Pani Elżbieta przez dłuższy czas opiekowała się starszą osobą z silną demencją. – Chodziłam do p. Stanisławy z poczucia obowiązku, ale też z duchową radością, że mogę pomóc rodzinie moich znajomych w trudnych dla nich chwilach. Ta opieka nie była dla mnie łatwa. Jednak uśmiech p. Stanisławy i jej wręcz dziecięce zaufanie stanowiły dla mnie największą nagrodę. To był dla mnie bardzo piękny pod względem duchowym czas. Nigdy nie zapomnę wspólnych śpiewów i modlitw z p. Stasią. Bardzo budowała mnie również postawa jej syna, który każdą wolną chwilę poświęcał swojej mamie. Nie scedował całej opieki tylko na mnie. A nasza p. Stasia jakoś czuła, że syn przyjdzie i ciągnęła mnie do okna, aby go powitać uśmiechem i radosnym machaniem ręką. Mówię „nasza p. Stasia”, bo chociaż jej już nie ma między nami, to jej syn stał się praktycznie naszą rodziną. Ponadto pogłębiłam też moją relację z Bogiem. Czytam dużo książek z zakresu duchowości. Pokochałam Filokalię. Wszystkim polecam tę książkę – opowiada p. Elżbieta.
Świadectwo Justyny
Reklama
Justyna jest żoną i matką dwóch chłopców. Pochodzi z mocno dysfunkcyjnej rodziny. Odkąd pamięta, oboje rodzice nadużywali alkoholu w następstwie wcześniejszych problemów, które ich dotykały. Na co dzień była doskonale oswojona z przemocą – zarówno tą fizyczną, jak i emocjonalną. Matka złamała jej nos, kiedy była małą dziewczynką. O problemie wiedzieli wszyscy wokół, ale zamknięte oczy i zatkane uszy innych na przemoc skazywały ją i jej braci na przetrwanie.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
– Gdy rozpoczęłam studia, złapałam trochę wolności. Patrząc wstecz, wiem, że był to niesamowity okres i możliwość poszukiwania Boga. To wtedy zaczęłam czytać słowo Boże. To ono w pewien sposób prowadziło mnie – może inaczej niż dzisiaj tego doświadczam, ale mocno je wtedy odczuwałam. Trochę tęsknię do tego okresu, kiedy mogłam być sam na sam z Bogiem. Pewnie łatwiej też było podejmować decyzje, bo byłam wówczas zależna tylko od siebie – opowiada Justyna.
– Kiedy zaznałam trochę wolności, zaczęły się kolejne trudności i weszłam w bardzo trudne małżeństwo. Na początku wszystko wydawało się bardzo piękne. Mąż pracował przy kościele wraz z rodzicami i była to dla mnie niemal bajka. Niedługo później poznałam jednak prawdę: życie mojego męża było oparte na kłamstwie. Brakowało mu relacji z Bogiem, wszystko opierał na rozchwianych uczuciach i emocjach. Myślę, że ja też nie wiedziałam, jak słuchać głosu Boga, bo nikt mnie tego nie uczył – kontynuuje.
Bliskość Boga
– Z czasem przekonałam się, że nie od razu dostrzegałam to, że Bóg działa wokół mnie, ale uczyłam się Go słuchać. Pokazywał mi różne doświadczenia z przeszłości, kiedy to cały czas był przy mnie, a ja tego nie dostrzegałam. Działało to na mnie terapeutycznie i wiedziałam, że w tych trudnych sytuacjach nie byłam sama. Pewnie wtedy przygotowywał mnie na kolejne doświadczenia, kiedy mój młodszy brat nie poradził sobie z przeżyciami z dzieciństwa i popełnił samobójstwo – dodaje Justyna.
– Podczas rekolekcji mogłam przyłożyć Najświętszy Sakrament do swojego ciała. I wtedy bardzo dużo bólu po stracie brata odeszło. Brat był moim pierwszym „dzieckiem”, którym się zajmowałam, bo tak naprawdę to ja przejęłam rolę mamy nad rodzeństwem i rodzicami, kiedy byli jeszcze razem. To właśnie Bóg pokazywał mi na różne sposoby, jak nauczyłam się słuchać Jego głosu i widzieć, jak On mówi do mnie przez innych ludzi czy sytuacje, które mnie spotykały – podsumowuje Justyna.




