Reklama

Wiadomości

Śmiertelnie poważnie?

Krzysztof Jaroszyński

pl.wikipedoa.org

Krzysztof Jaroszyński

Rozśmiesza publiczność, ale prywatnie do życia, do wiary i do ludzi podchodzi bardzo poważnie. Czasami z lekką ironią, ale... zawsze na serio! O swoich przemyśleniach na temat wiary w Boga, wiary w człowieka oraz istniejącego świata opowiada satyryk Krzysztof Jaroszyński.

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Aneta Nawrot: Wiara to...

Krzysztof Jaroszyński: Dla dziecka wiara, religia i Kościół to jest to samo. Dopiero gdy dojrzeje, spostrzega, że wiara to stan ducha, religia to nauka, a Kościół to instytucja.

Zacznijmy od Boga.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Wolę zacząć od religii, czyli chronologicznie. Pochodzę z rodziny katolickiej i w takiej wierze zostałem wychowany. Moja pierwsza parafia – w Warszawie, św. Józefa na Kole. Potem św. Zygmunta na Bielanach... Jestem człowiekiem, który wychowywał się w czasach, kiedy wszyscy – a na pewno zdecydowana większość – chodzili na religię i nikt nie miał z tym problemów. Religia była nauczana nie w szkole, a w salce katechetycznej. Po lekcjach w szkole chodziło się na następną lekcję – do kościoła. I muszę przyznać, że to nie była tylko nauka o Bogu czy Kościele, ale przy okazji kwitło życie towarzyskie... Nikt z nas tak od razu po lekcji religii nie wracał do domu. Po drodze były podwórko czy wizyta u kolegi... Ale z tych zajęć, obok – jak podkreślam – nauki o Bogu i świętych, wyniosłem zamiłowanie do geografii.

Geografii?

Reklama

Tak. Kiedy uczono nas o żywotach świętych, to pojawiała się zawsze mapa i prowadzący religię pokazywał na niej, gdzie to, o czym mówi, się działo. To bardzo pobudzało moją wyobraźnię. A przede wszystkim dowiadywałem się, gdzie te miejsca, o których nie mówiło się w szkole, w ogóle się znajdują. Jak do nich ewentualnie można by było dojechać... Z tych lekcji dowiedziałem się np., gdzie znajduje się Częstochowa (śmiech). No i tak to było... A potem Pierwsza Komunia św., bierzmowanie... Każdy uważał, że tak właśnie ma być.

Mówi Pan o czasach szkolnych, a co z Pańską wiarą działo się później?

Muszę się przyznać, że ja w ogóle nie jestem jakimś fanatykiem religijnym, ale wiara jest mi nadal bliska. Fascynuję się też taką – nazwałbym to – różnorodnością katolickich zwyczajów.

To znaczy?

Na przykład w Ameryce Południowej – co widziałem w tamtejszych kościołach – figury świętych ubierane są w prawdziwe ubrania. Z epoki, ale jednak włókiennictwo... To, w moim odczuciu, jest bliższe człowiekowi. Detal, ale ciekawy.

Wracając do pytania. Po maturze to się tak trochę mniej myśli o religii. Młodemu człowiekowi wówczas są w głowie raczej rzeczy doczesne, a nie rozmyślanie nad niematerialną formą bytu... Z tym że z perspektywy lat śmiało mogę powiedzieć, iż wraz z wiekiem przychodzą refleksje. Kiedy człowiek zaczyna już wchodzić w taki okres – delikatnie mówiąc – „podsumowań”, czyli późno, wtedy zaczyna zdawać sobie sprawę, że wiara to nie tylko wiara w Boga, ale też w ludzi, w otaczający świat... I patrzy na to, analizuje sobie to z pozycji człowieka mającego już bagaż doświadczeń.

I...

Reklama

...pojawia się szereg refleksji, przemyśleń. Coraz więcej pytań. Na przykład, czy będę żałował odejścia z tego świata – ze świata, który mnie obecnie otacza. Kocham życie. Jest to wielki dar, ale obecne czasy, te, w których przyszło mi żyć... Zastanawiam się, czy ja tutaj pasuję. I łapię się na tym, że zaczynam tych czasów i postępowań ludzkich nie rozumieć. Liczą się komputer, elektronika, a nie wzajemne międzyludzkie relacje. Liczą się bardziej „przyjaciele z FB” niż prawdziwi, w realu. Liczy się „kasa”, a nie bezinteresowna przyjaźń. Nie chodzi mi o obrażanie się na rzeczywistość i czasy, bo komputery, telefony bardzo pomagają w życiu, ale one nie powinny zastępować tego prawdziwego życia, tych normalnych międzyludzkich relacji. Nasuwają mi się takie właśnie refleksje i pytania, na które nie mam odpowiedzi...

Czy to oznacza, że teraz częściej myśli Pan o śmierci?

Śmierć jest częścią życia i czy chcemy, czy nie, musimy się z nią oswajać, coraz częściej ocierając się o nią... Kiedy odchodzi ktoś bardzo bliski... W ubiegłym roku, nagle, musiałem się pożegnać z moją żoną Elą – niewyobrażalny ból, rozpacz. Do tej pory nie mogę się pogodzić z tym, co się stało. Słyszałem: „to minie”, „kwestia czasu”, „to złagodnieje”... Ale to nie jest prawda. Ból i pustka nie łagodnieją, tylko przybierają inną formę. Swego rodzaju nicości. Wiele razy już łapałem się na tym, że jak się wydarzało w moim życiu coś ważnego, ciekawego czy trudnego – chciałem się tymi przeżyciami podzielić z Elą. Chciałem do niej zadzwonić, opowiedzieć jej, poradzić się... I kiedy już sięgałem po telefon, to zderzałem się z rzeczywistością: nie mogę zadzwonić, ona nie odbierze. Nie doradzi. Nie porozmawiamy. Myślę, że taki stan będzie trwał już zawsze i żaden czas nie sprawi, że będzie lżej, a boję się, że będzie ciężej.

Myślał Pan kiedyś o swoim odejściu?

Chyba każdy kiedyś, mniej lub więcej, o tym myśli. Ale aby nie było tak „śmiertelnie poważnie”, to opowiem o jednym takim zdarzeniu w Wiecznym Mieście – w Rzymie, w Poliklinice Gemelli, gdzie leczeni są m.in. papieże. Jakiś czas temu zostałem zaproszony do Rzymu na ślub. Szczerze powiem, że bardzo starannie przygotowywałem się do tej uroczystości. Miałem na sobie elegancki, nowo kupiony, firmowy garnitur, płaszcz od światowej firmy (podobno nawet diabeł się tam ubiera, więc jest uznana w środowisku)... W trakcie wesela wznosimy toast szampanem za szczęście państwa młodych, wszyscy się cieszą, ogólnie jest bardzo miło, a ja czuję, że coś się ze mną dzieje niedobrego... Mój organizm przestaje mnie słuchać, robi mi się słabo. Jeden ze znajomych zobaczył, że ze mną jest coś nie tak, i zapytał, czy wezwać karetkę. Czułem się tak strasznie źle, że poprosiłem, aby to zrobił. Pogotowie przyjechało bardzo szybko i zabrano mnie do wspomnianej już wcześniej Polikliniki Gemelli. Byłem przekonany, że jak tam leczą papieży, to będzie wręcz wzorowo... Znalazłem się w wielkiej sali pełnej oddzielonych firankami boksów. Zajął się mną chyba student lub stażysta o nieco „przydymionej” karnacji. Położono mnie w jednym z tych boksów i po chwili zauważyłem, że ten medyk, pod którego opieką byłem, stoi, patrzy w moim kierunku i coś pod nosem powtarza. Byłem przekonany, że się modli. Nie przeszkadzałem mu. Po dłuższej chwili jednak zacząłem się wsłuchiwać w to, co mówi, i zorientowałem się, że on – bardzo niewyraźnie – wymienia moje imię i nazwisko. Cały czas, w kółko... Podniosłem rękę na potwierdzenie tego, że rozumiem. Poinformował mnie, że mam gigantycznie wysokie ciśnienie. Zaaplikowano mi leki „na zbicie”, podpięto mnie do monitorów i kazano spokojnie leżeć. Zastosowałem się do zaleceń. Starałem się być spokojny, ale w pewnym momencie zauważyłem, że do innego boksu wchodzi kobieta. Widziałem ją jedynie z tyłu. Była ubrana w czarną pelerynę, na plecach i ramionach miała ogromny srebrny krzyż. Nie wiem, czy to pod wpływem leków, ale miałem wrażenie, że do boksu pacjentki wchodzi... śmierć! Nawet zrobiłem jej zdjęcie... Tym bardziej się w tym przypuszczeniu upewniłem, gdy zasłoniła firankę, by być z ofiarą sam na sam... Po jakimś czasie ocknąłem się i zobaczyłem nad sobą twarz medyka. Poinformował mnie, że wszystko ze mną jest już OK i mogę opuścić szpital. Wstałem i zacząłem szukać wyjścia. Poliklinika Gemelli jest ogromna. Można w niej zabłądzić. No i błądziłem. W końcu znalazłem wyjście. Lało wówczas strasznie. Szedłem tak w tych nowych ciuchach, które przestały już prezentować się elegancko... Zatrzymałem taksówkę i poprosiłem o zawiezienie mnie na lotnisko. Chciałem jak najszybciej znaleźć się we własnym domu. Czułem, że będę tam bezpieczny... W końcu uznałem, że to wtargnięcie śmierci do sali szpitalnej to był jedynie omam wzrokowy. Tylko że... ja mam JEJ zdjęcie w telefonie! Mieć na fotografii panią śmierć z Polikliniki Gemelli to chyba maksimum doznań z Rzymu.

I to chyba tyle!

Krzysztof Jaroszyński Pisarz, reżyser, scenarzysta, producent. Jako młody satyryk współpracował m.in. z Janem Pietrzakiem, Marcinem Wolskim. Członek Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. W swoim dorobku ma kilka sztuk teatralnych oraz książek, m.in.: Brzyd oraz inne fakty, Półprzewodnik po Polsce.

Podziel się:

Oceń:

2025-11-10 13:58

[ TEMATY ]

Wybrane dla Ciebie

Chwile zapisane na płótnie

Ewa Dyakowska/fot.. Marcin Konik-Korn

Obrazy Ewy Dyakowskiej-Berbeki wchodzą w głąb, przenoszą człowieka w inną przestrzeń, nie tylko estetyczną. Ich tematem są m.in. Madonny, często pojawia się motyw gór i zdobywców szczytów.

Więcej ...

Oświadczenie archidiecezji krakowskiej: redaktor Szymon Piegza mija się z prawdą

2026-06-03 10:00

diecezja.pl/Archidiecezja Krakowska

Publikujemy wspólne oświadczenie rzecznika prasowego Archidiecezji Krakowskiej oraz dyrektora Archiwum Kurii Metropolitalnej w Krakowie.

Więcej ...

Największy skarb Kościoła

2026-06-04 17:31

Paweł Wysoki

W uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa ulicami centrum Lublina przeszła procesja eucharystyczna.

Więcej ...

Reklama

Najpopularniejsze

Kto wystąpi na koncercie „Jednego Serca, Jednego...

W wolnej chwili

Kto wystąpi na koncercie „Jednego Serca, Jednego...

Świadectwo Dominiki Chorosińskiej: „Wiara jest...

Wiara

Świadectwo Dominiki Chorosińskiej: „Wiara jest...

Sosnowiec: mężczyzna trzymający noże wtargnął na...

Kościół

Sosnowiec: mężczyzna trzymający noże wtargnął na...

Nowenna do Najświętszego Serca Pana Jezusa

Wiara

Nowenna do Najświętszego Serca Pana Jezusa

Włochy: figura ojca Pio płacze krwią. Sprawę bada...

Kościół

Włochy: figura ojca Pio płacze krwią. Sprawę bada...

Satanistyczny koncert tuż po Bożym Ciele. Diecezjalny...

Kościół

Satanistyczny koncert tuż po Bożym Ciele. Diecezjalny...

W Lublinie dziecko przeżyło aborcję

Wiadomości

W Lublinie dziecko przeżyło aborcję

Szpital w Lublinie wydał oświadczenie ws. dziecka, które...

Wiadomości

Szpital w Lublinie wydał oświadczenie ws. dziecka, które...

Nowenna przed Uroczystością Najświętszego Ciała i Krwi...

Wiara

Nowenna przed Uroczystością Najświętszego Ciała i Krwi...