Kamil Krasowski: Stowarzyszenie Mamre w Cybince obchodzi 3. urodziny. Zaczęło się niepozornie, ale zaczyna się rozrastać.
Ks. Daniel Geppert: Może to był utopijny pomysł na początku, ale wcielony w życie, stał się czymś niezwykłym. Opowiadając o idei, czułem się jak kosmita. Takie były początki Mamre, naznaczone dużą dawką niedowierzania, że ten plan wypali. Sam nie wiem, czy do końca byłem przekonany. Ale to właśnie było to ziarenko, które niczego nie zwiastowało. Na dobrą sprawę można było zamieść pod dywan ten pomysł i niczego nie robić. A jednak stało się inaczej. Temat został pociągnięty, papiery złożone i... nie było odwrotu. Niczego nie żałuję. Każde wydarzenie, które stworzyliśmy, miało swoją wagę. W tym wszystkim nic nie było dziełem przypadku. Pierwsza akcja to sobota pod palmami, czyli dziergamy palmy. Pustostan nabrał życia. Do tego doszły ciasta i tak zaczęło się zbieranie funduszy na realizację pomysłu. Póżniej festyn zorganizowany przez ludzi stojących z boku. A później kolejne działania. I tak się to toczy kolejny rok.
Biblijne Mamre było miejscem spotkania Bożych planów z ludzkimi możliwościami. Jak to się dokonuje w Cybince?
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Reklama
Nie wiem, na ile ten pomysł był Boży, a na ile mój, ale z czasem powstanie stowarzyszenia okazało się być opatrznościowe. Remont kościoła parafialnego wiązał się z logistyką. Gdzie odprawiać Msze św.? Lokal zastępczy nie wypalił. Padło na salkę. Urwanie głowy z tym było. A jednak udało się i znaleźli się ludzie, którzy wsparli nasze działania. Dwa i pół miesiąca codziennej wieczornej pracy pozwoliło nam stworzyć przestrzeń do modlitwy i skupienia. Nawet klimatycznie się zrobiło w tej naszej „stajence”. Ale czekamy na powrót do świątyni.
Całą ideą Mamre było, cytuję: „Rozbicie betonu. Nie tylko w salce, ale w społeczeństwie”. Udało się?
Nie posługujemy się ciężkim sprzętem, ale działamy metodą małych kroków. Wszystko jest dla ludzi bez żadnych ograniczeń. Nie sprawdzamy metryki chrztu, aktów małżeństwa i nie odpytujemy z katechizmu. Każdy może tu znaleźć swoją przestrzeń. Grillowanie na plebanii z roku na rok gromadzi coraz więcej ludzi, którzy przychodzą zasiąść przy ognisku i posiedzieć. Festyny na rozpoczęcie wakacji zapełniają ogród na wiele godzin. Warsztaty też przyciągają ciekawskich, bo ktoś z ludzi ich zaprosił i przyszli. I często zostają na dłużej. Nikt ludzi nie zmusza, żeby porzucili wygodną i stabilną bezczynność, a oni przychodzą. I to im się podoba. Więc chyba coś drgnęło. Najbardziej się cieszę, że pojawiają się ludzie z innej bajki, którym do kościoła nie po drodze. Przyszli, bo usłyszeli o idei, która dla nich jest ważna, bo nikt im nie robi wykładów o kiepskim życiu bez Boga. Oni odkrywają Go na swój sposób.
Jak zapowiadają się Wasze działania w tym roku?
Podejmiemy się zadań, które są stałe w naszym kalendarzu. Na pewno pojawi się kilka nowości, wszystko zależy, czy nasze plany zgrają się z możliwościami finansowymi. Żadne z naszych działań nie jest ograniczone w jakikolwiek sposób. Nie stawiamy wymagań, że uczestnicy mają być tacy czy inni. Jedyną barierą jest chęć przyjścia. A o tym, co będzie się działo, z pewnością będziemy informować.




