Reklama

Kościół

Świadek z Pariacoto na Kruczej

O. Michał Tomaszek i o. Zbigniew Strzałkowski

franciszkanie.pl

O. Michał Tomaszek i o. Zbigniew Strzałkowski

S. Berta Hernandez z Peru, świadek porwania i ostatnich chwil życia błogosławionych męczenników z Pariacoto Zbigniewa Strzałkowskiego i Michała Tomaszka, odwiedziła Wrocław. S. Berta należy do Zgromadzenia Służebnic Najświętszego Serca Pana Jezusa w Peru, przyjechała do Polski po raz pierwszy na zaproszenie franciszkanów. Świadectwo wygłosiła w parafii franciszkańskiej pw. Karola Boromeusza przy ul. Kruczej we Wrocławiu

Spotkanie rozpoczęło się Mszą św., w której brała udział s. Berta. Po jej zakończeniu opowiedziała o tym, co wydarzyło się 9 sierpnia 1991 r. Mówiła o porwaniu, wywiezieniu i egzekucji pierwszych polskich błogosławionych misjonarzy-męczenników. Podkreślała spokój, który bił z ich twarzy, sposobu odpowiadania terrorystom w czasie przesłuchania po porwaniu. Mówiła o współudziale ojców w Męce Chrystusa. – Porwali ich tak, jak Pana, po Eucharystii. Związali, uprowadzili, lżyli i dręczyli, wreszcie zabrali na wzgórze – tak, jak Pana Jezusa na Golgotę – i tam zamordowali – mówiła s. Berta.

Po spotkaniu chętni mogli kupić książkę pt. „Pasja Michała i Zbigniewa. Ostatnie godziny życia męczenników w relacjach świadków” autorstwa dziennikarza pochodzącego z Pariacoto Alexa Cordero. Chętnym s. Berta wpisywała pamiątkową dedykację.

Reklama

Świadectwo s. Berty: Pracowałyśmy w Peru, w Andach przez wiele lat samotnie, bez księży. Sytuacja się zmieniła, kiedy przybyli polscy franciszkanie. Geografia Peru nie pomaga misjonarzom, stawia im wysokie wymagania ze względu na górzysty region. Wioski ciągną się aż do 4 tys. m n.p.m., misjonarze docierają tam po trudnych drogach. Mają też problem z oddychaniem, bo powietrze jest ubogie w tlen. Naturalne na tych wysokościach są zawroty głowy. Człowiek męczy się dużo szybciej, zwłaszcza podczas chodzenia czy innego wysiłku fizycznego, który dużo kosztuje organizm.

O. Zbigniew i o. Michał pracowali w tych wioskach z całą prostotą i zaangażowaniem, widząc, że to jest ich zadanie do wypełnienia. Polscy franciszkanie jako ludzie młodzi byli pełni energii, z zapałem oddawali się innym. Ludzie to cenili. Ojcowie byli różni. O. Michał skłonny do żartów, do przekomarzania się z dziećmi i młodzieżą, do zabaw z nimi. O. Zbyszek należał do ludzi bardziej poważnych, systematycznych, wymagających dyscypliny, dbających o porządek w otoczeniu. Nasze życie toczyło się w prostym zwykłym kontakcie codziennym z ludźmi, którym posługiwaliśmy. Wspólnie planowaliśmy naszą pracę duszpasterską i wspólnie ją wykonywaliśmy. Aż przyszedł dzień 9 sierpnia 1991 r., kiedy w Pariacoto pojawił się liczny oddział terrorystów. Najpierw pojawili się w wiosce rano. Ludzie wiedzieli, że terroryści są obecni, wiec zdecydowali się przyjść na wieczorną Mszę św. Przyszłam do parafii i oznajmiłam ojcom tę złą nowinę o przybyciu terrorystów. Spotkałam o. Zbigniewa i przekazałam mu wieści. On miał wątpliwości, czy to aby nie są plotki. Spytał: „Przyszłaś na Mszę?”. Potwierdziłam. Odparł: „To chodźmy się modlić”. To samo powiedziałam o. Michałowi potem, ale zareagował tak samo. Podczas Mszy św. o. Michał przeczytał Ewangelię, o. Zbigniew powiedział homilię, ale było widać, że patrzyli z niepokojem w stronę otwartych drzwi do Kościoła, gdzie mieli widok na plac przed kościołem. Po Mszy św. ludzie potwierdzili, że terroryści stoją na zewnątrz. O. Michał powiedział wtedy: „Idziemy na zaplanowane spotkania z młodzieżą”. W tym momencie o. Zbigniew poszedł do postulantów i polecił im, żeby modlili się w kaplicy i stamtąd nie wychodzili. Niedługo potem usłyszeli pukanie do bram klasztoru. Ktoś otworzył i weszła grupa terrorystów. Nie można było ich rozpoznać, mieli odsłonięte jedynie oczy. Spytałam, po co przyszli. Odpowiedzieli, że po polskich franciszkanów. Pojawił się o. Zbigniew i zapytał: „Czy mnie szukacie?”. Potem przyszedł o. Michał. Ale terroryści odparli: to jeszcze nie wszyscy. O. Michał wyjaśnił, że pozostali są studentami, nie zakonnikami i zaproponował, żeby napastnicy wzięli jego, a nie ich. Wtedy terroryści brutalnie chwycili ojców i związali im ręce za plecami. Potem zażądali kluczy od samochodów parafialnych.

O. Michał miał je przy sobie, o. Zbigniew powiedział, że są w pokoju. Terrorysta zażądał, aby tam pójść. Poszłam tam razem z nimi, tłumaczyłam, że samochód należy do parafian i jest bardzo potrzebny, że wczoraj zawieźliśmy nim jednego z mieszkańców do szpitala, bo inaczej by umarł. Terrorysta był niewzruszony, odpowiedział, że on tylko wykonuje rozkazy towarzysza Jorge. Wepchnięto ojców do samochodu, ja weszłam również. Spytałam o. Michała, czy terroryści coś mu zrobili, ale on tylko kiwał głową i milczał. Wtedy wsiadł do samochodu dowódca towarzysz Jorge. Zaczął krzyczeć: „Wy oszukujecie lud! Głosicie, że pokój można osiągnąć przez modlitwę i Słowo Boże, a to jest oszustwo. Wszelki postęp można osiągnąć tylko przez rewolucję. Religia jest opium ludu. Wy go usypiacie i oszukujecie!”. O. Michał odpowiedział: „Jeżeli jesteśmy w błędzie, to powiedzcie nam, na czym ten błąd polega, jeżeli błądzimy, to czemu nie powiedzieliście nam tego wcześniej?”. Misjonarze zachowywali się spokojnie, z dużym szacunkiem dla rozmówcy. Ten czas przekleństw, wyzwisk i przesłuchania trwał ok. 40 min, a wydawało się, że to cała wieczność. Po drodze zatrzymali się i poszli do domu burmistrza. Ruszyliśmy dalej. Wreszcie auto zatrzymało się i jeden z nich spytał o mnie: „Co ta kobieta tu robi?”. Powiedziałam, że chcę towarzyszyć ojcom. W końcu o. Zbigniew spojrzał na mnie i powiedział: „Wyjdź”. Terrorysta wypchnął mnie z samochodu. Przejechali na drugą stronę mostu, wylali zbiornik benzyny na drewniany most i podpalili. Rzucili też granaty obok mostu, aby nikt nie mógł za nimi jechać. Auto jechało drogą na wzgórze, a ja pobiegłam do parafii, żeby opowiedzieć, co się stało i naradzić się z innymi. W czasie rozmowy z grupą młodzieży usłyszałam kilka strzałów. Zrozumiałam, choć nie mogłam uwierzyć w to, co się wydarzyło.

2018-06-28 10:24

[ TEMATY ]

Wybrane dla Ciebie

Oddali życie za wiarę

Krzyż i ikona napierśna ostatniego unickiego metropolity Jozafata Bułhaka
(Muzeum Diecezjalne w Drohiczynie)

Ks. Zenon Czumaj

Krzyż i ikona napierśna ostatniego unickiego metropolity Jozafata Bułhaka (Muzeum Diecezjalne w Drohiczynie)

Więcej ...

Abp Ryś do duchownych: miarą prawdziwości naszej modlitwy, jest inspiracja do misji

2021-09-18 09:38

ks. Paweł Kłys

W trzecim i ostatnim dniu tegorocznych rekolekcji kapłańskich, którym w łódzkiej bazylice archikatedralnej św. Stanisława Kostki w Łodzi przewodniczy arcybiskup Grzegorz Ryś, duchowni diecezjalni i zakonni wysłuchali nauki rekolekcyjnej oraz przystąpili do sakramentu pokuty i pojednania. - Miarą prawdziwości naszej modlitwy, jest inspiracja do misji – mówił abp Ryś.

Więcej ...

Dziękczynienie za beatyfikację

2021-09-18 20:54

Katarzyna Krawcewicz

Pod hasłem „Wszystko postawiłem na Maryję” odbyło się 18 września nabożeństwo Kalwarii Rokitniańskiej.

Więcej ...

Reklama

Najpopularniejsze

Niemcy: papież nie przyjął rezygnacji arcybiskupa...

Niemcy

Niemcy: papież nie przyjął rezygnacji arcybiskupa...

Abp Jędraszewski do chorych: krzyż mówi nam o miłości

Polska

Abp Jędraszewski do chorych: krzyż mówi nam o miłości

Patron młodych na dzisiejsze czasy

Święci i błogosławieni

Patron młodych na dzisiejsze czasy

Papież skierował przesłanie do uczestników...

Kościół

Papież skierował przesłanie do uczestników...

Jak będzie w Niebie? Poznaj kilka niezwykłych wizji od...

Wiara

Jak będzie w Niebie? Poznaj kilka niezwykłych wizji od...

Od hrabianki do franciszkanki

Święci i błogosławieni

Od hrabianki do franciszkanki

Podziękuj Bogu za drugą, trzecią i kolejną szansę,...

Wiara

Podziękuj Bogu za drugą, trzecią i kolejną szansę,...

Bilokacja – czym jest i kto może jej doświadczyć?

Wiara

Bilokacja – czym jest i kto może jej doświadczyć?

Dmenin k. Radomska: Ksiądz pobity na plebanii

Niedziela Częstochowska

Dmenin k. Radomska: Ksiądz pobity na plebanii