Syr 27, 30 - 28, 7 <- KLIKNIJ
Mędrzec Syracydes pisze o gniewie językiem diagnosty: „złość i gniew są obrzydliwością, a człowiek grzeszny się w nich kocha”. Gniew przechowywany staje się zapalczywością, zapalczywość pomstą, a mściwy sam wchodzi w tryby, które go zmiażdżą: „tego, kto się mści, spotka pomsta od Pana”. Ben Syrach odsłania mechanizm, który każda kultura zna aż nadto dobrze. Zemsta rodzi zemstę i nie ma w sobie żadnego punktu zatrzymania.
Lekarstwo, które proponuje, brzmi jak Modlitwa Pańska napisana dwa wieki przed jej wypowiedzeniem: „odpuść przewinę bliźniemu, a wówczas, gdy błagać będziesz, zostaną ci odpuszczone grzechy”. Człowiek, który sam potrzebuje miłosierdzia, nie może żywić gniewu do drugiego. Ta asymetria (żądać dla siebie łaski, dla bliźniego prawa) jest w oczach mędrca po prostu nielogiczna. Dwa środki mają uzdrowić pamięć: „pomnij na ostatnie rzeczy”, bo śmierć i rozkład odbierają urazom ich pozorną wagę, oraz „pamiętaj na przymierze Najwyższego”, bo kto żyje w przymierzu, ten mierzy krzywdy miarą otrzymanego miłosierdzia.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Reklama
Warto pamiętać, że tę mądrość Kościół z czasem przekuł także w instytucje. Gdy w feudalnej Europie prywatna wojna i wendeta pustoszyły całe okolice, ruch Pax Dei i Treuga Dei, pokoju i rozejmu Bożego, począwszy od synodu w Charroux (989 r.), mocą kar kościelnych wyrywał zemstę z rąk prywatnych i wprowadzał ją w porządek prawa. To dalekie, ale prawdziwe dziecko Syracydesa. Cywilizacja zaczyna się tam, gdzie pomsta przestaje być sprawą skrzywdzonego, a przebaczenie staje się możliwe.
Rz 14, 7-9 <- KLIKNIJ
Trzy wersety, a w nich cała chrześcijańska odpowiedź na pytanie, czyim jest człowiek. „Nikt z nas nie żyje dla siebie i nikt nie umiera dla siebie - jeżeli bowiem żyjemy, żyjemy dla Pana; jeżeli zaś umieramy, umieramy dla Pana”. Paweł pisze te słowa w sporze o rzeczy drobne, pokarmy i dni, by pokazać, że nawet drobiazgi rozstrzyga się z jednego punktu, którym jest przynależność do Chrystusa.
Zdanie „i w życiu więc, i w śmierci należymy do Pana”, Domini sumus, posługuje się językiem własności, ale odwraca jego grozę. W świecie starożytnym należeć do kogoś znaczyło być niewolnikiem. Paweł czyni z tej formuły największą pociechę, bo ten Pan „po to umarł i powrócił do życia, by zapanować tak nad umarłymi, jak nad żywymi”. Jego panowanie jest zdobyciem nas za cenę własnej śmierci. Starożytny rzymski komentator listów Pawłowych, zwany dziś Ambrozjastrem, podkreślał tę właśnie konsekwencję. Skoro władztwo Chrystusa obejmuje oba brzegi, życie i śmierć, to nie ma już miejsca, w którym wierzący byłby poza Jego ręką.
Reklama
Nie przypadkiem Kościół czyta ten tekst nad trumnami swoich dzieci. Śmierć przeprowadza człowieka tylko na drugą stronę tej samej przynależności. Na co dzień te wersety leczą z dwóch chorób naraz, z życia „dla siebie”, które czyni z własnego „ja” miarę wszystkiego, i z lęku przed śmiercią, która dla należących do Pana przestała być wywłaszczeniem.
Mt 18, 21-35 <- KLIKNIJ
Piotr pyta o granicę przebaczenia i proponuje liczbę, która wydaje mu się heroiczna, czyli siedem razy. Jezus odpowiada: „aż siedemdziesiąt siedem razy”, i tym samym odwraca starą pieśń Lameka, który chełpił się pomstą „siedemdziesiąt siedem razy” (Rdz 4,24). Tam eskalacja zemsty, tu eskalacja miłosierdzia. Przebaczenie ma być tak samo niepoliczalne, jak niegdyś odwet.
Przypowieść ubiera tę naukę w realia rozliczeń i długów, i warto wziąć te realia serio. Król „chciał się rozliczyć ze sługami” (gr. synairein logon, zamknąć rachunki). Dług sługi, dziesięć tysięcy talentów, jest sumą astronomiczną. Jeden talent to około sześciu tysięcy denarów, dniówek robotnika. Dług jest więc z założenia niespłacalny. Prawo starożytne znało na taką sytuację jedno wyjście, które przypowieść wymienia bez ogródek, czyli sprzedaż dłużnika z żoną i dziećmi (niewolę za długi zna i Biblia: 2 Krl 4,1; Ne 5). Na prośbę sługi król jednak „ulitował się, uwolnił go i dług mu darował”. To czysta remissio debiti, umorzenie bez zapłaty. Tym ostrzej brzmi ciąg dalszy. Ułaskawiony chwyta współsługę za gardło o sto denarów, sumę śmiesznie małą. Gest przypomina archaiczną egzekucję osobistą na dłużniku, jaką znała jeszcze rzymska manus iniectio. Otrzymał łaskawość ponad prawo, a wymierza prawo bez łaskawości.
Wyrok króla, cofnięcie darowania, zrodził u scholastyków osobne pytanie. Czy grzechy raz odpuszczone „wracają”? Tomasz z Akwinu, rozważając je właśnie na kanwie tej przypowieści, odpowie subtelnie. Nie wraca formalnie stary dług, lecz niewdzięczność wobec otrzymanego miłosierdzia sama jest nową, cięższą winą (STh III, q. 88, a. 1). Wypada dodać, że 13 września to w kalendarzu dzień św. Jana Chryzostoma, który ustępuje dziś niedzieli, a właśnie jego homilie do Ewangelii Mateuszowej zawierają klasyczny wykład tej perykopy. Pamięć o własnym umorzonym długu jest jedynym skutecznym lekarstwem na gniew wobec dłużników naszych. Finał Jezusa nie zostawia luk. Przebaczyć trzeba „z serca”, nie tylko w forum zewnętrznym gestów, lecz tam, gdzie sądzi sam Bóg.





