja fascynacja współczesną postacią, bo niewielu miało tak bogate życie jak ona. - Niewidoma do siódmego roku życia, której wzrok wymodliła siostra zakonna. Maleńka Edith - porzucona przez rodziców po urodzeniu. Pojona wódką od dziecka. Kopana. Poniewierana. Od dziecka na ulicy... Dzięki Bogu potrafiła się podźwignąć z tego absolutnego dna. Trudno sobie wyobrazić, by jeden człowiek mógł coś takiego przeżyć. Taki drobiażdżek, a zarazem mocarz ducha. Była kobietą wielkiej religijności. Zawsze podkreślała: Nie trać w Bogu nadziei. Zaczynaj od początku. Zapytana podczas ostatniego swojego wywiadu, jak to się dzieje, że może wierzyć Bogu, mimo że Bóg zesłał na nią tyle nieszczęść - odpowiedziała, że Bóg nie zsyła nieszczęść, tylko miłość. I zawsze przy tym podkreślała: Nawet kiedy musisz zaczynać od zera, nigdy nie trać nadziei. Ta jej zasada stała się i moim mottem, od kiedy Pan Bóg przywrócił mnie znowu życiu. Choć nadal nieraz wątpiłem, zawsze jednak powtarzałem: „Spes contra spem” - Miej nadzieję wbrew wszelkiej nadziei. I dzisiaj chcę przekazać tę siłę, tę wiarę ludziom. Nie trać nadziei! Nie załamuj się! - mówiłem i mówię czy to jako kapłan posługujący w więzieniu na oddziale narkomanów, chorych na AIDS, czy jako aktor, jeżdżąc od lat z tym spektaklem.

***

Spacerujemy po cichych korytarzach przestronnego pensjonatu dla aktorów. Ksiądz pokazuje w kaplicy obrazy i rzeźby wykonane przez artystów dla kolegów artystów. Krucyfiksy. Matki Boskie. Znad ołtarza mosiężny Ukrzyżowany patrzy na Chrystusa bez rąk i nóg po drugiej stronie kaplicy. Ktoś Go znalazł następnego dnia po Powstaniu Warszawskim, porzuconego na gruzach warszawskiej Starówki. Ks. Kazimierz modli się i powtarza: „Spes contra spem”.

Podziel się:

Oceń:

2009-12-31 00:00

Wybrane dla Ciebie

Diecezja włocławska: Są pierwsze informacje organizacyjne nt. poświęcenia najwyższego w Europie pomnika Matki Bożej

2026-07-16 06:54
Budowa najwyższego w Europie 55-metrowego pomnika Matki Bożej w Konotopiu k. Torunia (Kujawsko-Pomorskie) jest coraz bliżej końca

Diecezja włocławska

Budowa najwyższego w Europie 55-metrowego pomnika Matki Bożej w Konotopiu k. Torunia (Kujawsko-Pomorskie) jest coraz bliżej końca

W uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, 15 sierpnia 2026 r., o godz. 12.00, w Konotopiu (parafia Kikół), sprawowana będzie Msza Święta pod przewodnictwem biskupa włocławskiego Krzysztofa Wętkowskiego, po której nastąpi poświęcenie monumentu Matki Bożej Miłosiernej.

Więcej ...

MŚ 2026 - Słoweniec Vincić sędzią głównym finału. Co z Polakiem Szymonem Marciniakiem?

2026-07-17 06:09

PAP/EPA/RONALD WITTEK

Słoweniec Slavko Vincić będzie sędzią głównym niedzielnego finału piłkarskich mistrzostw świata w East Rutherford, w którym zmierzą się reprezentacje Argentyny i Hiszpanii. Na liniach pomagać mu będą Tomaz Klancnik y Andraz Kovacić, a na arbitra technicznego wyznaczono Jordańczyka Adhama Makhadmeha.

Więcej ...

Abp Galbas: czy brak wypoczynku to nie pycha, bo "beze mnie świat się zawali"?

2026-07-17 08:01

Adobe Stock

Jeżeli ktoś nie może sobie pozwolić nawet na krótki odpoczynek w wakacje, to powinien zadać sobie pytanie, czy rzeczywiście wszystko u niego dobrze z kontrolą siebie samego i czy za bardzo nie dobija się do jego serca postawa pychy, która mówi: jesteś najlepszy, jesteś jedyny, jesteś niezastąpiony, jeśli nawet na chwilę zostawisz codzienne sprawy, to wszystko się niechybnie zawali – wskazał w rozmowie z Polskifr.fr metropolita warszawski abp Adrian Galbas.

Więcej ...

Reklama

Najpopularniejsze

Świadectwo z Milejczyc: To nie był zwykły cud, ale...

Wiara

Świadectwo z Milejczyc: To nie był zwykły cud, ale...

Zmarł ks. infułat Władysław Fidelus – świadek...

Kościół

Zmarł ks. infułat Władysław Fidelus – świadek...

Kard. Czerny opuszcza grono elektorów papieskich

Kościół

Kard. Czerny opuszcza grono elektorów papieskich

Iran: w więzieniu pobito kobietę, która przeszła na...

Kościół

Iran: w więzieniu pobito kobietę, która przeszła na...

Na trasie pielgrzymki doszło do niebezpiecznego zdarzenia...

Aspekty

Na trasie pielgrzymki doszło do niebezpiecznego zdarzenia...

Nowenna do Matki Bożej Szkaplerznej

Wiara

Nowenna do Matki Bożej Szkaplerznej

Dzień Męża i Żony – siedem rad Ulmów dla małżeństw

Kościół

Dzień Męża i Żony – siedem rad Ulmów dla małżeństw

Zmiany kapłanów 2026 r.

Kościół

Zmiany kapłanów 2026 r.

Nowenna do św. Marii Magdaleny

Wiara

Nowenna do św. Marii Magdaleny