Reklama

Głos z Torunia

Echa pielgrzymowania (3)

Marzenie od lat

W drodze do Santiago de Compostela

Archiwum autora

W drodze do Santiago de Compostela

Camino to moje marzenie od lat. Marzenie z grupy tych, o których spełnieniu raczej nie ma mowy. A jednak się udało!

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Kiedy ponad rok temu odkryłem swoje powołanie, towarzyszył mi ogromny strach przed dokonaniem wyboru: iść za jego głosem czy pozostawić wszystko tak, jak było do tej pory. W czasie rozeznania strach stał się moim nieodzownym towarzyszem, ale zrodził się pomysł jak się go pozbyć. Postanowiłem wyruszyć w podróż tak straszną pod względem trudności, że tamten strach będzie musiał odejść w zapomnienie. Od razu wybrałem drogę św. Jakuba, szlak trudny, daleki, nieznany, ale pociągający. W momencie, gdy wyruszałem do Lourdes, które było miastem startowym, nie wiedziałem wielu rzeczy, które powinienem znać: dokładna liczba kilometrów, profile wysokości trasy i szczegółowe informacje o jej przebiegu. Spakowałem bagaż dwa razy cięższy od zalecanego i tylko wyznaczyłem kilka punktów trasy. Santiago de Compostela stało się celem wędrówki pieszej, ale nie pielgrzymki – zakończyć drogę chciałem w Fatimie, z którą łączę początek mojego powołania. Trasę Camino wybrałem najdłuższą, aby mieć sporo czasu tylko dla siebie i Boga. Nie odpowiadało mi miejsce rozpoczęcia francuskiej Drogi św. Jakuba, więc dodałem do trasy prawie 200-kilometrowy odcinek z Lourdes, miejsca ważnego na pielgrzymkowej mapie chrześcijan.

Reklama

Już od pierwszych godzin droga chciała mnie złamać, wyruszyłem w deszczowy dzień, ścieżką na stromej skarpie, tuż nad wzburzoną rzeką. Rzeka wezbrała po kilkudniowych ulewach, na ścieżce leżały powalone drzewa, a momentami mijałem osuwiska. Ścieżki otoczone murem bądź drutami kolczastymi nie sprzyjały omijaniu głębokich kałuż i błota. Pojawiły się otarcia i odciski. Dodatkowym bodźcem, który zniechęcał do kontynuowania wyprawy, był całkowity brak ludzi na szlaku. Nie wiedząc, czy moje tempo jest dobre, przez kilka pierwszych dni przechodziłem po czterdzieści kilka kilometrów dziennie. Moja brawura w planowaniu trasy sprawiła, że wytyczyłem drogę przez najwyższe szczyty Pirenejów. Musiałem korygować trasę, obejść szczyty kosztem kilku dni rezerwy, jaką dzięki Bogu posiadałem. Wyczerpany i zdemotywowany dotarłem do granicy z Hiszpanią. I tu poznałem zupełnie inne oblicze tej drogi.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Hiszpański odcinek szlaku był już tym znanym i uczęszczanym przez wielu. W skwarze przemierzałem kolejne kilometry, ale wiedziałem, że nie jestem jedynym pielgrzymem. Wydawało mi się, że moja słaba znajomość angielskiego będzie barierą nie do przeskoczenia, ale było zupełnie inaczej. Obustronna chęć rozmowy sprawiała, że nie było barier – ani językowej, ani tematycznej. Po kilku dniach, gdzie jedyny głos, który docierał do mych uszu był moim głosem wypowiadającym modlitwy, teraz słyszałem chyba wszystkie języki świata. Droga naprzemiennie była prosta i łatwa oraz kręta i trudna. Hiszpania kojarzyła mi się z równinami, ale jak się okazało to kraina górzysta, po której wędrówka nigdy nie jest monotonna.

Mimo że na trasie poznałem ludzi zamieszkujących daleką Azję i obie Ameryki, poznałem pielgrzymów z Australii i wszystkich zakątków Europy, mimo że niespodziewanie spotkałem dość licznych przedstawicieli Polski, to na szlaku byłem sam. Samotnie przemierzałem drogi z modlitwą na ustach, samotnie docierałem do noclegów, gdyż nie zatrzymywałem się w schroniskach dla pielgrzymów, ale rozbijałem niesiony namiot, w którym spędzałem długie i niespodziewanie zimne noce. Ta samotność sprzyjała rozmyślaniom. Ułatwiała modlitwę. Ale jednocześnie sprzyjała kryzysom w wędrówce. Wielokrotnie chciałem przerwać drogę i wrócić do domu. Wtedy otrzymywałem pomoc. Pomoc od rodziny i znajomych, którzy mnie motywowali, wspierali i życzyli, abym odnalazł to, czego szukam. Pomoc przychodziła z Góry. „Przychodzę ci z pomocą” (Iz 41, 13) to jeden z bilecików wylosowany w kościele, gdzie na pielgrzymów czekały nabożeństwa, spotkania dyskusyjne, specjalne błogosławieństwa, pamiątki i właśnie motywujące cytaty z Pisma Świętego. Jeszcze przed dotarciem do Santiago czułem spokój i słuszność wyboru mojej życiowej drogi. Jednak gdy niespodziewanie pomiędzy kamieniczkami w Santiago wyłoniła się katedra, serce zaczęło bić szybciej.

Najszczęśliwszy moment to wejście schodkami za ołtarzem do posągu św. Jakuba, objęcie go, silny uścisk i wypowiedzenie do jego ucha intencji, dla której przebyłem 925 km. Następne półtorej godziny spędziłem na placu przed katedrą. Śmiechu i łez nie potrafiłem opanować. Do znajomych, rodziny, pisałem i dzwoniłem, aby poinformować, że dotarłem. Emocje trudne do opisania – to trzeba przeżyć, aby zrozumieć. Zgodnie z tradycją udałem się do Finisterry, miasteczka „na końcu świata”, gdzie pielgrzymi od średniowiecza palą swoje ubrania na znak przemiany dokonanej w drodze. Z Camino nie wraca się takim samym. Ostatnim etapem pielgrzymki była wizyta w Fatimie. Tam, kończąc Nowennę Pompejańską, wypowiadałem słowa dziękczynienia: „Wszędzie będę opowiadać o miłosierdziu, które mi wyświadczyłaś”. Droga ta, mimo że była przebyta Szlakiem św. Jakuba, była drogą od Maryi do Maryi. Nie wiem kiedy, ale na pewno powrócę na ten szlak, to droga dobra na wszystko!

Podziel się:

Oceń:

2018-09-12 10:44

[ TEMATY ]

Wybrane dla Ciebie

Camino moją radością

Mąż, tata, dziadek. Pielgrzym. Człowiek, który czterokrotnie przemierzył hiszpańskie szlaki wiodące do Santiago de Compostela i czterokrotnie wyruszał na Drogi Jakubowe na terenie Polski.

Więcej ...

Bolesna Matka Najświętsza i Koronka do Jej Siedmiu Boleści

Niedziela łowicka 35/2005

Matka Boża Bolesna

Karol Porwich/Niedziela

Matka Boża Bolesna

Bliska jest nam Maryja Niepokalana, kochamy Ją jako Królową, jakże zachwycająca jest w dniu swego Wniebowzięcia. Ale najbardziej bliska, najbardziej człowiecza jest Maryja Bolesna. Dlaczego właśnie Ona?

Więcej ...

Lwów. Bp Ignacy Dec: Jeszcze nikt nie żałował, że słuchał Pana Boga

2026-09-15 13:19
Bp Ignacy Dec (drugi z prawej) i abp Mieczysław Mokrzycki podczas uroczystości ku czci bł. Jakuba Strzemię we Lwowie.

ks. Andrzej Adamiak

Bp Ignacy Dec (drugi z prawej) i abp Mieczysław Mokrzycki podczas uroczystości ku czci bł. Jakuba Strzemię we Lwowie.

Nasza religijność nie może wyrażać się jedynie w modlitwach, procesjach i nabożeństwach. Za tym musi iść świadectwo – przekonywał bp senior Ignacy Dec w katedrze lwowskiej. Eucharystia była związana ze świętem patronalnym archidiecezji oraz powrotem relikwii bł. Jakuba Strzemię po trzydniowej peregrynacji.

Więcej ...

Reklama

Najpopularniejsze

Arcybiskup walczy z gitarą? [Felieton]

Niedziela Wrocławska

Arcybiskup walczy z gitarą? [Felieton]

Nigeria: ponad 3 tys. chrześcijan zamordowanych w ciągu...

Kościół

Nigeria: ponad 3 tys. chrześcijan zamordowanych w ciągu...

Bp Sztajerwald: jeśli firma oferuje ślub w plenerze z...

Kościół

Bp Sztajerwald: jeśli firma oferuje ślub w plenerze z...

Zbliża się 45-lecie Watykańskiej Fundacji Jana Pawła II...

Kościół

Zbliża się 45-lecie Watykańskiej Fundacji Jana Pawła II...

Nowe zgromadzenie zakonne rozpoczęło posługę w Polsce

Kościół

Nowe zgromadzenie zakonne rozpoczęło posługę w Polsce

Nowenna do Matki Bożej Bolesnej

Wiara

Nowenna do Matki Bożej Bolesnej

Bp Waldemar Musioł o koncercie Padre Guilherme w Opolu: to...

Kościół

Bp Waldemar Musioł o koncercie Padre Guilherme w Opolu: to...

Zamknięcie kanału Archidiecezji Łódzkiej na YouTube....

Kościół

Zamknięcie kanału Archidiecezji Łódzkiej na YouTube....

Nowenna przed Świętem Podwyższenia Krzyża Świętego

Wiara

Nowenna przed Świętem Podwyższenia Krzyża Świętego