Reklama

Jan Paweł II. Droga życia

Paweł Zuchniewicz<br>Dziennikarz radiowy, pisarz, autor cyklu powieści biograficznych o życiu Papieża z Polski: „Lolek”, „Wujek Karol”, „Habemus Papam”, „Jan Paweł II: Będę szedł naprzód” i „Jan Paweł II - nasz święty”; www.pawelzuchniewicz.pl

Arc

Paweł Zuchniewicz
Dziennikarz radiowy, pisarz, autor cyklu powieści biograficznych o życiu Papieża z Polski: „Lolek”, „Wujek Karol”, „Habemus Papam”, „Jan Paweł II: Będę szedł naprzód” i „Jan Paweł II - nasz święty”; www.pawelzuchniewicz.pl

Przygotowując się do beatyfikacji Jana Pawła II, publikujemy fragmenty powieści biograficznych Pawła Zuchniewicza o Papieżu z Polski. Mimo nawału pracy bp Karol Wojtyła nie zrezygnował z górskiej turystyki. Kiedyś, podczas wędrówki na Zawrat razem z Jerzym Ciesielskim, omal nie przypłacił tego życiem. Tak się złożyło, że wydarzyło się to akurat w pierwszą niedzielę po Wielkanocy, która wówczas nazywana była Niedzielą Przewodnią, a obecnie - decyzją Jana Pawła II - świętowana jest jako Niedziela Miłosierdzia Bożego.

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Poprawili plecaki i przymocowane do nich narty. Ostrożnie posuwali się naprzód, kiedy nagle uderzył wiatr, a za chwilę zamarzający deszcz. Poczuli na policzkach ukłucia lodowatych igieł. Jurek wymacał na ścianie klamrę i mocno ją chwycił. Poczuł się pewniej i zdecydowanie dał krok naprzód. Noga dosłownie poleciała w dół, a on niemal zawisł na łańcuchu. Trafił na oblodzony kawałek skały. Mimo przenikliwego zimna i wiatru zrobiło mu się gorąco. Nie byłby pierwszą osobą, która runęła z Zawratowego Żlebu.
- Jurek!? - krzyknął Wojtyła. Nie widział przyjaciela, ale usłyszał jego krzyk i jakiś rumor z przodu.
- Wszystko w porządku - głos Jurka z trudem przebił się przez świst wiatru. - Niech Wujek uważa, tu jest bardzo ślisko.
Nagle niebo przecięła błyskawica. Przez ułamek sekundy zobaczyli szczyt Kościelca. Im wydawało się raczej, że to jakaś złowroga postać, ogromna zjawa, która pojawiła się i znikła.
Gdzieś w oddali zabrzmiał głuchy dźwięk. Po chwili usłyszeli następny grzmot - tym razem znacznie bliżej.
Karol wiele razy słyszał opowiadania o nagłych zmianach pogody w górach, nieraz zmoczył go deszcz, ale jeszcze nigdy nie doświadczył na własnej skórze żywiołu, który rozpętał się wokół nich. Ogłuszały go grzmoty, zwielokrotnione odbiciem od granitowych skał. Znajdowali się bardzo wysoko, w każdej chwili któryś z nich mógł zostać porażony piorunem. Znowu błysnęło. Usłyszał głośny trzask, miał wrażenie, że to parę kroków od niego. Odruchowo odsunął się od ściany. Wiedział, że prąd może przebiegać po jej powierzchni.
Posuwając się wolno naprzód, poczuł, że skalne podłoże ustępuje żwirowi. Wchodzili na kilkudziesięciometrowej długości ścieżkę, która kończyła się na szczycie przełęczy. Potknął się i zachwiał, ale szczęśliwie zaraz odzyskał równowagę. Ten odcinek drogi był usiany mniejszymi i większymi kamieniami. Nawet latem za dnia trzeba było na nie uważać - teraz szli pogrążeni w zupełnych ciemnościach.
Domyślili się, że są na górze, gdy skończyły się pomoce w postaci łańcuchów i klamer. I gdy pod stopami poczuli, że grunt się obniża. O zjeździe nie było mowy. Poruszali się po omacku.
Śnieg, po którym mieli gładko zjechać do doliny, stał się nieoczekiwaną przeszkodą, a narty niebezpiecznym balastem. Odgłosy burzy powoli cichły, ale pojawiło się inne zagrożenie. Ta strona Zawratu słynęła z lawin schodzących do Pięciu Stawów. Jurek spojrzał na fosforyzujące wskazówki zegarka. Od ich wyjścia z Murowańca minęły cztery godziny. W normalnych warunkach powinni dochodzić już do schroniska w Pięciu Stawach. Ale teraz, w tych ciemnościach?
Powoli tracili czucie w dłoniach. Ich rękawiczki wystarczały jako osłona przed zimnymi i śliskimi łańcuchami, lecz były za cienkie i za mokre, aby osłaniać ciało przed działaniem niskiej temperatury. Szybki marsz rozgrzałby ich, ryzykowaliby jednak uruchomienie lawiny. Posuwali się krok po kroku - jak po polu minowym. Jurek zrezygnował ze sprawdzania czasu. Nie raz, nie dwa wydawało mu się, że minęło już co najmniej pół godziny, a kiedy spoglądał na zegarek, okazywało się, że upłynęło najwyżej kilka minut.
W pewnym momencie z kąta nachylenia stóp zorientował się, że teren robi się bardziej płaski. Zrobił kolejny krok. Usłyszał trzask i poczuł jak nogę zalewa lodowata woda. Syknął i wyjął nogę z przerębli. Najprawdopodobniej wszedł na Przedni Staw. Jeśli tak, to idąc wzdłuż brzegu, powinni wkrótce dotrzeć do schroniska.
- Kto się tam dobija po nocy? - zza drzwi dobiegł poirytowany głos jakiejś kobiety. Ciesielski i Wojtyła już kilkanaście minut pukali do zamkniętego na trzy spusty schroniska. Trzęśli się z zimna, a im dłużej stali, tym bardziej chłód dawał im się we znaki. Byli cali mokrzy i marzyli o szklance gorącej herbaty.
Usłyszeli człapanie i odgłos klucza przekręcanego w zamku. Smuga światła wydostała się zza otwieranych drzwi.
- Co za baran łazi po górach w taką pogodę? - warknęła kobieta.
- Burza złapała nas na Zawracie - powiedział Jurek.
Gospodyni wpuściła ich do środka. Ogarnęło ich ciepło. Różnica temperatur dała im zaraz odczuć dotkliwe zimno ich przemoczonej odzieży.
- Nie ma już wolnych miejsc. Poszukajcie sobie kawałka podłogi.
Odwróciła się na pięcie i odeszła.
- Nie ma co, gość w dom, Bóg w dom - mruknął Jurek.
Mieli jednak trochę szczęścia, bo znaleźli zupełnie przyzwoite miejsce niedaleko pieca. Czekając pod drzwiami schroniska, mieli nadzieję pożyczyć zmianę suchych ubrań, ale powitanie pozbawiło ich tych złudzeń. Owinęli się kocami (ich znalezienie było drugim szczęśliwym wydarzeniem tego wieczoru), a ubrania rozłożyli w pobliżu pieca.
- Nie zaproponowała nam nawet herbaty - Jurkowi trudno było ukryć oburzenie.
- Św. Franciszek byłby zadowolony - Wujek uśmiechnął się lekko, choć jego ciałem wstrząsały dreszcze. - Kiedyś, po nocy przyszedł zziębnięty do klasztoru i nikt z jego braci nie chciał go wpuścić. Najpierw nie słyszeli jego nawoływań, a potem myśleli, że to jakiś natręt. Natomiast Franciszek stwierdził, że to zaszczyt być tak potraktowanym, bo wtedy jest się najbliżej Chrystusa - odepchniętego i odrzuconego.
- Tylko święty może tak zareagować.
- Fakt.
- Swoją drogą, Wujek świetnie znosi zimno.
- Okupacyjny trening… Tyle lat chodziłem na piechotę do Solvayu, a zimy wtedy były naprawdę ciężkie. I nie miałem takich dobrych butów jak teraz.
Tamte buty otrzymał z przydziału, gdy zaczął pracę w fabryce sody. To były drewniaki. Nieraz zdarzało mu się w nich pokonywać drogę z Dębnik do Borku Fałęckiego i z powrotem. Przyzwyczaił się nawet do nich, najbardziej przeszkadzały mu, gdy wchodził do kaplicy na Łagiewnikach. Stukały niemiłosiernie na kamiennej posadzce i wszyscy odwracali głowy w jego kierunku.
Jurek zgasił lampkę. Za chwilę rozległ się jego miarowy oddech.
Wojtyła leżał z otwartymi oczami. Miał pełną świadomość, że po raz kolejny otarł się o śmierć. Pierwszy raz zdarzyło mu się to przeszło dwadzieścia lat temu w Wadowicach. Miejscowy policjant zostawił w jadłodajni Banasiów swój pistolet, który znalazł syn właściciela i zarazem kolega Lolka z gimnazjum. Młody Banaś dla zabawy wycelował w niego i wtedy pistolet wypalił. Kula przeszła niedaleko głowy Karola. Potem przyszła okupacja. Nieraz mógł stracić życie. Ale ocalał, nawet podczas wielkiej łapanki w „czarną niedzielę” w sierpniu 1944 r. A teraz ta przygoda w górach. Zbyt dobrze znał Tatry i wiedział, że groziło im wielkie niebezpieczeństwo. Jednak wyszli z tego cało.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Podziel się:

Oceń:

2011-12-31 00:00

Wybrane dla Ciebie

Pomimo zawieszenia broni w Strefie Gazy codziennie giną dzieci

2026-08-06 15:03

pixabay.com

Mimo ogłoszonego w październiku 2025 r. zawieszenia broni i obietnic wstrzymania działań wojennych, w Strefie Gazy zginęło w tym czasie już co najmniej 300 dzieci. To jedno dziecko zabite każdego dnia.

Więcej ...

Biskup Asyżu po wizycie Leona XIV: szukajmy młodych tam, gdzie się znajdują, używając ich języka

2026-08-06 16:49

Adobe Stock

„Przeżyliśmy niezwykły dzień dzięki wizycie Ojca Świętego, przesłaniu papieża Leona XIV i słowom, które do nas skierował, zapraszając nas do wspólnego wyruszenia w drogę: «Let's go!» (Chodźmy)” - powiedział abp Felice Accrocca z diecezji Asyż-Nocera Umbra-Gualdo Tadino i Foligno po dzisiejszej wizycie papieża Leona XIV w Asyżu.

Więcej ...

Japonia: dziesięciodniowa modlitwa w rocznicę zbombardowania Hiroszimy i Nagasaki

2026-08-06 19:09
Kard. Isao Tarcisio Kikuchi, przewodniczący japońskiego episkopatu

@Vatican Media

Kard. Isao Tarcisio Kikuchi, przewodniczący japońskiego episkopatu

W rocznicę bombardowań Hiroszimy i Nagasaki Konferencja Episkopatu Japonii zachęca do refleksji nad aktualnością słów „Nigdy więcej” – powszechnego wołania, które wybrzmiało po zakończeniu II wojny światowej w 1945 roku. W okolicznościowym przesłaniu kardynał Isao Tarcisio Kikuchi wzywa do pamięci o licznych ofiarach oraz katastrofie środowiskowej spowodowanej użyciem broni atomowej. „Także dziś modlimy się o urzeczywistnienie pokoju” – podkreśla.

Więcej ...

Reklama

Najpopularniejsze

Nowenna przed wspomnieniem św. Maksymiliana Marii Kolbego

Wiara

Nowenna przed wspomnieniem św. Maksymiliana Marii Kolbego

DJ Padre Guilherme przyciąga tysiące słuchaczy. Z...

Kościół

DJ Padre Guilherme przyciąga tysiące słuchaczy. Z...

Przemienienie Pańskie. Prawdziwa tajemnica światła

Kościół

Przemienienie Pańskie. Prawdziwa tajemnica światła

Nowenna za wstawiennictwem św. Teresy Benedykty od Krzyża

Wiara

Nowenna za wstawiennictwem św. Teresy Benedykty od Krzyża

Medjugorie: Zatrzymany Polak przyznał się do winy i...

Wiadomości

Medjugorie: Zatrzymany Polak przyznał się do winy i...

Na Madagaskarze masowo znikają dzieci

Wiadomości

Na Madagaskarze masowo znikają dzieci

Wizerunek świętego Jana Pawła II sprofanowany podczas...

Wiadomości

Wizerunek świętego Jana Pawła II sprofanowany podczas...

Filip Gurłacz: Każdy niesie swój krzyż; nie da się go...

Wiara

Filip Gurłacz: Każdy niesie swój krzyż; nie da się go...

Odpust Porcjunkuli: łaska szczególna, na życzenie św....

Kościół

Odpust Porcjunkuli: łaska szczególna, na życzenie św....