Reklama

Niedziela Wrocławska

Pan od matematyki

Archiwum prywatne

Maria Wanke-Jerie, prof. Gleichgewicht i Małgorzata Wanke-Jakubowska na setnych urodzinach wybitnego matematyka

Gleichgewicht to po niemiecku równowaga, balans. Prof. Bolesław Gleichgewicht był taki, jak jego nazwisko. Wybitny matematyk, fascynująca osobowość, zakochany w polszczyźnie. Łączył troskę o tożsamość z szacunkiem dla inności – religijnej, politycznej i kulturowej. Urodzony w 1919 r. był niemal równolatkiem Niepodległej. Zmarł 26 września 2019 r. we Wrocławiu, miał sto lat

Najpierw zobaczyłam go w telewizji, prowadził wykład z matematyki w programie edukacyjnym dla szkół, wtedy jako dr Bolesław Gleichgewicht. To była miłość od pierwszego wejrzenia! Miał szczególny talent dydaktyczny, potrafił bardzo trudne i abstrakcyjne zagadnienia przedstawiać zrozumiale i wręcz atrakcyjnie – mówi Małgorzata Wanke-Jakubowska, która była studentką Profesora, a potem połączyła ich przyjaźń.

– Obydwie z moją siostrą bliźniaczką wpatrywałyśmy się urzeczone w ekran. I choć najpierw studiowałyśmy fizykę, to jednak zdecydowałyśmy się na zmianę kierunku, właśnie ze względu na Profesora – opowiada. Maria Wanke-Jerie mówi, że Profesor, który sam zaczynał od studiowania fizyki, dobrze wiedział, że wiedzę z algebry trzeba uzupełnić i zdać dodatkowy egzamin. – Zakomunikował nam to na pierwszych zajęciach z algebry. Uczyłyśmy się z jego książki „Elementy algebry abstrakcyjnej”, który studenci nazywali „Małym Gleichgewichtem” – mówi. Podręcznik był trudny do zdobycia. – Na tablicy ogłoszeń przed salą wykładową wisiało nawet ogłoszenie: „Kupię Małego Gleichgewichta za wszelką cenę”. Już nie pamiętam jak zdobyłyśmy tę książkę, ale mam za to w pamięci dwutygodniową przerwę świąteczną, którą poświęciłyśmy na naukę algebry abstrakcyjnej. Po egzaminie wyznałyśmy mu wówczas, że to były najlepiej spędzone ferie świąteczne – mówi pani Małgorzata.

Profesor uwielbiał i umiał wykładać. Do historii przeszły jego zabawne, inteligentne dykteryjki, którymi wręcz szpikował wykład. Pani Maria Wanke-Jerie prowadziła nawet kajecik, w którym skrzętnie zapisywała profesorskie myśli, np.: „funkcjonały dwuliniowe żeniły się z macierzami, powstawały trójkąty małżeńskie, a macierze miały jeszcze innego męża i z trójkąta robiły się czworokąty. Nie wszystkie operatory były szczęśliwe, funkcjonały wchodziły do środka, wskaźniki były oniemiałe...”. Kto dziś tak potrafi?

Reklama

Korzenie równowagi

Urodził się w rodzinie warszawskich Żydów. To był niezwykły dom. Ojciec, Adam Gleichgewicht, najmłodsze z 13 dzieci rodziców, był inżynierem, studia skończył w Niemczech, przed I wojną, pochodził z wyjątkowo zamożnej rodziny, ale po kryzysie 1929 r. rodzina straciła wszystko i z dnia na dzień majątek prysł. Matka, z domu Majranc, pochodziła z rodziny inteligenckiej. Pięknie grała na fortepianie, choć syn nie był pewien, czy udało jej się ukończyć konserwatorium, w którym studiowała. Rodzice znali języki obce, mama biegle mówiła po francusku, niemiecku i rosyjsku, a tato podobnie, tylko bez francuskiego. Dzięki muzyce, która wciąż wypełniała dom przy ul. Dzikiej 25, Bolesław był dobrym tancerzem, już jako maturzysta w 1937 r. wygrał sylwestrowy turniej tańca. W tym samym roku, jako student fizyki wyznania mojżeszowego na Uniwersytecie Warszawskim, został pobity przez bojówki ONR. To wtedy wprowadzono ławki gettowe – polscy Żydzi musieli siedzieć w czasie wykładu po lewej stronie sali. W następnym roku przestał chodzić na zajęcia, upokorzenie było zbyt wielkie. Uczył się z konspektów kolegów i dostępnych podręczników.

Gdy wybuchła wojna Bolesław miał 20 lat. Niemcy zamknęli Uniwersytet. Zdolny Gleigewicht chciał studiować, wpadł więc na pomysł dotarcia do Lwowa. Ojciec przekonywał go, że Niemcy to naród wybitnie kulturalny, że działania są przejściowe. Intuicja młodego człowieka kazała mu opuścić Warszawę. I tak zaczęła się tułaczka, która trwała 17 lat. Wtedy, w listopadzie 1939 r. widział rodziców po raz ostatni. Oboje zginęli w komorze gazowej, choć nigdy nie udało mu się ustalić w którym z obozów, podejrzewał, że w Treblince, bo tam wywozili Żydów po likwidacji getta w 1942 r.

Listy od rodziców były najcenniejszą pamiątką, jaką posiadał. Czytał je co pewien czas, do końca życia, często ze łzami w oczach, choć każdy znał na pamięć. Nie pozostała mu po nich nawet fotografia. Ojca pamiętał, piękne rysy twarzy mamy zupełnie wytarł czas. I tylko w głowie nie mogło mu się zmieścić, że ten łysy pan, wielki entuzjasta kultury niemieckiej i jego piękna żona, z biegłą znajomością języka niemieckiego, zostali zamordowani przez przedstawicieli „narodu wybitnie kulturalnego”. Często po latach myślał o tym, jak ich do tej komory pędzili… Kuzyn, który przeżył getto i Oświęcim, przekazał mu po wojnie, że jedynym jasnym punktem w życiu jego rodziców było to, że ich syn uciekł. I że może żyje.

Reklama

Szpion o doskonałej pamięci

Granice na Bugu przekroczył w listopadzie 1939 r. Wyszedł z domu w zimowym palcie, jeszcze z czasów gimnazjum. Wojna za wschodnią granicą to był dla Gleichgewichta czas głodu, odmrożeń, wszy i tułaczki. Napisał o przyjęcie do Armii Andersa i za to został osadzony w specobozie NKWD, więc od 1942 do 1945 r. był w Armii Czerwonej. I w zależności od koniunktury: albo przeszkadzało komuś jego pochodzenie żydowskie, albo fakt, że jest Polakiem. Często śnił o chlebie – razowym, z czarną, wypieczoną skórką. Leżąc na obozowej pryczy wymyślał śniadania, obiady i desery. Był głodny przez 12 lat. Po wojnie i niemałych perypetiach dokończył studia matematyczne w Odessie. Dopiero w 1956 r. wrócił do Polski, już z żoną Ewdokią i dziećmi, Aleksandrem i Heleną. Historią swojego niezwykłego życia opowiedział w „Zapiskach szpiona pijanicy” – tak go nazwali Rosjanie, gdy przekroczył granicę na Bugu. (Szpiegiem pijanicą został przez to, że mama dała mu na drogę manierkę z wermutem, popijał i nie był całkiem trzeźwy).

„Gdy po 17 latach wróciłem wreszcie do kraju i usłyszałem polską mowę na punkcie repatriacyjnym, pomyślałem: jakiż to piękny język!” – mówił w jednym z wywiadów. Marzył o Wrocławiu, bo prenumerował w Pierwomajsku matematyczne pismo i wiedział, że po wojnie osiedlili się tam lwowscy matematycy, a to gwarantowało matematykę na najwyższym poziomie.

Dwie miłości: algebra i Polska

– Połączyła nas algebra i „Solidarność”, i Polska... – mówi pani Małgorzata. – To wtedy przeszliśmy na „ty”, choć metrykalnie różniło nas całe pokolenie – dodaje pani Maria. Profesor był niezwykle zaangażowany i oddany sprawom wolności. „Zaczęliśmy walczyć o prawa człowieka, o prawa uczonych, prawa studentów...” – mówił po latach. O tym, że we Wrocławiu powstała „Solidarność” dowiedział się latem 1980 r. w Zakopanem. Spakował się od razu i wrócił. Na dworcu ktoś powiedział, że aresztowano mu syna. – Pamiętam tamtą grudniową noc, gdy o czwartej rano docent Gleichgewicht, a wtedy już dla nas Bolek, przyszedł do mojego domu na Bacciarellego. „Stan wojenny, łapią, byli po Olka...” – wspomina pani Małgorzata. – Pamiętam te spotkania w moim i jego domu, a zwłaszcza to przed ostatecznym ukryciem się i Bolka Gleichgewichta i mojego męża 4 stycznia 1982 r., kiedy poszli razem do mieszkającej w pobliżu na Biskupinie Anny Zawadzkiej i po informacji o akcji internowania naukowców ukryli się na dobre – mówi.

O Polsce do końca mówił ze wzruszeniem. Gdziekolwiek był – tęsknił. Jego dom był tutaj. Znał smak nostalgii ludzi, którzy opuścili Ojczyznę. Pamiętał pobyt w ZSRR i był pewien, że nie chce tego doświadczyć po raz kolejny, dlatego nie zdecydował się wyjechać w 1968 r. do Izraela, mimo że był do tego namawiany. – Po 1989 r. trochę rozeszły się nasze polityczne drogi, ale zawsze potrafiliśmy spokojnie rozmawiać i pięknie się różnić. To przede wszystkim zasługa Bolka, który mimo własnych, wyrazistych poglądów, zawsze szanował innych, a także ich prawo do odmiennego spojrzenia na rzeczywistość – mówi pani Maria. Pani Małgorzata dodaje, że jego dom tu, na wrocławskim Biskupinie, to było miejsce, gdzie mogli spotkać się wszyscy, niezależnie od wyznawanej religii i historii życia. – Urodził się jako Żyd, poślubił Ewdokię, Rosjankę, wyznania prawosławnego. Jego syn Aleksander poślubił norweską piosenkarkę i aktorkę żydowskiego pochodzenia Bente Kahan i jest przewodniczącym Gminy Wyznaniowej Żydowskiej we Wrocławiu. Prof. Gleichgewicht siadał przy stole z każdym, bo liczył się człowiek.

Przeszedł na katolicyzm, choć przed wojną, jako Żyd, chodził do gimnazjum im. Mikołaja Reja, prowadzonego przez zbór ewangelicko-augsburski. Pragnienie urodziło się w radzieckim obozie, kiedy razem ze współwięźniem Lolkiem śpiewał „Boże coś Polskę”. Wtedy postanowił, że jeśli uda mu się wrócić, przyjmie chrzest.

– To był fascynujący człowiek, matematyk, szachista, kochał góry. To był fascynujący umysł, fenomenalna pamięć i niebywały optymizm – mówi pani Małgorzata. Gdy kolejne rozdziały „Zapisków szpiona pijanicy” w maszynopisie trafiały do mojego domu, a my, niemal wyrywając je sobie, czytaliśmy razem z naszymi synami z zapartym tchem opis kolejnych trudnych miesięcy i lat, zrozumiałam, że to, co Bolesława Gleichgewichta trzymało tam, na nieludzkiej ziemi, to był pozytywny stosunek do życia, optymizm i życzliwość do ludzi. Opisując tak trudne przejścia, jak łagrowe miesiące, z pracą na mrozie sięgającym minus 40 stopni o chlebie i wodzie, nie opuszczał go humor. We wszystkim potrafił odnaleźć coś zabawnego, optymistycznego... To chyba recepta na długie, udane życie. Udane, mimo ciężkich przeżyć.

Pełny opis wojennych przygód, od opuszczenia Warszawy we wrześniu 1939 r., aż do demobilizacji w 1945 r. prof. Gleichgewicht zawarł w książce „Widziane z oddali”, Wrocław 1993. Książka powstała na podstawie maszynopisu „Zapisków szpiona pijanicy”.

2019-11-05 13:08

[ TEMATY ]

Wybrane dla Ciebie

Spotkania z Papieżem i świadkami jego życia

2020-05-16 09:21

Czesław Jarmusz

Papieski fotograf Arturo Mari na toruńskim lotnisku

Papieskie dziedzictwo posiada jedną wyjątkową płaszczyznę: otóż wiele osób posiada bezpośrednie doświadczenie spotkania z Ojcem Świętym Janem Pawłem II. Tysiące osób z diecezji uczestniczyło w spotkaniach liturgicznych z Papieżem podczas jego pielgrzymek. Dotyczy to szczególnie jego obecności w Toruniu w 1999 roku, ale nie tylko.

Więcej ...

Kodeń: dziś pogrzeb o. prof. Wacława Hryniewicza OMI

2020-05-30 10:46

kyasarin/pixabay.com

Dziś w południe odbędzie się pogrzeb o. prof. Wacława Hryniewicza OMI - wybitnego polskiego teologa i ekumenisty, zmarłego we wtorek w wieku 83 lat. Po Mszy św. w sanktuarium Matki Bożej Kodeńskiej Królowej Podlasia, zakonnik zostanie pochowany na cmentarzu parafialnym w Kodniu.

Więcej ...

Majówka na Wiśle

2020-05-30 22:27

ks. Wojciech Kania

Nabożeństwo majowe na statku, stało się już sandomierską tradycją i chociaż w tym roku liczba jego uczestników musiała być dostosowana do przepisów epidemicznych, nie zabrakło chętnych. W rejsie po Wiśle wzięli udział duchowni i świeccy, siostry zakonne i klerycy oraz młodzież z Sandomierza i Osieka.

Więcej ...

Reklama

Najpopularniejsze

Nowenna do Ducha Świętego

Wiara

Nowenna do Ducha Świętego

Abp Depo do neoprezbiterów: wchodzicie na drogę zmagań o...

Niedziela Częstochowska

Abp Depo do neoprezbiterów: wchodzicie na drogę zmagań o...

Kraków: nieznany film z bł. Zbigniewem Strzałkowskim,...

Polska

Kraków: nieznany film z bł. Zbigniewem Strzałkowskim,...

Zarządzenia dotyczące programu duszpasterskiego diecezji...

Aspekty

Zarządzenia dotyczące programu duszpasterskiego diecezji...

Miliony od Trzaskowskiego dla byłej agentki

Wiadomości

Miliony od Trzaskowskiego dla byłej agentki

Meksyk: ksiądz w czasie Mszy  św.  odebrał telefon od...

Kościół

Meksyk: ksiądz w czasie Mszy św. odebrał telefon od...

Mama, która przebaczyła

Kościół

Mama, która przebaczyła

Szumowski: dzisiaj lub jutro decyzja ws. zniesienia...

Wiadomości

Szumowski: dzisiaj lub jutro decyzja ws. zniesienia...

Polka zażyła pigułki aborcyjne i urodziła ciężko...

Wiadomości

Polka zażyła pigułki aborcyjne i urodziła ciężko...