Reklama

Ks. Mieczysław Puzewicz

Lublin

Szpital polowy dla bezdomnych

2019-01-25 03:33

Ks. Mieczysław Puzewicz

W każdy zimowy wieczór kilku wolontariuszy wsiada w samochody i odwiedza lubelskich bezdomnych. Takich, którzy są za słabi, aby sami mogli dotrzeć do punktów pomocy. Są wśród nich chorzy albo całkowicie odizolowani od środowiska.

Odwiedzanie osób bezdomnych w miejscach ich przebywania (niżej podpisany bierze w tym udział) odsłania równoległy świat, zupełnie odmienny od tego, w którym żyjemy na co dzień. Jedziemy na duże lubelskie osiedle, tam w śmietniku pomiędzy blokami od 4 lat nocuje pan Stefan. Schorowany, już po 60-tce, samotny. W środku śmietnika są dwa metalowe kontenery, obok nich posłanie pana Stefana: jedna kołdra na betonowej posadzce, druga z kocem do przykrycia. Na szczęście okoliczni mieszkańcy nie przepędzają go, a zamykane pomieszczenie chroni w jakimś stopniu przed zimnem. Nie chce mówić o swojej przeszłości, jest zdystansowany. Posila się podrzucanymi konserwami, chlebem czy nabiałem. W niektóre dni pan Stefan idzie na pobliski uniwersytet, zdarza się, że studenci kupują mu gorącą kanapkę i poczęstują papierosem. Przez dwie mroźne noce ochroniarze pozwolili mu nocować na korytarzu. Kiedy pytamy czego potrzebuje, odpowiada zaskakująco, że najbardziej brakuje mu książek i krzyżówek. Organizujemy jedne i drugie, dowozimy nowe kołdry, ubrania na zimę, codziennie wieczorem dajemy gorącą zupę i herbatę.

Przed świętami docieramy do pana Mariana. Za zgodą właściciela zasiedlił pół roku temu altankę na rogatkach Lublina. Może z pięć metrów kwadratowych; kanapa zajmuje połowę. Nie ma prądu, wody, gazu, toalety. Pan Marian przebył chorobę psychiczną, załamał się i oddalił od rodziny, a rodzina od niego. Jest po politechnice, wcześniej projektował maszyny do produkcji tworzyw sztucznych w znanych firmach w Lublinie i Warszawie. Przez kilka miesięcy, dopóki go nie odnaleźliśmy, nie jadł nic ciepłego, konserwy i chleb ogrzewał najpierw własnym ciałem. Objęliśmy go codzienną opieką, ciepłe posiłki wieczorem, solidne buty, kołdry i koce. Najważniejsze były jednak rozmowy i przekonywanie do zmiany stylu życia. Udało się; od połowy stycznia pan Marian przebywa w placówce zapewniającej dach nad głową, wyżywienie, pracę, stawia pierwsze kroki w powrocie do nowego życia.

Reklama

Panią Elę i pana Krzysztofa odnajdujemy w ogródkach działkowych dzięki podpowiedzi ze strony ich znajomych. Bez domu żyją już kilka lat, a od dwóch w altance, też bez światła czy innych wygód. Pieniądze zdobywają zbierając puszki po napojach; narzekają, że teraz na skupie płacą tylko 3 zł i 80 gr., a dziennie są w stanie zdobyć do 5 kilogramów. Pan Krzysztof jest po wypadku, prawie nie widzi na jedno oko. Oboje odeszli od rodzin, nie mają z nimi kontaktu. Oddalili się także od wszystkich ludzi, ale jak inna para bezdomnych szukała schronienia, wskazali im wolną altankę w niezłym stanie. Chętnie przyjmują od nas ciepłe ubrania, wieczorami dowozimy im posiłki i herbatę. Na razie nie chcą zmieniać życia, nie mają siły i motywacji.

Długa lista nieszczęść

Lista osób żyjących bez domu szybko nam się powiększa, powoli powstaje mapa z altankami, śmietnikami, pustostanami, zrujnowanymi budynkami czy nawet prowizorycznymi legowiskami pod gołym niebem. To już kilkadziesiąt adresów, pod niektórymi przebywa jednocześnie kilka lub kilkanaście osób. W jednym z pomieszczeń na 13 metrach żyje troje ludzi: ojciec, niespełna 30-letnia córka i jej partner. Zaskakuje nas duża liczba młodych osób, najmocniej porusza widok samotnych i starszych. Na ulicę wyrzucają ich historie życia, często najpierw była choroba alkoholowa, potem utrata pracy, rozpad rodziny, czy długi pobyt w więzieniu. O niektórych wiedzą służby miejskie, straż czy pracownicy socjalni, o innych tylko kilku najbliższych znajomych.

Nie korzystają z opieki zdrowotnej, ponieważ nie mają legalnej pracy ani nie są zarejestrowani w urzędach pracy. Warunki, w jakich żyją, powodują świerzb, wszawicę, owrzodzenia, ostre infekcje. Rzadko posiadają dokumenty, częściej jakiś stary model telefonu komórkowego. Pieniądze zdobywają z dorywczych prac, zbierania złomu lub makulatury albo żebrząc. Bardziej aktywni zaczynają dzień od wizyty w jadłodajni św. Brata Alberta przy ul. Zielonej lub w „Anielskiej Przystani” Caritas; wieczorami przychodzą do stołówki „Gorącego Patrolu”, prowadzonej przez Centrum Wolontariatu. Dwa ciepłe posiłki dziennie pozwalają przetrwać. Gorzej jest z tymi, którzy z powodu choroby, marazmu, wstydu czy obawy przed identyfikacją nie docierają do punktów pomocy; do nich dojeżdżamy właśnie w Mobilnych Patrolach. Większość deklaruje wiarę w Opatrzność Bożą, noszą krzyżyki lub różańce, od czasu do czasu idą na Mszę św. Prawie w ogóle nie narzekają, nie skarżą się na swój los, najwyżej na kontrolerów biletów w autobusach wypisujących mandaty, których i tak nie zapłacą.

Mobilny patrol z pomocą

Tuż przed Bożym Narodzeniem bp Mieczysław Cisło poświęcił sprzęty używane w trakcie Mobilnego Gorącego Patrolu: samochód, defibrylator i termosy. Wolontariusze zaangażowani w to dzieło otrzymali także biskupie błogosławieństwo na swoją posługę. Pierwsze wyjazdy odbyły się w połowie grudnia wraz z nadejściem mrozów, będą trwały do końca zimy. Każda ekipa ruszająca wieczorem do bezdomnych zaopatrzona jest w materace, kołdry, koce, ciepłą odzież. Do dyspozycji mamy kilka termosów z herbatą, gorącą treściwą zupę, kanapki i konserwy. W podręcznej apteczce są maści na odmrożenia, opatrunki i bandaże, witaminy, środki przeciwko przeziębieniu. Kilkanaście osób potrafi już obsługiwać defibrylator.

Rzeczy są jednak drugorzędne, najważniejszy jest kontakt, rozmowa i spotkanie z człowiekiem. - Udział w patrolach to mój osobisty wkład w przywrócenie godności tym ludziom, pokazanie im że nie wszyscy są obojętni wobec ich życia - mówi Kordian, jeden z wolontariuszy, na co dzień szef dużej firmy samochodowej. - Bezdomni, będący niewidoczni dla społeczeństwa, którzy w większości utracili kontakt ze swoimi rodzinami, ogromnie cierpią z powodu osamotnienia. Myślę, że poświęcenie swojej uwagi i obdarowanie dobrym słowem jest najmniej kosztowną dla darczyńcy formą pomocy, a z drugiej strony najcenniejszym darem dla drugiego człowieka - dodaje Ania, która pracuje w administracji. Konrad, specjalista od dobrej kawy, odpowiada krótko: - Wstałem z kanapy po apelu papieża Franciszka w czasie jego pielgrzymki do Polski.

Oprócz czasu, wolontariusze fundują także paliwo czy potrzebne akurat rzeczy. Tomek razem z kolegami z firmy zakupił 17 par bezcennych ciepłych butów. Wśród wolontariuszy są lekarki, młodzi biznesmeni, pracownicy naukowi lubelskich uczelni, kosmetyczka, logistyk. Aneta opracowała specjalną listę wsparcia, na której są imiona bezdomnych oraz osoby, które codziennie modlą się za konkretnego człowieka. „Kościół wydaje się być szpitalem polowym. Tak wielu jest ludzi zranionych, którzy proszą nas o bliskość. Proszą o to samo, o co prosili Jezusa” - naucza papież Franciszek. Każdego wieczoru spotykając się z bezdomnymi, coraz lepiej rozumiemy prawdę tych słów.

Wybrane dla Ciebie

Reklama

Najpopularniejsze

Kochamy Cię Mamo!

Kochamy Cię Mamo!

Srebrny jubileusz

Srebrny jubileusz

Radość życia! - Marsz dla Życia i Rodziny

Radość życia! - Marsz dla Życia i Rodziny

Koniec Kościoła?

Koniec Kościoła?

Przegląd prasy 23 maja

Przegląd prasy 23 maja

Wypowiedź dnia

Wypowiedź dnia

Peregrynacja w parafii św. Wojciecha w Czerwieńsku

Peregrynacja w parafii św. Wojciecha w Czerwieńsku

Neoprezbiterzy archidiecezji wrocławskiej

Neoprezbiterzy archidiecezji wrocławskiej

Święcenia kapłańskie w zielonogórskiej konkatedrze

Święcenia kapłańskie w zielonogórskiej konkatedrze

Najnowsze

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem