Powstali, by nieść nadzieję do Zakładów Karnych, pokazać osadzonym, że można żyć inaczej, że jedyną drogą jest Bóg, i to wiara pozwoli im po wyjściu z więzienia na nowo zacząć żyć. Na legitymacji członkowskiej widnieje napis „I posłał mnie, bym uwięzionym przepowiadał wolność”. Mowa o Bractwie Więziennym, stowarzyszeniu ewangelizującym w Zakładach Karnych. Formalnie ta organizacja zawiązała się w 1993 r., choć ewangelizacja w ZK przez osoby świeckie miała miejsce dużo wcześniej. Powstanie Bractwa Więziennego stało się możliwe dopiero po 1989 r., gdy upadł komunizm, gdyż w czasach PRL mury zakładów karnych były szczelnie zamknięte na jakąkolwiek duchową lub materialną pomoc z zewnątrz.
Założycielami Bractwa Więziennego byli ks. prał. Jan Sikorski - naczelny kapelan Więziennictwa RP oraz Janina (Nina) Szweycer-Gruzińska. W czasie drugiej wojny światowej wykupywała więźniów z obozów hitlerowskich oraz przerzucała kobiety z gett żydowskich i utrzymywała je z własnych pieniędzy. Dziś bractwo zrzesza ok. 800 osób z całej Polski, w tym kilka z Podkarpacia. Stowarzyszenie to przystąpiło nawet do światowych struktur międzynarodowej organizacji Prison Fellowship International, która ma charakter ekumeniczny.
Pierwszą osobą z naszego regionu, która otrzymała legitymację członkowską Bractwa Więziennego tuż po jego zawiązaniu się był Aleksander Zacios - prezes Rzeszowskiego Towarzystwa Pomocy im. Św. Brata Alberta. Jak mówi, „więźniów odwiedzałem, nawet tych grypsujących, zanim bractwo powstało, bo wziąłem sobie do serca słowa z Pisma Świętego: Byłem w więzieniu, a odwiedziliście mnie”. Tłumaczy, że celem jego wizyt za kratami jest nawracanie osadzonych i w ten sposób przygotowywanie ich do wyjścia na wolność. Do dziś otrzymuje kartki z życzeniami świątecznymi od tych, którym pomógł odnaleźć Boga, a którzy są już na wolności i ułożyli sobie życie często poza granicami naszego kraju. Podkreśla, że od jakiegoś czasu razem z Kazimierzem Pawłowskim czyni starania, aby w naszym regionie powstało Podkarpackie Stowarzyszenie Bractwa Więziennego, które zrzeszałoby 11 zakładów karnych naszego regionu. „Jesteśmy po wstępnych rozmowach z zarządem zakładów karnych i księżmi kapelanami, bo to naczelnicy więzienia umożliwiają członkom bractwa wejścia na teren zakładów, spotkania z więźniami, zakładanie grup modlitewno-trzeźwościowych, uczestnictwo w Mszach św. Bractwo Więzienne jest organizacją katolicką. To właśnie poprzez księży kapelanów można wejść w szeregi tego stowarzyszenia. A do bractwa mogą należeć osoby świeckie, które przeszły formację duchową… nierzadko do bractwa należą też byli więźniowie. Oni mają największy wpływ na tych, którzy są za kratami, i na młodzież, bowiem często dają świadectwa w szkołach, gdzie przestrzegają przed zgubnymi skutkami złego życia.
Taką „przekonywającą” osobą jest Kazimierz Pawłowski, były wielokrotny recydywista, który w zakładach karnych spędził 13 lat, dziś kierownik Hostelu przy ul. Krakowskiej w Rzeszowie. Jest jednym z najprężniej działających członków bractwa. Podczas jubileuszowego zjazdu Bractwa Więziennego, połączonego z obchodami 15-lecia istnienia tej organizacji, który odbył się 8 listopada ub.r. w Warszawie w kościele św. Stanisława Kostki, dawał świadectwo o swoim nawróceniu. Było ono poparte autorską wystawą „Wiara i życie” i połączone z promocją jego książki „Surrealizm sakralny, czyli ewangelizacja przez sztukę”. Publikacja ta, oprócz świadectwa życia zawiera też twórczość autora - kopie obrazów, teksty wierszy, wypowiedzi osób, którym pomógł. Co ciekawe książka otrzymała błogosławieństwo dwóch papieży: sługi Bożego Jana Pawła II i Benedykta XVI. Jej bezpłatne egzemplarze autor rozdaje osobom, które przychodzą na spotkania ewangelizacyjne oraz młodym, z którymi spotyka się w szkołach. Jak mówi: Chce pomóc ludziom uzależnionym, osobom z marginesu wydostać się z piekła, które same sobie zgotowali, osadzonym dać przykład i podstawy do nowego życia, a młodych przestrzec przed tym, do czego może doprowadzić nienawiść zasiana w sercu.
Pomóż w rozwoju naszego portalu



