Reklama

Wesołych świąt, osiołku!

Szopka ze św. Franciszkiem z Greccio

GRAZIAKO

Szopka ze św. Franciszkiem z Greccio

Jak św. Franciszek zbudował pierwszy w historii żłóbek

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Reklama

Osiołek, którego w wigilijny poranek niejaki pan Domenico, hodowca osłów z wioski pod Greccio, przyprowadził na świąteczny jarmark, był po prostu prześliczny. Miał ciemnoszare mięciutkie futerko z długim włosem, białą mordkę, białe uszy i białe tzw. skarpetki tuż nad kopytkami. Był młodziutki i tak słodki, że z miejsca do pana Domenico zgłosiło się kilkunastu chętnych, by futrzaka kupić. Domenico zaś, widząc takie zainteresowanie swoim zwierzakiem, podbijał z zapałem jego cenę. A gdy wreszcie jeden miejscowy kupiec wymienił sumkę w pełni zadowalającą naszego hodowcę osłów, Domenico, wyciągnąwszy dłoń po wypchaną monetami sakiewkę, powiedział: - Dobiliśmy targu, drogi panie! Szybko jednak okazało się, że wcale nie dobili. Mały osiołek z białą mordką nie miał bowiem najmniejszego zamiaru nigdzie iść. Stał nieruchomo pośrodku targowego placu, niczym pomnik ze spiżu. - Osioł nie chce iść z tym właścicielem! To znak, że trzeba unieważnić transakcję! - wołali ci, którym osiołka nie udało się kupić. - Coś w tym jest - wzdychał sprytnie Domenico - prawdopodobnie zwierzak czuje się o wiele więcej wart! I pewnie pójdzie, jeśli szanowny pan dopłaci - zasugerował kupcowi, nie oddając mu sakiewki. Kupiec dopłacił, a osiołek ani drgnął. Domenico oddał mu więc sakiewkę i próbował sprzedać zwierzaka komuś innemu. Ale ktokolwiek by to nie był, osiołek stał jak słup soli. - Ty głupi ośle! - Domenico spojrzał na zwierzaka płonącym z wściekłości wzrokiem - myślałem, że cię sprzedam i za to, co za ciebie dostanę, zrobię porządne zakupy na święta, a ty co odstawiasz!? Miałem na ciebie dwa tuziny chętnych, ale jak zobaczyli, jaki jesteś uparty, wszyscy sobie poszli! W dodatku opowiadają po całym jarmarku, jaki z ciebie uparciuch! I już nikt cię teraz nie kupi! Wracamy do domu! - rzucił i pociągnął osiołka za sznurek, na którym go trzymał. Ale osiołek nie miał zamiaru wracać do domu. Pan Domenico już miał ochotę kopniakiem zmusić go do marszu, gdy nagle usłyszał za sobą zachwycony głos: - Żyję już tyle lat, a nigdy jeszcze nie widziałem tak pięknego osiołka! Hodowca odwrócił się i ujrzał rozpromienionego mnicha, którego głowę otaczał wianuszek ciemnych włosów. Znał go ze słyszenia. Nazywano go Franciszkiem, choć na chrzcie otrzymał imię Jan. Pochodził z Asyżu. Ponoć kiedy był mały, tak bardzo lubił towarzystwo francuskich kupców, którzy prowadzili interesy z jego ojcem, że tatuś zaczął nazywać go Francuzikiem. (A słowo Francuzik w języku włoskim, czyli ojczystym języku mieszkańców Asyżu, brzmi: Francesco. A włoskie „Francesco” to polskie imię - „Franciszek”). Ojciec Franciszka nazywał się Pietro Bernardone i był bardzo bogaty, a chłopiec, gdy dorósł, dzięki bogactwu ojca prowadził życie pełne zabaw i przygód. Pewnego dnia jednak ciężko zachorował i choroba zamieniła go w człowieka, którego teraz niemal wszyscy nazywali świętym. - Gdybym miał pieniądze, natychmiast kupiłbym tego ślicznego osiołka! - westchnął mnich, głaszcząc futrzaka po sterczącej między uszami popielatej grzywie. - Co prawda, osioł nie jest mi do niczego potrzebny, ale ty jesteś tak uroczy, że kupiłbym cię bez wyraźnego powodu. Po prostu z czystego zachwytu! Domenico popatrzył na Franciszka i westchnął ciężko. - Nie daj się zwieść słodyczy tego zwierza, drogi bracie. - Upór tego osła nie zna granic. Ciesz się, że nie masz pieniędzy, bo gdybyś go ode mnie kupił, byłyby to pieniądze wyrzucone w błoto! - E tam! - uśmiechnął się mnich. - Jakoś byśmy się dogadali, prawda osiołku? - poklepał futrzaka po białej mordce, pożegnał się z jego właścicielem, życzył obu wesołych świąt i ruszył w głąb jarmarku.

I wtedy stało się coś nieoczekiwanego. Osiołek poszedł za nim! I to żwawo! Natychmiast zauważyli to wszyscy niedoszli kupcy zwierzaka i ruszyli ku Domenico, potrząsając brzęczącymi od monet sakiewkami i przekrzykując się wzajemnie, że jeden da za osła więcej od drugiego. - Za późno! Za późno! - powstrzymywał ich hodowca osłów. - Nie widzicie, że ten uparciuch sam sobie wybrał właściciela? Franciszek, usłyszawszy owe krzyki, zatrzymał się, odwrócił i szybko zorientował, co się dzieje. - Ale ja nie mogę go kupić, nie mam za co, mówiłem już - powiedział smutno, patrząc najpierw na Domenico, a potem na wszystkich niedoszłych kupców osiołka. - Dostaniesz więc tego osła w prezencie świątecznym! - oznajmił Domenico tonem władcy, a wszyscy, którzy osiołka chcieli kupić, od razu rzucili się na Franciszka, oferując mu mnóstwo pieniędzy za odkupienie zwierzaka. - Prezentów się nie sprzedaje - uśmiechnął się mnich, chwycił za sznur, który był zawiązany wokół szyi osiołka, podziękował Domenico i udał się w kierunku dróżki, która wiodła poza granice wioski.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

- Jesteś taki śliczny, osiołku, tak się cieszę, że cię dostałem - mówił Franciszek, prowadząc go przez obrzeża Greccio. - Co prawda, nie mam pojęcia, co z tobą zrobić, ale skoro już cię mam, to pewnie coś wymyślę. Wiesz, dziś jest Wigilia Bożego Narodzenia. Jutro, a właściwie to już dzisiaj w nocy, będziemy świętować urodziny naszego Pana, Jezusa Chrystusa. Pewnie nie wiesz, mój drogi - bo w sumie, skąd miałbyś wiedzieć, jesteś jeszcze bardzo młodziutki - że nasz Pan przyszedł na świat w stajni. Wyobrażasz sobie coś takiego? Syn naszego Stwórcy - bo musisz wiedzieć, że Bóg stworzył i mnie, i ciebie - Syn Boga rodzi się w stajni, a zamiast kołyski dostaje wyłożony świeżym siankiem żłób. Tak, tak, mój bracie, żłób! Taki sam, z jakiego ty zapewne jadałeś, kiedy mieszkałeś ze swoją mamą w stajni pana Domenico. Mówię do ciebie, mój bracie, bo choć jesteś zwierzakiem, to przecież jesteś moim bratem, mniejszym co prawda, bo zwierzęta są trochę mniej ważne od ludzi, ale jednak bratem. I powiem ci jeszcze, mój mniejszy bracie, że kiedy nasz Pan się rodził, to w tej stajni - a stajnia stała w miasteczku Betlejem - też pewnie stał jakiś osioł. Może to był jakiś twój prapradziad? Kto wie? A poza tym musisz wiedzieć, mój futrzany braciszku, że Jezus przez całe życie podróżował na ośle. Zaczął już wtedy, kiedy jeszcze był w łonie swej Matki, Maryi. Ona na osiołku przybyła do Betlejem, mając Jezusa pod sercem. A obok siebie miała św. Józefa, swojego męża. A potem, ponieważ król Herod chciał maleńkiego Jezusa zabić, bo bał się, że Boże Dziecię odbierze mu tron i koronę, maleńki Chrystus, siedząc na grzbiecie osła, w tajemnicy uciekał do Egiptu. A jeszcze potem na oślim grzbiecie podróżował po Egipcie. A kiedy Herod umarł, to również na osiołku wracał do Izraela. Mógłbym ci wiele opowiadać o tym, jak wiele dobrego zrobiły dla naszego Pana osły, mój braciszku. I jeszcze ci opowiem nieraz, ale na dziś wystarczy. Zresztą, wiesz co? Gdyby Chrystus urodził się dziś, to chętnie podarowałbym mu ciebie w urodzinowym prezencie. Jesteś tak piękny, że wprost stworzony dla Bożego Dzieciątka. No, ale nie mogę cię podarować małemu Jezusowi, bo już od dawna jest dorosły i w dodatku od równie dawna mieszka w niebie. A jak miałbym cię wysłać do nieba, naprawdę nie mam pojęcia! A szkoda, szkoda. Bo byłbyś wspaniałym urodzinowym prezentem dla Jezusa!...

I tak szli sobie - śliczny, mały osiołek i Franciszek, zwany przez mieszkańców Greccio i okolic świętym - w stronę porośniętego dębowym lasem zbocza góry, na którym nasz mnich miał swoją pustelnię. Franciszek opowiadał zwierzakowi o tym, w jaki sposób spędzą wieczór wigilijny, i że dzięki obecności małego osła będzie miał w swojej pustelni namiastkę żłóbka, w którym narodził się Jezus. - Skonstruuję z gałęzi taki mały żłób i nakładę do niego sianka. A potem ułożę na nim figurkę Dzieciątka, którą wyrzeźbił kiedyś dla mnie w lipowym drewnie pewien zdolny młodzieniaszek. Ty będziesz stał obok i będzie trochę jak w Betlejem - mówił mnich.

Reklama

Gdy dotarli do pustelni, nie było jeszcze południa. Franciszek - zgodnie z zapowiedzią - zaczął budować z gałęzi żłób. Przy okazji opowiedział osiołkowi, że prawdziwy żłób w Betlejem zbudowany był z desek i że trzy z nich przywieziono z Ziemi Świętej do Rzymu i można je zobaczyć w Bazylice Matki Bożej Większej. Żłóbek wyszedł Franciszkowi po mistrzowsku. A gdy znalazło się w nim również sianko, mnich ułożył na jego źdźbłach lipową figurkę Dzieciątka Jezus. - Zatem, wesołych świąt, mój osiołku! - zawołał mnich, patrząc na zwierzaka. - Spójrz, jaką będziemy mieć piękną Wigilię! Będziemy czytać Ewangelię, modlić się i śpiewać na cześć Pana piękne pieśni. Wiesz, ułożyłem nawet kiedyś kilka pieśni o narodzinach Chrystusa. Zaśpiewam Ci wieczorem. No, rzuć okiem! Podoba ci się? - zapytał futrzaka, a ten nieoczekiwanie pokręcił małym łebkiem, wyraźnie dając do zrozumienia, że mu się nie podoba. - Ale dlaczego, mój mały? - zdumiał się mnich. W odpowiedzi zwierzak wybiegł z pustelni i pobiegł w kierunku dróżki prowadzącej do wioski Greccio.- O co chodzi, mój mały przyjacielu?! - wołał Franciszek, podążając za żwawym osiołkiem. - Czyżbyśmy mieli jeszcze coś do załatwienia w wiosce?! Osioł, słysząc to pytanie, zatrzymał się i potrząsnął twierdząco głową. - Skoro tak mówisz, czemu miałbym ci nie wierzyć? - wzruszył ramionami Franciszek i ruszył za nim.

Wkrótce obaj dotarli na plac jarmarczny. - Co teraz mamy zrobić? - zapytał mnich, stojąc między straganami. Osiołek przeciągnął wzrokiem po zgromadzonych na jarmarku mieszkańcach Greccio, a było ich tego ranka więcej niż zwykle. Następnie, upewniwszy się, że Franciszek zrozumiał, o co chodzi, futrzak spojrzał na zbocze góry, na którym usytuowana była Franciszkowa pustelnia, i wymownie wskazał na nie głową. - Chcesz tych wszystkich ludzi zabrać do pustelni? Osiołek pokiwał łebkiem, zupełnie jakby mówił „tak”. - Na Wigilię? - dopytywał się mnich, a osiołek wciąż przytakiwał ruchem głowy. - Mamy ich zaprosić do naszego żłóbka? - upewniał się Franciszek, a zwierzak wciąż twierdząco ruszał łebkiem. - Hmmm. Może i masz rację! - zadumał się Franciszek, po czym wskoczył na odwróconą do góry dnem pustą skrzynkę i poprosił wszystkich o uwagę. A ponieważ cieszył się w Greccio ogromnym szacunkiem, natychmiast wszystkie oczy zwróciły się na niego, a jarmarczny gwar zamienił się w kryształową ciszę. Mnich zaprosił wszystkich mieszkańców na wigilijną Eucharystię do swojej pustelni i dodał, że jeśli przyprowadzą krowę, owce, koźlątka i wołu, to będą się modlili przy żywej szopce. - Chyba nigdy jeszcze nie było takiej świątecznej Eucharystii - powiedział na koniec. - Jeśli wam się spodoba, to w przyszłym roku urządzimy taki sam żywy żłóbek. Aha! Nie przyprowadzajcie osła, mam już jednego! To ten, którego tu widzicie, i wyobraźcie sobie, że to dzięki niemu wpadłem na pomysł urządzenia tej żywej szopki!

Starodawne zapisy uczynione ręką jednego z późniejszych naśladowców św. Franciszka, zwanego Tomaszem z Celano, mówią, że wieczorem w pustelni pojawiło się mnóstwo gości i sporo zwierząt. Franciszek, gdy mówił kazanie, nazywał maleńkiego Jezusa Dziecięciem z Betlejem, a kiedy wymawiał słowo „Betlejem”, by wyrazić swoją radość i wprawić w nią słuchaczy, wypowiadał dwie pierwsze litery w taki sposób, w jaki beczą małe owieczki. Od tamtej Wigilii - to znaczy od 1223 r. - co roku urządzano w Greccio żywy żłóbek. Z czasem ten piękny, zapoczątkowany przez św. Franciszka zwyczaj zaczęto przenosić do innych włoskich wiosek i miast, później także do innych krajów, aż w końcu bożonarodzeniowe szopki pojawiły się na całym świecie.

Podziel się:

Oceń:

2012-12-31 00:00

Wybrane dla Ciebie

Wyzdrowiał chłopiec, którego Leon XIV polecił modlitwom podczas Jubileuszu Młodzieży

2026-05-13 15:16

Vatican Media

15-letni obecnie Ignacio Gonzálvez w zeszłym roku z rodzeństwem przybył do Rzymu na Jubileusz Młodzieży i rozchorował się. Stwierdzono złośliwy nowotwór - chłoniaka dróg oddechowych. Ignacio został przewieziony do słynnego watykańskiego szpitala Bambino Gesu, gdzie lekarze określili jego stan jako bardzo ciężki - przypomina Vatican News.

Więcej ...

Włochy: Sąd uznał, że dziecko... ma troje rodziców

2026-05-13 07:19

Adobe Stock

Po raz pierwszy we Włoszech sąd uznał, że dziecko ma troje rodziców: matkę i dwóch ojców. Taki jest prawomocny wyrok sądu apelacyjnego w Bari, który zgodził się na transkrypcję aktu urodzenia 4-letniego chłopca. Urodził się on w Niemczech. Decyzję sądu skrytykowała włoska minister do spraw rodziny.

Więcej ...

Mariusz Błaszczak do młodych: Służba Polsce wymaga osobistego zaangażowania

2026-05-13 21:12
Mariusz Błaszczak

Agata Kowalska

Mariusz Błaszczak

Podczas spotkania młodzieży katolickiej i młodych liderów zaangażowanych społecznie pt. "Gotowi na Dobro" były minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak podkreślał, że obrona granic i obrona wartości to dwie strony tego samego medalu. Zachęcał młodych do budowania bezpieczeństwa kraju poprzez wolontariat, patriotyzm i konkretne formy służby wojskowej.

Więcej ...

Reklama

Najpopularniejsze

31 spojrzeń Maryi: Spojrzenie dzielące się dobrem

Wiara

31 spojrzeń Maryi: Spojrzenie dzielące się dobrem

Czechy: Nieznany sprawca ukradł relikwię, czaszkę św....

Kościół

Czechy: Nieznany sprawca ukradł relikwię, czaszkę św....

Wyzdrowiał chłopiec, którego Leon XIV polecił modlitwom...

Kościół

Wyzdrowiał chłopiec, którego Leon XIV polecił modlitwom...

Nowenna do św. Andrzeja Boboli

Wiara

Nowenna do św. Andrzeja Boboli

Neapol: Cud św. Januarego powtórzył się w obecności...

Kościół

Neapol: Cud św. Januarego powtórzył się w obecności...

Nowenna o pokój za wstawiennictwem Matki Bożej Fatimskiej

Wiara

Nowenna o pokój za wstawiennictwem Matki Bożej Fatimskiej

Niezbędnik Katolika miej zawsze pod ręką

Wiara

Niezbędnik Katolika miej zawsze pod ręką

Zmiany kapłanów 2026 r.

Kościół

Zmiany kapłanów 2026 r.

Papież zadzwonił do działu obsługi klienta....

W wolnej chwili

Papież zadzwonił do działu obsługi klienta....