Reklama

Legenda Jerzyka

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Nasz ojciec Jerzy zajmuje w rodzinnej historii ważne miejsce, chociaż jest to głównie legenda; legendę tę stworzyła jego matka - babka Wacława. Dlatego ojciec jest mi bliski nawet jako dziecko, a jego fotografia, kiedy miał kilka lat, wydaje mi się niemal współczesna. Babka wpoiła nam legendę Jerzyka na równi z legendą Trzcianny. Dlatego też romantyczny i nieco nostalgiczny wizerunek Jerzyka przeraża, kiedy pomyślimy o jego końcu - męczeńskiej śmierci we wrogim mieście, wśród obcych. Podzielił on los tylu ludzi w okresie II wojny światowej, a jednak dla nas urósł do symbolu.

Dziecko z fotografii

Reklama

Chłopiec o dziecinnej twarzy patrzy na mnie z niejakim zainteresowaniem ze starej fotografii, w ciemnym filcowym kapeluszu o wielkim rondzie (moda z Francji), z rączkami w kieszeniach zimowego paltocika. Ekspresja bladego dziecka jest bardzo subtelna, łącznie z lnianobiałymi włosami przyciętymi nad brwiami w grzywkę. Dziecko takie mogłoby zabłądzić z malarstwa polskiej impresjonistki - Olgi Boznańskiej (1865-1940) lub Józefa Pankiewicza (1866-1940), sławnego malarza, który także przechodził okres fascynacji impresjonizmem.
Mały delikatny chłopczyk stoi obok swojej babki Zofii z Niemiryczów, kobiety energicznej - byli sobie bardzo oddani i często przebywali razem. Prababka Zofia pochodziła z Niemiryczów z Trzcianny, niegdyś zacnego rodu, ale niestety uwikłanego w sektę arian - braci polskich, decyzją sejmu w 1658 r. skazanych na banicję. Niemirycze, z których pochodziła prababka Zofia, byli oczywiście już od pokoleń prawowitymi synami Kościoła katolickiego.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Na wojnie w 1920 r.

Niewiele wiem o bladym chłopczyku z fotografii. Urodził się w 1903 r. jako pogrobowiec, bo jego młody ojciec Władysław Kuliński zmarł w drugim miesiącu małżeństwa na zapalenie płuc - w tamtych czasach nie znano jeszcze penicyliny. Wiedział tylko, że urodzi się jego potomek.
Jego matka, babka Wacława, została młodziutką wdową - miała 18 lat. Ale mały człowieczek, którego urodziła, stał się jej najdroższym skarbem. Babka kilka lat później wyszła drugi raz za mąż, miała dwoje dzieci, Jadzię i Jasia - ale przecież najbardziej kochała swoje pierwsze dziecko, naszego ojca - Jurasia.
Oni to oboje mnie wychowywali, bo matka nasza była bardzo chora. U Babci też wychowywała się przez jakiś czas moja młodsza siostra.
Babka raz jeden, w pamiętnym 1920 r., uratowała życie Jerzyka - kiedy poszedł na wojnę z bolszewikami, prosto z Gimnazjum Kulwiecia. Talenty wojskowe Ojca zapewne nie były duże, przydzielono go więc do korpusu sanitarnego - tam zaraził się tyfusem, i może dokonałby swego młodego żywota, ale Babka dotarła do niego, gdzieś w okolicy Kutna, i wynajętą chłopską furmanką przywiozła wpółprzytomnego i zawszonego chłopca do Warszawy - tak zakończyła się dla niego epopeja wojenna 20 roku.

Pamiątki po Ojcu

Reklama

Po Ojcu zostało niewiele pamiątek, zaledwie okruchy ziemskiego bytowania. Tamte czasy po 1903 r., kiedy urodził się Ojciec, były trudne dla naszej rodziny. Zawdzięczamy temu nieco później pisane dziecinne listy, pisane brzydkimi dużymi literami przez Ojca do Babki.
Mam taki list pisany z Warszawy, wówczas jeszcze pod rosyjskim zaborem, gdzie Ojciec referował matce swoje chłopięce wydatki - cudowne są jego skrupulatne wyliczenia w kopiejkach i rublach; występują tam też warszawskie nazwiska znanych w tamtych czasach i sławnych lekarzy.
Jerzyk uwielbiał psy, tak więc prababka Zofia przysłała mu kiedyś pocztówkę, gdzie Jerzyk i Asik mówią razem… pacierz. Dynastia psów o imieniu As musiała dobrze czuć się w naszej rodzinie; Ojciec bowiem - jako młodziutki ochotnik podczas tej swojej krótkiej wojennej epopei pisał listy do matki - babki Wacławy, w których pomiędzy frontowymi relacjami znajdujemy troskliwe pytania o Asa i „czy niania Michałowa chodzi z nim na spacery?”.
Zachowała się też z późniejszego czasu książka Chłędowskiego - „Rzym. Ludzie baroku”, z oryginalnymi ilustracjami w szlachetnych technikach graficznych, z dedykacją imieninową z 23 kwietnia 1944 r. od pracowników Ojca w Urzędzie Skarbowym, gdzie w czasie okupacji osiadł - słuchacz Wolnej Wszechnicy o randze wyższej uczelni i wykładów Jana Niecisława Ignacego Baudouina de Courtenay (1845-1929), twórcy nowoczesnego językoznawstwa.
To niemal wszystko.

W domowych progach

Reklama

Ojca przez całe życie interesowały nauki i sztuka, literatura i muzyka. Jako dorosły z wielką starannością przekazywał nam swoje zainteresowania, nie szczędząc wysiłku; Ojciec m.in. zabierał nas - dzieci na dostępne wówczas publicznie formy twórczości muzycznej, podczas okupacji bardzo ograniczone, bo na ogół zakazane - np. na wspaniałe występy muzyków i śpiewaków Warszawskiej Filharmonii w kościołach, organizowane często pod pretekstem akompaniamentu do Mszy św. Zapraszał na wieś, gdzie mieli mieszkanie z matką, szopenistę z Warszawy, by grał Chopina. Pianista grał we wnętrzu przy otwartych oknach, a myśmy słuchali na tarasie razem z psami. Słuchanie Chopina było wtedy oczywiście zabronione. Dbał o nasze lektury, np. moje zawsze omawiał z Babką. Otaczał się ciekawymi ludźmi, dużo pracował, często więc był nieobecny, ale o tym nie mówiło się (szczególnie dzieciom). Rozbudzanie w nas zamiłowań artystycznych przyniosło kiedyś niezamierzony skutek, gdy poszukiwali go w domu dwaj Niemcy. Podobno tak zainteresowali się moim rysowaniem, którym byłam właśnie zajęta, że „stracili zapał” - stwierdzili, że Ojca nie ma i dali nam spokój. Ale czy to znowu nie była jedynie legenda?
W dużym stołowym pokoju na Lwowskiej, który skupiał nasze życie domowe podczas okupacji, Babka i Ojciec prowadzili często bardzo interesujące rozmowy, np. omawiali książki lub sztuki, które zaistniały tuż przed wojną, np. „Obronę Ksantypy” - Morstina, „Przechadzki po Luwrze” - Czapskiego, klasykę Francuzów - Anatola France’a, Bernanosa, Prousta, trochę Niemców i Anglików, których nie lubili ani Ojciec, ani Babka. Przeglądano piękne albumy wydane przed wojną - zapamiętałam np. album „POLSKA”, z którego poznałam rzeźby Wita Stwosza; do dziś pamiętam głowę św. Piotra z ołtarza Mariackiego - jej kształt i wyraz. Książki Ojciec kupował w antykwariatach lub u ulicznych bukinistów.
Reszta rodziny także lubiła grupować się przy tym stole. Wtedy ciocia Ada robiła np. rysunki do swojej pracy o właściwościach jabłka, pisanej u prof. Chroboczka na tajnym SGGW; stryj Jaś był już po dyplomie - ale on większość czasu spędził w niewoli niemieckiej; zwolnił go wreszcie przyjazny Niemiec, lekarz, przypisując mu nieistniejącą chorobę płuc. Czasami przychodziła mama z pudłem ciastek z pobliskiej cukierni Pomianowskiego; pudło było ogromne, zawinięte w biały szeleszczący papier, wyglądało jak skrzydło mamy.

Śmierć na berlińskiej ulicy

W 1944 r. Niemcy wywieźli Ojca do obozu koncentracyjnego w podberlińskim Sachsenchausen, gdzie zginął w 1945 r., w dniach szturmu na Berlin.
Grupy obozowych więźniów były tam wykorzystywane w tym czasie do uprzątania gruzów i rumowisk na przedmieściach Berlina bombardowanego przez aliantów. Współwięzień, p. Grabowski, naoczny świadek jego śmierci, który rok później powrócił do kraju, odnalazł nas i powiadomił o śmierci Ojca na ulicach Berlina, powiedział nam wówczas, że Ojcu odmówiono pomocy lekarskiej, kiedy wybuch kolejnej bomby pylistym podmuchem gruzu rozsadził mu płuca, i przez wiele jeszcze godzin konał w męczarniach. Babka, bardzo zawsze opanowana, słysząc to, instynktownie wyprostowała się i zbladła - już nigdy od tej chwili nie wyglądała jak dawniej.
Ja i siostra poczułyśmy się sierotami opuszczonymi przez świat. Ciężko chora nasza matka Maria nie mogła nas wychowywać, Ojciec nie wróci - bo zmarł bez pomocy w odległym kraju, wśród obcych, jego doczesne szczątki spłonęły w obozowym krematorium. Ta straszna wizja zmieniła bieg naszego życia. Wiadomości tej nie potrafiłyśmy udźwignąć.
Zapamiętałam wyraziście tę scenę hiobowej wieści, mogącą się zdarzyć w każdym czasie i w każdym miejscu. Była jak zatrzymany kadr, jak z XIX-wiecznego znanego obrazu „Wiadomość o śmierci”. W tymże pokoju stołowym, centrum naszego domowego życia: - babka Wacława, matka, dwie dziewczynki i p. Grabowski; pamiętam nawet miejsce - koło lustra, przy którym siedzieliśmy. Ból zapanował w tym słabo oświetlonym pokoju stołowym na ul. Lwowskiej.

Ludzie i pamięć

Różne osoby pojawiały się przy tym wielkim stole w ciągu lat: sąsiedzi, a wśród nich staruszeczka, wdowa po rosyjskim „białym” generale, która przed wyjściem z Warszawy żegnała ikoną nas, a i dom cały - myślę, że może dlatego ocalał; także krawiec - pan Szenwitz z synem i piękną córką Lilą, Kuba Rittenberg i Hugo Kazimierz Woolwson - skrzypek i matematyk... wszyscy oni zginęli; mój ojciec chrzestny, malarz i prawnik - Lech Alojzy Sawicki, Lidia Buterlewicz, Zuza Pruszkowska… i wiele, wiele osób.
Wszyscy oni pewnie w tej chwili napełniają nieistniejący dawny pokój stołowy szelestem głosów, ruchów - jak ciemne motyle połyskujące w półmroku majaczącej karbidowej lampy.
Babcia i jej syn Jerzyk stanowią centrum tego dziwnego obrazu.
Ich cienie uparcie wywołuje moja pamięć.

Podziel się:

Oceń:

2009-12-31 00:00

Wybrane dla Ciebie

Teologowie Duchowości we Wrocławiu

2026-09-22 13:05
Teologowie duchowości podczas Mszy św. w katedrze wrocławskiej

ks. Łukasz Romańczuk

Teologowie duchowości podczas Mszy św. w katedrze wrocławskiej

Na Ostrowie Tumskim odbyło się spotkanie Polskiego Stowarzyszenia Teologów Duchowości, skupiające przedstawicieli środowisk naukowych oraz osoby życia konsekrowanego z całej Polski.

Więcej ...

Ostatnie nauczanie ks. Wojciecha Draba: „Bóg nigdy nie przestanie być miłośnikiem życia”

2026-09-22 17:34
Ks. Wojciech Drab (1971-2026)

ks. Mirosław Benedyk/Niedziela

Ks. Wojciech Drab (1971-2026)

Dzień przed swoją tragiczną śmiercią ks. Wojciech Drab mówił o Bogu jako „miłośniku życia”, o radości istnienia i o człowieku, którego Ojciec nieustannie „podnosi”. - Jesteśmy zaproszeni do tej symfonii życia, tego życia w obfitości, do tej symfonii radości, radości istnienia, radości tego, że mam życie i że mogę dawać życie - mówił kapłan w swojej ostatniej medytacji nad Ewangelią. Ks. Drab zginął 21 września w wypadku drogowym.

Więcej ...

Biskup, którego słuchała Ameryka

2026-09-23 07:01
Abp Fulton Sheen

pl.wikipedia.org

Abp Fulton Sheen

Miliony Amerykanów siadały wieczorem przed telewizorami, by obejrzeć nie komika, aktora czy gwiazdę muzyki, lecz katolickiego biskupa, a już wkrótce błogosławionego. Kim był abp Fulton Sheen?

Więcej ...

Reklama

Najpopularniejsze

Ksiądz potrącony przez motocyklistę - pilna prośba o...

Kościół

Ksiądz potrącony przez motocyklistę - pilna prośba o...

Nowenna do św. Michała Archanioła

Wiara

Nowenna do św. Michała Archanioła

Podlasie: 11-latek w szkole zaatakował toporkiem 10-latkę

Wiadomości

Podlasie: 11-latek w szkole zaatakował toporkiem 10-latkę

Nowenna do św. Ojca Pio

Wiara

Nowenna do św. Ojca Pio

19 września 2026r. powtórzył się cud św. Januarego!

Wiara

19 września 2026r. powtórzył się cud św. Januarego!

102 metry! Powstaje drugi pod względem wysokości krzyż...

Kościół

102 metry! Powstaje drugi pod względem wysokości krzyż...

Złodzieje włamali się do mieszkania 97-letniego...

Wiadomości

Złodzieje włamali się do mieszkania 97-letniego...

Trwają prace nad procesem beatyfikacyjnym ojca, który...

Kościół

Trwają prace nad procesem beatyfikacyjnym ojca, który...

O. Marcin Ciechanowski: Kościół widzi w seansach...

Wiara

O. Marcin Ciechanowski: Kościół widzi w seansach...