Reklama

Niedziela w Warszawie

Serce przekroczy każdą granicę

Kolejka głodnych nie miała końca. Zdjęcie zrobił Krzysztof Jabłoński, który pojechał na Ukrainę razem z ks. Michałem

Krzysztof Jabłoński

Kolejka głodnych nie miała końca. Zdjęcie zrobił Krzysztof Jabłoński, który pojechał na Ukrainę razem z ks. Michałem

– To był Boży impuls i prowadzenie – tak o swojej decyzji i wyprawie do Lwowa opowiada ks. Michał Jarmuszewski. Prosi, by każdy pomagał uchodźcom tak jak może – modlitwą, indywidualnym czynem, zbiorową inicjatywą. Wraz z kolegą nakarmili tysiące głodnych uciekinierów.

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Z pomysłodawcą akcji spotykam się w kancelarii parafialnej kościoła Dzieciątka Jezus w zimny, piątkowy wieczór kilka dni po wyprawie na Ukrainę.

– Tak, jest chłodno – przyznaje ks. Michał. – Ale to nic, w porównaniu z tym, jak zimno było we Lwowie. A ci ludzie tam czekali, na dworcu, na przejściach granicznych, wyczerpani wielodniową wędrówką.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Misja: pomoc

Zbrojna napaść na wschodniego sąsiada jednych sparaliżowała strachem, innych wyzwoliła z pandemicznego marazmu i skłoniła do działania. Ks. Michał nie miał wątpliwości, co zrobi. Natychmiast postanowił zgłosić się do sztabu gminnego pomocy humanitarnej w Piasecznie, skąd pochodzi. Pierwotny plan zakładał, że jako kierowca pojedzie na jedną z granic polsko-ukraińskich, by przewieźć kilka osób w głąb Polski. Ostatecznie, przypadła mu inna rola.

– Z moim kolegą Krzysztofem Jabłońskim – który mieszka w Chynowie, jest mężem i ojcem trójki dzieci – doszliśmy do wniosku, że chcemy pomóc – wspomina kapłan.

W niedzielę ogłosił zbiórkę żywności w parafii, w której posługuje od sierpnia 2021 r. jako wikariusz. Szczególnie zależało mu na słodyczach.

– Chcieliśmy dotrzeć i do młodszych i do starszych, ale bardzo zależało nam na dzieciach. Uważaliśmy, że coś słodkiego jest szczególnie dobre nie tylko jako zaspokojenie wartości biologicznych, potrzeby cukru, ale zawsze daje to wiele radości – reasumuje.

Łańcuch dobrej woli

Reklama

Zbiórka w parafii Dzieciątka Jezus trwała 4 dni. Wierni wykazali się ogromną ofiarnością, co dało się przeliczyć na ok. 40 kartonów dużych rozmiarów, zawierających ponad 150 kg słodyczy. Łakocie zebrali też mieszkańcy Piaseczna i osoby związane z Centrum Sportu Raszyn, z tego względu, że ks. Michał posługiwał wcześniej jako wikariusz w parafii św. Szczepana w tej miejscowości. Inicjatywę wsparli również prywatni znajomi.

– Ludzie naprawdę są bardzo ofiarni i gotowi nieść pomoc. Jedno słowo i ta akcja ruszyła jak machina – zauważa.

Oczywiście inicjatorzy nie poprzestali tylko na słodyczach, ale postanowili zorganizować ciepłe posiłki. Przygotowali 500 litrów zupy: barszcz ukraiński, grochówkę, kapuśniak, zalewajkę. Był jeszcze bigos i ok. 1000 naleśników, które usmażyły panie pochodzące z Ukrainy – mieszkanki Chynowa, pracujące m.in. w gastronomii. Kiedy dowiedziały się o akcji pomocowej, ugotowały też barszcz. Mnóstwo osób zaangażowało się w sferę kulinarną: przyjaciele pana Krzysztofa i jego żona. Brakowało już tylko łyżek i talerzy. Lecz tu znowu nastąpił korzystny zbieg okoliczności, gdy okazało się, że jedna z osób należąca do Wspólnoty Mamre akurat powadzi firmę produkującą plastikowe sztućce i naczynia. Warto dodać, że również żoliborscy parafianie przynosili te rzeczy. W ostatecznym rozrachunku część naczyń wróciła do Polski.

– Zabrakło nam prowiantu. Choć było go bardzo dużo, rzeczywistość unaoczniła, że potrzeby są jeszcze większe – dzieli się refleksją ks. Michał.

W drogę!

Wszystkiego było tyle, że ks. Michał w czwartek musiał partiami przywozić do Piaseczna efekty zbiórki. Całość spakowali do kampera pana Krzysztofa. Dojechali do Chynowa, zebrali resztę ciepłych posiłków i garnków ponad 100-litrowych.

Reklama

– Pojechaliśmy też do restauracji w jednym z chynowskich hoteli, która ofiarowała 100 litrów grochówki, a do tego jeszcze ogromne, drewniane chochle, co było nam potrzebne do mieszania bigosu w wielkim garnku.

Wreszcie mogli wyruszyć. Do momentu wyjazdu z Chynowa zastanawiali się, obserwując wydarzenia w mediach, jaki kierunek powinni obrać – gdzie są największe potrzeby? Wiedzieli, że najbardziej obleganym przejściem granicznym jest Medyka, ale wiedzieli również, że tam jedzenia nie brakuje. Dlatego postanowili udać się do Hrebennego. Od początku ich celem było działanie po stronie ukraińskiej, gdzie zziębnięci uchodźcy nie jedli często przez wiele dni. W wybranym punkcie zatrzymali się w piątek, po godz. 23. Było ciemno, przenikliwie zimno i… bezludnie. Okazało się, że wszyscy uciekinierzy zdążyli przejść w ciągu dnia na stronę polską. Nie było sensu tracić czasu. Półtorej godziny później byli już we Lwowie.

U celu

Reklama

W drodze wielokrotnie pomagały im plakietki Caritasu otrzymane w parafii. Bo choć nie byli bezpośrednio w strefie działań wojennych, ocierali się o realne niebezpieczeństwo – tym bardziej, że tę trasę pokonywali po raz pierwszy. Jadąc do celu wskazanego przez ukraińskich strażników granicznych, widzieli ściskające gardło sceny: barykady i ludzi grzejących się przy koksownikach. Kiedy dotarli do największego dworca kolejowego we Lwowie zobaczyli namioty Polskiego Czerwonego Krzyża i Ukraińskiego Czerwonego Krzyża oraz mnóstwo pracujących na miejscu wolontariuszy. Od wielu dni, setki głodnych, wyczerpanych ludzi, mogło liczyć tylko na kawę, herbatę, kanapki i ewentualnie pączki przekazane przez jedną z lwowskich cukierni. Dzięki Polakom wreszcie zjedli gorący posiłek.

– Mieliśmy butle gazowe i duże wojskowe palniki pożyczone przez Krzysztofa – relacjonuje ks. Michał.

Wydawanie gorących posiłków zaczęli o 2 w nocy z piątku na sobotę. Do godz. 6 nad ranem podchodziły do nich głównie młode kobiety z dziećmi i seniorzy.

Nie zapomnę

Ks. Michał najmocniej zapamiętał uśmiech pięciolatka, który otrzymał paczkę cukierków M&M’s. Zmarznięty malec promieniał tak, jakby dostał najpiękniejszy prezent swojego życia.

– Doszliśmy z kolegą do wniosku, że będziemy mówić skąd jesteśmy, aby przychodzące do nas osoby wiedziały, że pomoc płynie z różnych zakątków świata – stwierdza. – Mama dziecka nie mogła uwierzyć, że przebyliśmy taki szmat drogi tylko po to, żeby ich nakarmić.

Inna scena. Kobieta około 40-letnia chwyta plastikowe naczynko z barszczem ukraińskim.

– Ten barszcz był po prostu wrzący! – ocenia ks. Michał. – Miska paliła w ręce. A ta kobieta była tak głodna, że 350 ml zupy zjadła w pół minuty. Byliśmy w szoku, choć wiedzieliśmy, że ci ludzie przez kilka dni nie jedli nic.

Od 6 rano do południa napływały nieprzebrane rzesze głodnych osób marzących o gorącej strawie. Najgorszym momentem był ten, w którym mężczyźni wydali ostatnią miskę parującej na mrozie zalewajki.

– Widziałem sznur ludzi. Ale my nie mieliśmy już nic – mówi z drżeniem w głosie ks. Michał.

Jeśli tylko Bóg pozwoli, a konflikt nie odetnie ciągów komunikacyjnych, zarówno Krzysztof Jabłoński, jak i ks. Michał wrócą na Ukrainę, by pomagać uchodźcom. Mają nowy plan.

Podziel się:

Oceń:

2022-03-29 12:29

[ TEMATY ]

Wybrane dla Ciebie

Inicjatywy pomocowe w archidiecezji gdańskiej

/Niedziela ks. Wojciech Kania

Wobec bezprecedensowej agresji Rosji na Ukrainę w archidiecezji gdańskiej rodzą się konkretne inicjatywy, które mają na celu pomoc uchodźcom wojennym coraz liczniej przybywającym do Polski. Poniżej przedstawiamy m.in. lokalizację punktów pomocowych oraz miejsca zbiórki żywności i artykułów pierwszej potrzeby.

Więcej ...

Odmawiam różaniec, ale myślę o wszystkim oprócz różańca

2026-10-05 20:45
W odmawianiu Różańca jest nasza siła

Karol Porwich/Niedziela

W odmawianiu Różańca jest nasza siła

Przy pierwszym „Zdrowaś Maryjo” jeszcze wiemy, po co się modlimy. Przy drugim przypominamy sobie, że mieliśmy odpisać na wiadomość. Przy trzecim myślimy o jutrze. Przy czwartym wraca rozmowa sprzed kilku dni. Przy piątym zastanawiamy się, czy o czymś ważnym nie zapomnieliśmy. I nagle orientujemy się, że właśnie skończyliśmy dziesiątkę. Chyba wielu z nas zna ten moment.

Więcej ...

Krótka historia Seminarium Duchownego Kościoła częstochowskiego

2026-10-07 13:41
Seminarium na tle Wawelu

album „WSD Archidiecezji Częstochowskiej 1926 – 1991 – 2001”

Seminarium na tle Wawelu

„Tegoż dnia grupki młodzieńców pełnych życia i marzeń o przyszłej błogosławionej dla Chrystusa pracy pukały do furty gościnnego klasztoru. Nie znali się dotąd wzajemnie, bo każdy prawie z innych przybywał stron, ale poznali się i pokochali jak bracia od pierwszej chwili – bo jeden złączył ich cel” – wspominał 100 lat temu kleryk Jan Placek.

Więcej ...

Reklama

Najpopularniejsze

Komunikat diecezji warszawsko-praskiej: Liturgię Wigilii...

Kościół

Komunikat diecezji warszawsko-praskiej: Liturgię Wigilii...

Atak nożownika w szkole w Ostrołęce. Co najmniej siedem...

Wiadomości

Atak nożownika w szkole w Ostrołęce. Co najmniej siedem...

Czujesz, że Bóg milczy? Pamiętaj o tej tajemnicy...

Wiara

Czujesz, że Bóg milczy? Pamiętaj o tej tajemnicy...

Oświadczenie biskupa bielsko-żywieckiego Romana Pindla po...

Kościół

Oświadczenie biskupa bielsko-żywieckiego Romana Pindla po...

Wiemy już, ilu zgłosiło się kandydatów do kapłaństwa...

Kościół

Wiemy już, ilu zgłosiło się kandydatów do kapłaństwa...

Kolejne dzwony kościelne będą musiały zamilknąć? W...

Kościół

Kolejne dzwony kościelne będą musiały zamilknąć? W...

Malował obrazy szatana. Po śmierci klinicznej nawrócił...

Wiara

Malował obrazy szatana. Po śmierci klinicznej nawrócił...

Po Mszy ustawili się przy trumnie. Tak Wałbrzych...

Niedziela Świdnicka

Po Mszy ustawili się przy trumnie. Tak Wałbrzych...

Biskup spotkał się z parafianami. Potem agresywny tłum...

Kościół

Biskup spotkał się z parafianami. Potem agresywny tłum...