Reklama

Turystyka

Podróżnik

Między snem a jawą

Archiwum Jacka Pałkiewicza

Mieszkam trochę w Polsce, ale głównie we Włoszech, nic zatem dziwnego, że uległem wszechpotężnej fascynacji Wenecją. W ciągu pięciu dekad poznałem ją jak mało kto. Bywam tam najchętniej poza sezonem, kiedy ruch turystyczny jest mniej odczuwalny i miasto staje się bardziej autentyczne.

Uwielbiam Wenecję. Już samo to słowo wyzwala w mojej duszy pokłady egzaltacji. Nie znam na świecie słynniejszego miasta, w wyższym stopniu opiewanego przez poetów, bardziej pożądanego przez kochanków, częściej odwiedzanego przez turystów.

Z wielu stron słyszę głosy, że Serenissima, jak ją nazywają Włosi, umiera i jej zagłada jest nieunikniona. Jej zmierzch zapowiadano już w XIX wieku, a potem powtarzano to wielokrotnie. Aż trudno zatem się nadziwić, że jednak wciąż żyje i fascynuje swoją nierealnością.

Zanotowałem sobie kilka charakterystycznych wypowiedzi. Poeta lord Byron, który w hotelu Gran Bretagna nad Canale Grande spędził pięć lat i wiódł życie libertyna, zapowiadał plajtę miasta, opisując z nostalgią ginącą jego chwałę: „Budynki są niszczone, muzyki już nie słychać, dobre dni minęły, pozostał tylko artyzm...”. Podtrzymywał go Guy de Maupassant, który pisał o „charyzmie dumy dawnej świetności, gdzie wszystko wydaje się leżeć w ruinach i w każdej chwili może zatopić się w wodzie, która je podpiera”.

Tomasz Mann, w 1912 r., widział natomiast w Wenecji „...miasto na pół bajkę, na pół turystyczną pułapkę”, a krytyk sztuki John Ruskin w swoim trzytomowym dziele Kamienie Wenecji zachwycał się niepowtarzalnością, ale i kruchością tego fantasmagorycznego miejsca.

Nieskończenie dużo jest natomiast zachwytów. Podobno Anselm Kiefer, jeden z najwybitniejszych malarzy współczesnych, kiedy przyjechał tu po raz pierwszy, usiadł i zapłakał. Miejsce to wydało mu się spełnieniem wszystkich pragnień i marzeń artysty. Wielkim admiratorem miasta na wodzie był też słynny niemiecki filozof Friedrich Nietzsche, który zakochał się w nim i napisał: „Gdy szukam synonimu muzyki, znajduję jedynie słowo «Wenecja»”. W połowie lat 50. ubiegłego wieku amerykański pisarz Truman Capote zauważył: „Być w Wenecji to jakby zjeść całe pudełko czekoladek z likierem naraz”. Zachwyt nad nim wyrażali także Jean-Jacques Rousseau i Francesco Petrarka. Z kolei powieściopisarz Herman Melville podobno skonstatował: „Wolę być w Wenecji w jeden deszczowy dzień niż w pogodny w każdej innej stolicy”. Natchnienie czerpali tu: Ryszard Wagner, Wolfgang Amadeusz Mozart, Georg Friedrich Händel, a z Polaków – Maria Konopnicka, Stanisław Wyspiański, Stefan Żeromski czy Józef Ignacy Kraszewski. Coś w tym rzeczywiście musi być.

Reklama

Kiedy po raz pierwszy znalazłem się na placu św. Marka, byłem zagubiony i przez długi czas nie mogłem się uwolnić od przytłaczającego poczucia, że to nie jest miejsce realne, a pełen sztuki, historii i harmonii teatr na świeżym powietrzu. Wenecja to miasto, gdzie światło i woda przenikają się, tworząc magiczną atmosferę. To coś między snem a jawą, rodzaj pomostu między teraźniejszością a przeszłością.

Prawdziwa natura Serenissimy tkwi w barokowej ornamentyce, efektownych fasadach domów na drewnianych palach, ukwieconych balkonach, urokliwych dachach, bezszelestnie sunących po wodzie eleganckich czarnych gondolach, błyszczących kopułach, strzelających w niebo wieżach kościołów, które ciężkim, smętnym dźwiękiem dzwonów wyznaczają tu czas. Dekadencka magia i nostalgia za czasami świetności tworzą niepowtarzalny nastrój.

Panuje przekonanie, skądinąd słuszne, że nie ma nic lepszego niż zagubić się w weneckich zaułkach. Bywa, że nieraz porzucam rozbrzmiewające gwarem zwiedzających tradycyjne szlaki z ogranym turystyczno-pocztówkowym blichtrem i ruszam w pierwszy lepszy zakamarek, bez wcześniej ustalonego planu. Urokliwa, nadszarpnięta zębem czasu dzielnica Cannaregio ze swoim charakterystycznym klimatem jest wprawdzie uboższa od oderwanego od rzeczywistości centrum, ale zapewnia klimat epoki mojego idola, weneckiego obieżyświata, którym jest Marco Polo. W tej okolicy czas biegnie bardziej ospale, a ludzie żyją tu innym rytmem.

Reklama

Wąziutkie, kręte uliczki, pełne ukrytych zakamarków prowadzą przez opustoszałe przecznice. Wszystko tchnie nieziemskim spokojem. Brak tutaj jakichkolwiek oznak nowoczesności, która zwykle wszystko ujednolica i stępia, tylko stare kamienice ze zniszczonymi fasadami, odrapanymi starymi murami, z łuszczącą się farbą, odpadającym tynkiem, zaciekami wilgoci, pogłębiającą się korozją fundamentów. Niektóre z nich wyglądają, jakby za chwilę miały się rozpaść. Ale ani te usterki, ani unoszący się z wody w niektórych porach roku zapach glonów nie są w stanie odebrać uroku temu hipnotyzującemu, dumnemu ze swojej przeszłości miastu.

Wenecka codzienność to rozwieszone między domami girlandy suszącego się prania, pod którymi gawędzą kobiety z siatkami pełnymi zakupów. A potem znów labirynt zaułków prowadzących nie wiadomo dokąd oraz wszechobecnych marmurowych mostków niedbale zawieszonych nad wąskimi kanałami. Żadnego zgiełku, tylko chlupot wody o mury kamienic.

Dokumenty poświadczają, że Wenecja została założona w 452 r. przez uciekinierów z sąsiedniej Akwilei, którzy postanowili wśród bagien i wysp schronić się przed nękającym upadające Cesarstwo Rzymskie barbarzyńskim najazdem Wizygotów. Na dziesiątkach tysięcy dębowych pali wbitych w lagunę powstało miasto, które od VIII do XVIII wieku było stolicą zasobnej Republiki Weneckiej. Błotnista wyspa przekształciła się w wystawne, zamieszkałe przez patrycjuszy i kupców centrum ze wspaniałymi marmurowymi pałacami i bogato zdobionymi kościołami.

Miasto było związane z Jedwabnym Szlakiem i z nie mniej ważnym bursztynowym, który brał początek w Akwilei i biegł przez Alpy, Dolinę Dunaju, Kotlinę Kłodzką, Opole, Kalisz aż do Bałtyku. Czasem kupcy przemieszczali się drogą wodną, spływając wygodnie i bezpiecznie korytami rzek naszej Wisły i Odry. Znaczącą, w zasadzie końcową faktorią był Pruszcz Gdański, położony w epoce brązu nad brzegiem płytkiego jeziora lagunowego, które gwarantowało łatwy dostęp do Bałtyku. Zalew Wiślany sięgał wówczas aż po dzisiejszy Malbork, pozwalając drogą wodną sprowadzać do Pruszcza worki pełne bursztynu pozyskanego z sambijskiego klifu.

Reklama

Kroniki wspominają, że w 1509 r. Wenecja liczyła 110 tys. mieszkańców. W ciągu ostatnich 70 lat natomiast miasto straciło 120 tys. mieszkańców. Ludzie migrują do pozbawionego historii Mestre bądź do przemysłowej dzielnicy Marghera, gdzie toczy się zwykłe życie. Powodów jest wiele: wysokie koszty utrzymania, niewygodna komunikacja miejska, brak nowoczesnych udogodnień, dające się we znaki bezrobocie czy nieustanne problemy związane z remontem mieszkań. Ludzie ładują meble na łodzie i niczym wysiedleńcy z terenów ogarniętych pożogą przenoszą się na stały ląd. Dla wielu starszych wenecjan przeprowadzka na terra firma – stały ląd to kulturowa tragedia. Młodzież poszukuje normalnego życia, centrów handlowych, fitness klubów, dyskotek czy pizzerii po przystępnych cenach. W gminie mówią, że każdego roku ubywa ok. 1,5 tys. osób.

Pustoszeją domy, zamykane są piekarnie, kioski, bary i sklepiki tytoniowe, a wszystko po to, aby zrobić miejsce dla fast foodów, lodziarni i stoisk z tandetnymi gadżetami. Dzisiaj każdego dnia przebywa w mieście 60 tys. jednodniowych turystów, a zatem więcej niż samych mieszkańców. Miasto podupada i powoli pustoszeje. Właściciele mieszkań żyją z ich sprzedaży bądź z wynajmu, który w historycznym centrum osiąga nieprawdopodobne ceny. Pesymiści prorokują, że jeśli nic się nie zmieni, to za kilkadziesiąt lat ostatni wenecjanin umrze lub przeniesie się na stały ląd.

Trudno mi w to uwierzyć. Trochę wspiera mnie Johann Wolfgang Goethe, który ponad dwa wieki temu dzielił się wrażeniami: „Wszystko, co mnie otacza, jest pełne szlachetności. To wielkie i godne szacunku dzieło kunsztu ludzkiego, wspaniały pomnik, nie monarchy, lecz ludu”. Nawet jeśli komercyjny duch Serenissimy wiotczeje, to jednak jej godna podziwu struktura i charakter ani na chwilę nie przestają egzaltować.

Reporter, eksplorator, odkrywca źródła Amazonki. Autor ponad 30 książek. Uhonorowany przez Benedykta XVI krzyżem Pro Ecclesia et Pontifice (Dla Kościoła i Papieża). www.palkiewicz.com

2021-08-17 13:39

[ TEMATY ]

Wybrane dla Ciebie

Dotknąć historii, dotknąć wiary

BOŻENA SZTAJNER

Od wielowiekowych świątyń, po miliony świec palonych w Fatimie - pobożność nadal jest nieodłączną częścią życia każdego Portugalczyka

Więcej ...

„Jasna Góra 640 lat. Misterium trwania” - jutro spotkanie w Sali Papieskiej

2022-11-28 20:22
Kard. Stefan Wyszyński

pl.wikipedia.org

Kard. Stefan Wyszyński

Siedemdziesiąt lat minie 29 listopada od podania wiadomości o wyniesieniu przez papieża Piusa XII prymasa Polski abp. Stefana Wyszyńskiego do godności kardynała w 1952 r. Ten dzień został wybrany na spotkanie pt. „Jasna Góra 640 lat. Misterium trwania”. Rozpocznie się ono we wtorek o godz. 18.30 w Sali Papieskiej na Jasnej Górze.

Więcej ...

Papież Franciszek: aborcja jest zbrodnią

2022-11-28 17:27

Grzegorz Gałązka

Aborcja jest zbrodnią; czy słuszne jest wynajęcie płatnego zabójcy, by rozwiązać problem? - oświadczył papież Franciszek w wywiadzie dla pisma "America", wydawanego przez jezuitów w USA. Dodał też, że Kościół nie może czynić z aborcji kwestii "politycznej" i musi zachować podejście duszpasterskie.

Więcej ...

Reklama

Najpopularniejsze

Ks. Studnicki: nie można ukarać nieżyjącego już...

Kościół

Ks. Studnicki: nie można ukarać nieżyjącego już...

Sto czterdzieści jeden

Niedziela Częstochowska

Sto czterdzieści jeden

Papież Franciszek o kapłaństwie kobiet: nie ma na to...

Papież Franciszek o kapłaństwie kobiet: nie ma na to...

Św. Jakub z Marchii

Święci i błogosławieni

Św. Jakub z Marchii

Bachledówka: górale pożegnali ojca Stanisława Jarosza,...

Kościół

Bachledówka: górale pożegnali ojca Stanisława Jarosza,...

Nowy sługa Boży – br. Kalikst Kłoczko

Polska

Nowy sługa Boży – br. Kalikst Kłoczko

MŚ 2022 - skandynawskie media: szalony Szczęsny i łzy...

Sport

MŚ 2022 - skandynawskie media: szalony Szczęsny i łzy...

Dwa paradoksy Adwentu

Rok liturgiczny

Dwa paradoksy Adwentu

Niech nas nauczy dróg swoich, byśmy kroczyli Jego...

Rok liturgiczny

Niech nas nauczy dróg swoich, byśmy kroczyli Jego...