Reklama

Teresa Gierko i Krystyna Semaniak

Anioły odchodzenia

Dwie skromne kobiety, pracowite i sumienne, nie szukające nagród i uznania za swoją wieloletnią, oddaną pracę wśród ludzi nieuleczalnie chorych. Od kilkunastu lat ich życiorysy związane są z życiem i odchodzeniem pacjentów zielonogórskich hospicjów. To dzięki ich zainteresowaniu i staraniom w roku 1989 przy parafii pw. Podwyższenia Krzyża Świętego powstało Hospicjum Domowe im. św. Pawła. Od tego czasu, mimo wielu trudności, wolontariusze hospicjum docierają do osób oczekujących na wsparcie. Dzięki wytrwałości i przekonaniu o słuszności celu, udało się w Zielonej Górze zaangażować w tę pracę lekarzy i pielęgniarki. Równocześnie trwały poszukiwania oddanych wolontariuszy różnych zawodów. Jak przyznaje K. Semaniak: - Początki nie były łatwe, wszystko organizowałyśmy same, czerpiąc wzory z hospicjum warszawskiego. Dr T. Gierko szukała do pomocy chętnych lekarzy i pielęgniarek, a razem szukałyśmy miejsca, gdzie moglibyśmy się spotykać. Udało się. Praca i zaangażowanie wielu osób nie poszły na marne. Dzisiaj można mówić o sukcesie, choć przecież nie o sukces tu chodzi. Hospicjum domowe wspomaga chorych i ich rodziny w domach, a w razie trudnej sytuacji pacjenci mogą liczyć na pomoc hospicjum stacjonarnego.

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Wiadomość o przyznaniu nagrody przygniotła mnie

Obie laureatki łączy zaskoczenie, którego nie kryły, dowiadując się o nominacji do nagrody "Człowiek-człowiekowi" oraz pełna świadomość, że to nie tylko ich praca zostanie nagrodzona, ale dobro, które mogą współtworzyć.
Teresa Gierko, jak sama przyznaje, nie spodziewała się takiego wyróżnienia. Podczas uroczystości wręczenia nagród, dziękując w imieniu laureatów, powiedziała: - Wyróżnienie to zupełnie niezwykłe i niespodziewane, o takim znaczeniu, że na usta ciśnie się: "Panie, nie jestem godzien", ale taka jest wola niebios, biskupa i kapituły, a więc przyjmujemy je z wdzięcznością. W ocenie laureatki nagroda ta, choć przyznana konkretnej osobie, należy się wszystkim zaangażowanym w dzieło czynienia dobra, ponieważ - Nic byśmy nie zrobili, gdybyśmy działali samotnie.
Nagroda nie zmieniła Teresy Gierko, choć odegrała duże znaczenie w jej pracy i życiu osobistym. - Pani Doktor nadal jest wspaniałą, skromną i pokorną osobą, na której pomoc zawsze można liczyć i bez której nie wyobrażamy sobie powstania i działania zielonogórskiego ruchu hospicyjnego - mówi Anna Kwiatek, kierownik hospicjum stacjonarnego. Nagroda stała się swoistą promocją dobra, które istnieje dzięki staraniom wielu ludzi. Przez współpracowników i pacjentów nazywana jest "doktorem z dużym sercem" i to nie zmienia się od kilkunastu lat.

Choroba jest dla mnie wielką łaską i dziękuję za nią Bogu

Krystyna Semaniak nagrodę otrzymała w bardzo trudnym okresie swojego życia. Walczyła bowiem wówczas z własnym cierpieniem związanym z chorobą nowotworową. Była już po operacji i serii leczenia chemią. Z powodu choroby znalazła się nieco na uboczu, nie czuła się godna takiego wyróżnienia. - Gdy dowiedziałam się o nagrodzie, to mnie jak gdyby przygniotło, nie czułam się w ogóle osobą, która powinna otrzymać takie wyróżnienie. Walczyłam z sobą, wręcz chciałam się źle czuć, by nie móc pójść na uroczystość. Był to dla mnie taki ogromny ciężar. Jednak dzięki namowom rodziny i współpracowników laureatka znalazła się na uroczystości w Teatrze Lubuskim i odebrała nagrodę. - Dopiero tam - wspomina Krystyna Semaniak - gdy zobaczyłam, jaki wymiar ma ta nagroda, zmieniłam zdanie. Nagroda stała się mobilizacją do walki z własną chorobą i do dalszej jeszcze bardziej oddanej służby.
Obecnie, dzięki pomyślnie przebiegającemu leczeniu, Krystyna Semaniak, bogatsza o doświadczenie własnego cierpienia, z jeszcze większym poświęceniem służy chorym. O każdej porze dnia i nocy gotowa jest jechać do domu umierającego człowieka, by wraz z jego rodziną, czasem nawet kilkanaście godzin, czuwać przy chorym i być z nim do końca. - Dzięki swojej chorobie zrozumiałam, że często nawet przyjaciele odwracają się od chorych, boją się spotkania z nimi, nie wiedzą, co robić, o czym rozmawiać... W takiej sytuacji nie trzeba rozmawiać, trzeba być z chorym i słuchać go, mówić zaś tylko wtedy, gdy chory tego chce. Praca wolontariusza - hospicjanta to często siedzenie przy łóżku, poprawianie poduszek, podawanie leków uśmierzających ból, modlitwa i czuwanie w ciszy. To cała tajemnica służby wolontariusza.

Jest pani jak anioł

Siła wolontariuszy i ich zapał wypływa z wewnętrznej potrzeby czynienia dobra, jednak wolontariusz to tylko człowiek, który sam nie udźwignie ciężaru problemów swoich podopiecznych. Często zdarza się, że wolontariuszowi w pracy przy chorym pomagają najbliżsi. Wspomagają fizycznie przy cięższych pracach w domu chorego, np. przyniesienie węgla, czy zmiana pościeli, ale przede wszystkim niosą wsparcie psychiczne. - Nasi mężowie znają wiele spraw związanych z hospicjum, znają chorych, podpowiadają, co powinnyśmy zrobić w danej sytuacji. Gdy chory umiera, to razem płaczemy... Bez tego zaplecza rodzinnego nie byłoby nas i naszej pracy.
Czynienie dobra - według nagrodzonych wolontariuszek - ma dwa aspekty: jest to zaspakajanie podstawowych potrzeb tych, którzy potrzebują pomocy oraz wewnętrzna potrzeba czynienia dobra. Praca wśród chorych wnosi w ich życie ogromną radość i jak przyznają - Spędzamy wiele godzin w domach chorych, przy łóżkach konających, na rozmowach z ich najbliższymi. Dużo czerpiemy z tego, co robimy i nie można powiedzieć, że robimy to tak całkiem bezinteresownie. Mamy bowiem tę niepowtarzalną wszechogarniającą radość, że człowiek może pomóc. Jednak największą i najbardziej wartościową dla nich nagrodę odbierają w chwili, gdy chory człowiek zwraca się ze słowami: - Jest pani jak anioł... - wówczas znika gdzieś zmęczenie i widzi się wielki sens tej posługi.
Miejsce wolontariusza jest przy człowieku chorym, który boi się odchodzenia i często prosi, by mu opowiedzieć, jak będzie wyglądała śmierć, co stanie się z nim po śmierci. Każda odpowiedź na takie pytania jest trudna, każdy bowiem człowiek umiera inaczej. Jednak wolontariusz musi umieć mówić o śmierci, musi dać nadzieję konającemu, że nie będzie to śmierć taka jak inne. Każde odejście jest wyjątkowe... Człowiek umiera, pozostaje zrozpaczona rodzina, której trzeba pomóc na miarę swoich możliwości...
W posłudze oddanego sprawie wolontariusza niewiele da się zaplanować. - Pracujemy jak w pogotowiu, jest to posługa "na żywioł", czasami opieka nad chorym trwa kilka miesięcy, innym razem jest to tylko kilka dni, ta choroba jest nieprzewidywalna, trzeba być na wszystko przygotowanym. - W spotkaniu z umierającym człowiekiem stajemy w obliczu wielkich tajemnic Bożych - męki i konania. Stajemy w obliczu śmierci, która dla cierpiącego jest wyzwoleniem. To wyzwolenie jest jego nadzieją... Naszym zaś obowiązkiem jest pomóc mu godnie przejść przez te chwile...

Hospicjum Domowe im. św. Pawła oraz Hospicjum im. Lady Ryder of Warsaw w Zielonej Górze zapraszają studentów i osoby różnych zawodów do włączenia się w posługę wolontariusza (ul. Zyty 26, tel. 325-43-33).

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Podziel się:

Oceń:

2002-12-31 00:00

Wybrane dla Ciebie

Leon XIV odleciał z Afryki do Rzymu

2026-04-23 14:18
Papież Leon XIV na lotnisku w Malabo w Gwinei Równikowej

Vatican Media

Papież Leon XIV na lotnisku w Malabo w Gwinei Równikowej

Zakończył się pobyt Leona XIV w Afryce. Podczas swojej trzeciej zagranicznej podróży apostolskiej Papież w ciągu 11 dni odwiedził cztery kraje, a włącznie z podróżą powrotną miał do przebycia łączną trasę ponad 18,5 tys. km. Ojciec Święty pozostawił przesłanie pokoju, wezwanie do sprawiedliwości społecznej i do zachowywania wiernie nauki Chrystusa.

Więcej ...

Eucharystia jest pokarmem drogi i realnym udziałem w życiu Chrystusa

Adobe.Stock

Więcej ...

Kard. Koch o męczeństwie chrześcijan w rocznicę rzezi Ormian

2026-04-24 07:12
Nabożeństwo ekumeniczne

Vatican Media

Nabożeństwo ekumeniczne

Kardynał prefekt Dykasterii ds. Popierania Jedności Chrześcijan przesłał orędzie na ekumeniczne nabożeństwo o pokój w Bazylice św. Bartłomieja na Wyspie, z okazji rocznicy „Wielkiego Nieszczęścia” – „Medz Yeghern”, przypadającej 24 kwietnia. W swoim wystąpieniu ostrzegł, że prześladowania chrześcijan nie tylko się nie zatrzymały, ale w niektórych częściach świata nawet się nasiliły.

Więcej ...

Reklama

Najpopularniejsze

Nowenna do św. Józefa Rzemieślnika o znalezienie dobrej...

Wiara

Nowenna do św. Józefa Rzemieślnika o znalezienie dobrej...

Papież o parach jednej płci: nie przekraczać zaleceń...

Kościół

Papież o parach jednej płci: nie przekraczać zaleceń...

Siostry z Domu Chłopaków w Broniszewicach: Jesteśmy...

Kościół

Siostry z Domu Chłopaków w Broniszewicach: Jesteśmy...

Chłopiec, który poruszył serca podczas papieskiej...

Kościół

Chłopiec, który poruszył serca podczas papieskiej...

W Kamerunie „mały cud” Leona XIV

Kościół

W Kamerunie „mały cud” Leona XIV

Nowenna do św. Wojciecha

Wiara

Nowenna do św. Wojciecha

Modlitwa św. Jana Pawła II o pokój

Wiara

Modlitwa św. Jana Pawła II o pokój

Modlitwa do Maryi, Królowej Pokoju

Wiara

Modlitwa do Maryi, Królowej Pokoju

Watykan: jest plan uroczystości w 1. rocznicę śmierci...

Franciszek

Watykan: jest plan uroczystości w 1. rocznicę śmierci...