Reklama

Niedziela Częstochowska

Miłosierdzie Boże i nasze

Archiwum Caritas Diecezji Toruńskiej

Czym jest miłosierdzie? Mamy pewną trudność z wyjaśnieniem znaczenia tego terminu, chociaż tyle o nim słyszymy, i to od wielu lat

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Dzieje się tak głównie zresztą za przyczyną naszych rodaków. Św. Siostra Faustyna Kowalska, nazywana Apostołką Miłosierdzia, i św. Jan Paweł II, który postarał się, by świat o Bożym Miłosierdziu nie zapomniał. Odmieniamy więc to słowo na wszelkie możliwe sposoby, opisujemy jego genezę i skutki, rozprawiają o nim teologowie i duszpasterze. Rozkładamy go niejako na czynniki pierwsze – o tym Bożym piszemy (i słusznie) – wielką literą, o tym naszym, człowieczym – z małej, powtarzając często ukuty przez polskiego Papieża termin „wyobraźnia miłosierdzia”.

Ale jak je rozumie przeciętny katolik, np. z Częstochowy, Radomska czy Wielunia? Człowiek co prawda bez wykształcenia teologicznego, ale wierzący i praktykujący, choć niespecjalnie mający głowę i czas, by się duchowo w materię zagłębić? Czyli ktoś podobny do większości z nas. Postanowiłam popytać wokoło. Łatwiej byłoby pewnie obdzwonić instytucje, które z definicji ową wyobraźnię miłosierdzia mają – jak np. Caritas, Jasnogórski Punkt Charytatywny, stołówki parafialne, furty klasztorne, pod którymi regularnie rozdaje się jedzenie miejskim biedakom itp., itd. Chciałam jednak usłyszeć o miłosierdziu pisanym z dużej i małej litery od wspomnianych już „przeciętniaków”. Oto więc krótka rozprawa między trzema osobami – opiekunką do dzieci, przedsiębiorcą i rencistką uleczoną z nowotworu.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Wierząca z odzysku

Reklama

– Miłosierdzie to doświadczanie dobra, na które się nie zasłużyło – mówi Agnieszka, niania do dzieci, szczególnie ceniona za pracę z niepełnosprawnymi maluchami. Przez większą część życia była ateistką, o czym zresztą lubi przypominać otoczeniu. To, co stało się potem, nazywa „prywatnym przejściem przez Morze Czerwone”.

Wychowana w ateistycznej rodzinie uczyła się po wielu latach „Ojcze nasz” z modlitewnika kupionego na straganie przy ul. św. Barbary. Pierwszą dorosłą spowiedź odbyła na Jasnej Górze i była to spowiedź z tzw. marszu. Oniemiały zakonnik zapytał ją tylko, czy została ochrzczona. Została – dzięki babci, w tajemnicy przed światem, bo lata 60. ubiegłego wieku i partyjny ojciec, wiadomo. Nawet u Komunii św. pierwszy i jedyny raz była w przepisowym wieku lat 9, także za przyczyną babci. Potem już nigdy.

Więc co się stało?

Reklama

– Hm, banalnie pewnie zabrzmi to, co powiem. Przeczytałam sporo historii o nawróceniu, więc często odbywa się to tak, że człowiek dostaje w łeb. Nie dosłownie oczywiście. Chodzi o wstrząs. Zazwyczaj ma to miejsce po groźnej chorobie albo po wypadku, z którego wyszło się cało. Wiesz, o czym mówię? Coś spektakularnego. A mnie w ciągu tygodnia rozleciała się rodzina. Mąż zmarł w nocy z wtorku na środę. W akcie zgonu lekarz napisał: „Rozległy zawał serca”. Pochowaliśmy go kilka dni później. Zostałam wdową z kredytem we frankach na dom i dwójką synów, z których starszy studiował w USA, a młodszy przebywał chwilowo w zakładzie psychiatrycznym. Nie muszę chyba dodawać, że sama nigdy nie pracowałam zawodowo. Zajmowałam się dziećmi, domem i wspieraniem kariery męża. Następne miesiące pamiętam jak zły sen. Sprzedaż domu, ogłoszenie bankructwa firmy, zakończenie prywatnych sesji terapeutycznych dla Jaśka. Druzgocąca mnie decyzja starszego Andrzeja, że nie wraca do Polski i żąda przekazania mu jego części spadku. Jakby było co dzielić. Nocami chodziłam po mieście. Aleje, Wolności, Kopernika, Popiełuszki, 7 Kamienic i Jasna Góra. Kilka kółek w ciągu nocy. Stawałam pod murami klasztoru z rękami w kieszeniach, zadzierałam głowę wysoko i mówiłam butnie do Boga, że jeśli tam jesteś...

I tak co noc, z lękiem, że jak czegoś nie wymyślę, jeśli nie dam rady, to polegnę. Moje życie skończy się definitywnie, myślałam. Łaziłam więc po ulicach, ale pod tymi murami to trochę jak po więziennym spacerniaku. Miesiąc, dwa, trzy. Marznąc, moknąc, umykając czasem przed obcym cieniem majaczącym za winklem. Aż zauważyłam, że jak tak chodzę, to coś mówię. Mamroczę raczej, szepczę pod nosem niewyraźnie. Szorstkie, surowe i niezgrabne słowa. I że jak tak chodzę wokół Jasnej Góry, to napełnia mnie spokój. I nie ulatnia się on, gdy nadchodzi świt. Nie jest iluzoryczny, wywołany nastrojem, emocją, imaginacją zbolałej głowy. To taki rodzaj błogości, która głębiej kryje pewność, że nie jestem sama. Bo na dobrą sprawę nigdy nie byłam. Jakaż to była ulga! Jaka oczywistość! Jestem przekonana, że doświadczyłam Bożego Miłosierdzia i wszystko, co się potem wydarzyło, jest tego konsekwencją. Daję sobie więc prawo do powtarzania, że miłosierdzie jest doświadczaniem dobra, na które się nie zasłużyło. Bo ja nie zasłużyłam, a doznałam.

Miłosierdzie jest jak miłość

Reklama

– Mnie się wydaje, że Bożego Miłosierdzia doświadczamy codziennie i na wiele sposobów, tylko nie umiemy go czytać, rozpoznawać, identyfikować – mówi Paweł, właściciel małej firmy rodzinnej, który zasłynął kiedyś wśród znajomych przygarnięciem pod dach bezdomnego. Większość z nas postukała się w głowę, ale Marek uparł się i kilka lat później świadkował na ślubie Edka. – Mamy za to naturalną skłonność do naśladowania. Wielu z nas nosi przecież w sobie odruch czynienia dobra. Może nas tak mama wychowała, może ksiądz przypomniał z ambony, że czas Wielkiego Postu sprzyja czynom miłosierdzia, a może jednak jest to jakaś konsekwencja, że my na Jego „obraz i podobieństwo”. Bo jak to jest, że każdy spotkał w życiu choć jedną osobę, która wykonała wobec niego gest miłosierdzia. Zrobiła coś dobrego, szlachetnego, nic na tym nie zyskując.

Na operację mojego synka złożyli się ludzie, których nigdy na oczy nie widziałem. Musieliśmy go operować w Szwajcarii i zrobiliśmy to, nie mając grosza przy duszy. Po prostu prosiliśmy w Internecie o pomoc. Gdy zawaliła się ta kamienica w Świebodzicach, to ruszyło na pomoc pół Polski. Przecież nie musieli. Ludzie wsiadali w samochody i wieźli spod Gdańska czy Lublina koce, ubrania, kołdry i co tam jeszcze. To miłosierdzie przez małe „m” jest bezcenne. Ludzie mający nawyk pomagania innym czy to w hospicjum, czy wpłacając datek na cel dobroczynny, czy robiąc zakupy swojej zniedołężniałej sąsiadce, robią to, nie myśląc o powodach. Miłosierdzie zawsze jest odruchem serca – jak w miłości. To naturalne, szczere, niewymuszone zachowanie.

Pomagać – to jak oddychać

Anka, bohaterka mojego reportażu sprzed kilku lat, po ciężkiej chorobie nowotworowej została wolontariuszką w hospicjum. Promienna Anka, której uśmiech przynosi cierpiącym wyraźną ulgę, mówi o sobie, że jest uzależniona od niesienia pomocy. – Ciągle mam uczucie, że robię za mało. Że jak sobie zrobię wolne, wyrwę chwilę dla siebie, to ktoś drugi będzie cierpiał, nie da sobie rady, będzie myślał o śmierci, podda się. Dlatego muszę pomagać systematycznie. Pokazuje mi kalendarz zapisany maczkiem. Są w nim i szkolenie dla wolontariuszy, i specjalne rekolekcje, i wyjazd na dzień skupienia. I rząd imion ludzi, których odwiedzi w najbliższym tygodniu. Na poprzednich kartach przy niektórych – krzyżyki. – Miłosierdzie to dziwna rzecz – obdarowuje nie tylko tego, kto otrzymuje, ale także tego, który daje.

Marek twierdzi, że każdy chociaż raz w życiu komuś pomógł, każdy choć raz pomoc otrzymał. Tak to działa. Mądrzy mawiają, że zło jest jak bumerang. Zawsze wraca. Na szczęście dobro też. Tylko, że ono – w przeciwieństwie do zła – ze zwielokrotnioną siłą.

Podziel się:

Oceń:

2017-04-19 14:17

[ TEMATY ]

Wybrane dla Ciebie

To musi mnie kosztować

Ks. dr Tadeusz Kuźmicki

Karolina Krasowska

Ks. dr Tadeusz Kuźmicki

Nasze akty miłosierdzia są promykiem miłosierdzia samego Boga – mówi ks. dr Tadeusz Kuźmicki.

Więcej ...

Portugalia: W Sanktuarium w Fatimie będzie codziennie odprawiana Msza święta po polsku

2026-09-15 07:08

Adobe Stock

Od października w sanktuarium w Fatimie na środkowym zachodzie Portugalii będzie codziennie odprawiana Msza święta w języku polskim - przekazały w poniedziałek władze tego jednego z najbardziej znanych na świecie miejsc kultu maryjnego.

Więcej ...

Holandia uśmierca niepełnosprawne 2-letnie dziecko, a urzędnicy nie widzą naruszenia prawa

2026-09-16 07:30

Adobe Stock

Niepełnosprawne dwuletnie dziecko zostało poddane eutanazji w Holandii, mimo że nie znajdowało się w stanie bezpośredniego zagrożenia życia. Nie powstrzymało to jednak holenderskich urzędników przed potwierdzeniem, że wszystko odbyło się zgodnie z prawem - informuje portal lifenews.com.

Więcej ...

Reklama

Najpopularniejsze

Radom: dewastacja zabytkowej kapliczki

Kościół

Radom: dewastacja zabytkowej kapliczki

Portugalia: W Sanktuarium w Fatimie będzie codziennie...

Kościół

Portugalia: W Sanktuarium w Fatimie będzie codziennie...

O ponad 8% wzrosła liczba pielgrzymów na Jasnej Górze w...

Kościół

O ponad 8% wzrosła liczba pielgrzymów na Jasnej Górze w...

Sekretarz kard. Müllera: z wysokości krzyża płynie...

Aspekty

Sekretarz kard. Müllera: z wysokości krzyża płynie...

Nowe zgromadzenie zakonne rozpoczęło posługę w Polsce

Kościół

Nowe zgromadzenie zakonne rozpoczęło posługę w Polsce

Nowenna do Matki Bożej Bolesnej

Wiara

Nowenna do Matki Bożej Bolesnej

Zamknięcie kanału Archidiecezji Łódzkiej na YouTube....

Kościół

Zamknięcie kanału Archidiecezji Łódzkiej na YouTube....

Nowenna przed Świętem Podwyższenia Krzyża Świętego

Wiara

Nowenna przed Świętem Podwyższenia Krzyża Świętego

Zaginął nowicjusz z klasztoru w Zamartem. Apel o pomoc i...

Kościół

Zaginął nowicjusz z klasztoru w Zamartem. Apel o pomoc i...