Krzysztof Tadej: W czasie transmisji telewizyjnej z Konkursu Chopinowskiego widzowie zobaczyli, że przed wyjściem na scenę przeżegnał się Pan, czyli zrobił Pan znak krzyża...
Piotr Pawlak: To było coś naturalnego. Nie wstydzę się wiary. Dla mnie jest ona bardzo ważna. Wiedziałem, że w kuluarach są kamery, ale nie miało to znaczenia. Znak krzyża lub modlitwa do Boga z prośbą o wsparcie to coś oczywistego. Zawsze czynię tak przed koncertem. W pracy pianisty, w czasie koncertów, dzieje się coś nadzwyczajnego, coś ponad to, co ludzkie. Dlatego zwracam się o wsparcie do Boga, żeby pomógł mi w sięganiu do tego, co mistyczne. W czasie Konkursu Chopinowskiego prosiłem Boga, żeby pokierował mnie dobrą ścieżką. Każdy z pianistów wychodził na scenę Filharmonii Narodowej w Warszawie jedynie na pół godziny. Od tych zaledwie 30 minut mogło zależeć kolejne kilkadziesiąt lat jego życia, to, jak potoczą się jego artystyczne losy. Dlatego prosiłem Boga, żeby mnie prowadził i żebym znalazł się w takim miejscu, jakie dla mnie przeznaczył.
Pomóż w rozwoju naszego portalu




