Choroba jednego z małżonków, powikłana ciąża, utrata dziecka – także ta bardzo wczesna – wchodzą w życie pary nagle i często pozostawiają po sobie ciszę, której nikt nie umie nazwać. W poradni rodzinnej spotykam pary, które przyszły nie po „rozwiązanie problemu”, ale po zrozumienie tego, co się z nimi dzieje. Po nazwanie doświadczenia, które boli, a jednocześnie jest trudne do wypowiedzenia.
Cierpienie, które izoluje
Choroba jednego z małżonków bardzo często zmienia dynamikę relacji. Ten, kto choruje, zmaga się nie tylko z bólem ciała, ale też z lękiem, bezradnością i poczuciem bycia ciężarem. Drugi – z przeciążeniem, odpowiedzialnością i samotnością, której nie wypada głośno nazwać. Wiele par mówi wprost: jesteśmy razem, ale każde z nas cierpi osobno. Z perspektywy pedagoga widać wyraźnie, że brak rozmowy o cierpieniu prowadzi do oddalenia. Małżonkowie często chronią się nawzajem przed bólem – nie mówią, nie pytają, nie proszą. Tymczasem milczenie, choć jest zrozumiałe, potęguje osamotnienie.
Pomóż w rozwoju naszego portalu




