Reklama

Trucht, czasem lekki bieg

W drodze do celu

o. Grzegorz Piórkowski

W drodze do celu

Po 90 dniach pielgrzymki obraz Jezusa Miłosiernego dotarł z Łodzi do Rzymu. Dostarczyli go tam, pchając na specjalnym wózku, Pielgrzymi Bożego Miłosierdzia, w większości byli więźniowie, wspierani przez łódzkiego zakonnika

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Gdy wyruszali w kwietniu – z intencją modlitwy za prześladowanych chrześcijan, o pokój na świecie i wierność Ewangelii – wiedzieli, że łatwo nie będzie, ale nieraz podczas drogi okazywało się, że jest bardzo ciężko. Zmagali się z własną słabością, ale i 300-kilogramowym wózkiem, na którym transportowali wielki obraz.

A ostatni, włoski odcinek, gdy mogło się wydawać, że jest już z górki, dał się im szczególnie w kość. – Końcówka była najtrudniejsza. Siły na wyczerpaniu, człowiek obliczał, że niedługo koniec, zaraz odpocznie, będzie lżej, ale nie było. Przed sobą mieliśmy góry, a do tego upały i defekty wózka – mówi Roman Zięba, jeden z Pielgrzymów Bożego Miłosierdzia – tak nazywa się ich wspólnota.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Przy grobie Biedaczyny

Do Asyżu wchodzili, gdy termometry wskazywały 35 stopni w cieniu. Po klasztorze oprowadził ich, a potem zorganizował nocleg o. Ryszard. „Zdejmujemy buty, wchodząc do kaplicy z grobem św. Franciszka. Jutro Msza św. dla nas z obrazem Jezusa przy grobie Poverello (Biedaczyny – przyp. J. K.). Łaska działa potężnie, choć tak delikatnie” – relacjonowali na stronie: www.idzieczlowiek.pl.

Reklama

Za Asyżem czekał najniebezpieczniejszy odcinek całej drogi: trzy tunele z rzędu. Przeszli przez nie z wielkim strachem i modlitwą. Wcześniej omijali takie miejsca; raz pracownicy jakiegoś kamieniołomu przeholowali ich przez swoje tunele techniczne. Tu się nie dało. Huk ogromny, tiry trąbią, nikt nie chce ustawić się za nimi, wyprzedzają, nie wiedząc, co jest z przodu.

– Jeszcze nigdy w życiu nie zmówiłem tyle razy „Zdrowaś Maryjo”, a jeden z kolegów mówił, że myślał, iż już nie wróci do dzieci. Daliśmy radę, mieliśmy poczucie, że jesteśmy prowadzeni i chronieni – mówi Roman Zięba. Noclegi były przy kościołach, czasem pod chmurką. Raz ich pogoniono z opuszczonej stodoły. Nocą musieli się zwlec, położyli się gdzieś po ciemku w śpiworach.

Modlitwa nogami

Z wózkiem nie idzie się tak, jak zwykle w pielgrzymce. To był trucht, czasem lekki bieg. Chwila nieuwagi, rozwiązany but i trzeba było gonić wózek. – Tempo było szybsze, wózek to wymuszał – mówi o. Grzegorz Piórkowski, franciszkanin z Łodzi towarzyszący pielgrzymom. Pchał wózek przez cały włoski odcinek, ale fragmentami także w Polsce, na Słowacji i w Chorwacji. Były to dla niego rekolekcje w drodze. – Bóg pokazuje, że nie wystarczy modlić się tylko sercem, ustami – potrzebna jest także forma pokuty, postu. Pielgrzymowanie to modlitwa nogami – mówi. – Mam za co dziękować Bogu, o co prosić. Od ponad 20 lat jestem kapłanem, ale ciągle się nawracam.

On również miał trudną przeszłość, a nawrócił się przed wstąpieniem do zakonu. – Mój cel i idea pielgrzymki były podobne. Tworzyliśmy pielgrzymią rodzinę – mówi franciszkanin. – Grupa twardych facetów, z twardymi charakterami, różnych, spierających się i godzących w imię Jezusa. Fenomen po prostu – tak opisuje tę rodzinę.

Jak w kożuchu

Reklama

O. Grzegorz czuł, jakby szedł w kożuchu. Mimo upału był w habicie. – Czułem taką potrzebę, dziękowałem Bogu, że jestem kapłanem, chciałem też dawać świadectwo. Wiedziałem, że to umacnia kolegów – mówi. Przejeżdżający, gdy zobaczyli zakonnika, wiedzieli, że nie są to ekscentryczni turyści z jakąś swoją idée fixe, ale że jest w tym Kościół.

Ludzie, którzy pomagali, dawali nocleg, jedzenie, sami otrzymywali od nich sporo – uważa Leszek Podolecki, założyciel Instytutu Charytatywnego im. Świętego Brata Alberta, mentor pątników. – Pielgrzymowanie przynosi błogosławione owoce wędrującym, ale i całemu Kościołowi. Szli przecież w ważnych intencjach – mówi. – Ludzie płakali, modlili się, a pielgrzymi ewangelizowali.

Zmęczenie jest ofiarowane Bogu, idzie do wielkiego skarbca Kościoła i to, co oni robią, jest udzielane całemu Kościołowi. – Mieli doświadczenia pielgrzymkowe, ale i indywidualne. W grupie, w której są różne charaktery, skala trudności znacznie wzrasta – podkreśla Podolecki. – Gdy musieli walczyć ze swoimi charakterami, słabościami itp., ewangelizowali się nawzajem. To oni przemienili się najbardziej i najwięcej na tym skorzystali, ale sporo zyskał także Kościół.

Jak traktować grzeszących

Między pielgrzymami dochodziło do spięć. Gdy idzie się w pięciu, konfrontuje się z nowymi sytuacjami, trzeba na bieżąco wypracowywać zgodę. Jak przyznaje Roman Zięba, każdy z nich wielokrotnie miał chwilę, że chciał z pielgrzymki odejść, że miał już dość – i fizycznie, i psychicznie. – Mamy różne temperamenty, a w zmęczeniu, napięciu różnice ujawniają się w dwójnasób – mówi. – Przed końcem dnia przebaczaliśmy sobie. A potem wstawaliśmy i droga otwierała się na nowo.

Reklama

Do Rzymu szli szlakiem franciszkańskich kościołów. Asyż, Spoleto i Rieti, Fonte Colombo. W tym ostatnim, gdzie św. Franciszek napisał Regułę, mieli Mszę św. i na nowo odkrywali myśl Biedaczyny. – W jednym z tekstów, który otrzymaliśmy, jest pouczenie, jak traktować braci grzeszących. Odnieśliśmy to do historii życia każdego z nas – mówi Zięba.

Kiedy przed Rzymem zaczęły się problemy techniczne – zepsuło się jedno z kół w wózku – usiedli zrezygnowani. Ale gdy o. Grzegorz wziął gitarę, zagrał i zaśpiewał, mieli wrażenie, że Jezus, uobecniający się w obrazie, jest z nimi. Że jest dobrze, a jeśli nawet technika zawodzi, to pielgrzymka jest u celu.

„Szukamy opony. Upał. Do Rzymu 3 dni. Dziś na obwiązanym kole dojechaliśmy do klasztoru Kapucynów. Pomogli nam dwaj franciszkanie – Polacy – relacjonowali w Internecie. – Wystawiliśmy obraz pod hipermarketem, żeby odpocząć w cieniu. Ludzie zaczęli przynosić wodę i produkty dla nas, no to zagraliśmy i śpiewaliśmy im: „Jezus dziś przyszedł do mnie...”.

Pielgrzymi pod opieką

Do Rzymu nie wjechali od razu, zatrzymali się na peryferiach, u polskich paulinów. To oni wytłumaczyli im, jak dostać się przez miasto na Plac św. Piotra. I utorowali im drogę do Watykanu. – Bez specjalnej zgody nie wjechalibyśmy z wózkiem. Oni nas przeprowadzili, wytłumaczywszy wcześniej, że wózek jest częścią ich misji, a pielgrzymi są pod ich opieką – mówi Zięba.

Reklama

I tak dotarli z obrazem przed grób św. Jana Pawła II w Bazylice św. Piotra. Tam obraz stanął (nie było to łatwe, pomogli go postawić polscy paulini i karmelici) i odbyła się modlitwa. Stamtąd obraz trafił do bazyliki św. Pankracego, zbudowanej na grobach męczenników pierwszych wieków chrześcijaństwa – Zofii i jej córek, centralnego miejsca obchodów w Rzymie Białej Niedzieli – pierwszej po Wielkiej Nocy.

Do oczekiwanego spotkania z papieżem Franciszkiem, a choćby przekazania mu obrazu, nie doszło. Obraz pozostaje pod opieką polskich karmelitów bosych u św. Pankracego. – Karmelici będą starać się, żeby obraz został przekazany Papieżowi. Ale może też zostać tam na stałe – mówi Podolecki, który pojechał po pielgrzymów do Rzymu.

* * *

Przez Częstochowę do Medjugorie

Po tygodniu wędrówki z Łodzi dotarli do Częstochowy, po dwóch tygodniach – do krakowskich Łagiewnik. W maju zaczęły się schody, czyli góry. Po 600 km, na Słowacji, złapali pierwszą gumę. Pomogli Słowacy. Przyjęli ich do domu, nakarmili i zawieźli do serwisu. Ludzie pomagali na całej trasie. Na Węgrzech, na kilka dni, dołączył do nich – jako szeregowy pchacz – sołtys miasteczka Bardudvarnok. W Chorwacji gościnność pielgrzymi odczuli najbardziej. Chorwaci – jak mówią – otworzyli dla nich serca i domy.

We znaki dały im się góry w Bośni: przez dziesiątki kilometrów nie było żadnych domostw, tylko droga z serpentynami, skały i strumienie. I upał, jak to często w połowie czerwca. Przez góry do Medjugorie przebijali się dwa tygodnie. Potem czekała ich droga wzdłuż Adriatyku do Splitu, w czasie której przeżyli oberwanie chmury. Włochy, po przeprawie promem do Ankony, przywitały ich w końcu czerwca ponad 30-stopniowymi upałami.

Pierwsze kilometry we Włoszech i... wózek z obrazem wylądował na policyjnej lawecie. Karabinierzy przewieźli ich 12 km – z ruchliwej na mniej ruchliwą drogę.

I życzyli im szczęśliwej drogi do Rzymu.

(JK)

Podziel się:

Oceń:

2015-07-29 08:04

Wybrane dla Ciebie

Siostra zakonna podbija internet. Od 44 lat kibicuje Lechowi Poznań

2026-07-19 23:06
Siostra Józefa wspiera Lecha Poznań

fot. FB/Elżbietańskie Centrum Pomocy Ubogim - Poznań

Siostra Józefa wspiera Lecha Poznań

Siostra elżbietanka Józefa Krupa wspierała Kolejorza przed meczem o Superpuchar Polski.

Więcej ...

Polacy poszkodowani w pożarze w Norwegii. Ksiądz z miejscowej parafii: "Jesteśmy gotowi pomóc każdej rodzinie"

2026-07-18 16:21

PAP/EPA/THOMAS FURE

Ponad pół tysiąca osób nie może wrócić do swoich domów po pożarze, który strawił ponad sto mieszkań i budynków w norweskim Drammen. Dopiero w sobotę udało się opanować ogień. Mieliśmy kilka minut na opuszczenie domów – powiedział PAP Grzegorz, mieszkający na zniszczonym osiedlu.

Więcej ...

Rzym: jest już polski audioprzewodnik po Bazylice Matki Bożej Większej

2026-07-20 09:28

Vatican Media

Dzięki zaangażowaniu Ambasady RP przy Stolicy Apostolskiej, zainaugurowano kolejny audioprzewodnik w języku polskim po watykańskich placówkach muzealnych i obiektach sakralnych. W uroczystości udział wzięli pomysłodawca ambasador RP przy Stolicy Apostolskiej Adam Kwiatkowski i archiprezbiter bazyliki kard. Rolandas Makrickas.

Więcej ...

Reklama

Najpopularniejsze

Nowenna do św. Szarbela

Wiara

Nowenna do św. Szarbela

Mundial 2026: Po meczu o 3. miejsce... wspólna modlitwa...

Wiara

Mundial 2026: Po meczu o 3. miejsce... wspólna modlitwa...

33 lata temu Papież poświęcił mały kościółek Matki...

Jan Paweł II

33 lata temu Papież poświęcił mały kościółek Matki...

Mundial 2026. Ferran Torres, zdobywca zwycięskiego gola:...

Wiara

Mundial 2026. Ferran Torres, zdobywca zwycięskiego gola:...

Świadectwo z Milejczyc: To nie był zwykły cud, ale...

Wiara

Świadectwo z Milejczyc: To nie był zwykły cud, ale...

Nowenna do Matki Bożej Szkaplerznej

Wiara

Nowenna do Matki Bożej Szkaplerznej

O. Marcin Ciechanowski: szkaplerz jest szatą, która...

Kościół

O. Marcin Ciechanowski: szkaplerz jest szatą, która...

Nowenna do św. Marii Magdaleny

Wiara

Nowenna do św. Marii Magdaleny

Na trasie pielgrzymki doszło do niebezpiecznego zdarzenia...

Aspekty

Na trasie pielgrzymki doszło do niebezpiecznego zdarzenia...