Reklama

Niedziela Przemyska

Kapłan pamięci i sumienia

Niedziela przemyska 19/2026, str. IV

Podczas pobytu w Łańcucie został zapamiętany jako wspaniały nauczyciel, który znał swoich uczniów po imieniu

Starostwo Powiatowe w Łańcucie

Podczas pobytu w Łańcucie został zapamiętany jako wspaniały nauczyciel, który znał swoich uczniów po imieniu

W dawnej Kaplicy Sióstr Boromeuszek w Łańcucie uczniowie opowiedzieli historię ks. dr. Ignacego Koziei – kapłana, który w trudnych czasach potrafił być światłem dla innych.

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

W części budynku zwanej „Zofiówką”, 14 kwietnia odbyło się wyjątkowe spotkanie pt. „Ks. dr Ignacy Kozieja – Światło w ciemności”. Uroczystość była zwieńczeniem działań prowadzonych przez uczniów II Liceum Ogólnokształcącego w Łańcucie, którzy w ramach Ogólnopolskiego Konkursu Historycznego Instytutu Pamięci Narodowej „Silni Polską” przez ostatnie miesiące zgłębiali historię życia i działalności ks. dr. Ignacego Koziei, kapłana, nauczyciela i patrioty związanego z ziemią łańcucką.

Ważna lekcja historii

Podczas spotkania młodzież zaprezentowała efekty swojej pracy, przybliżając historię bohatera projektu, a także działania edukacyjne i inicjatywy zrealizowane w kolejnych etapach konkursu. W programie znalazła się m.in. premiera filmu poświęconego ks. Ignacemu oraz prezentacja działań, które młodzi uczestnicy projektu przygotowali dla lokalnej społeczności.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Wydarzenie zgromadziło liczne grono gości reprezentujących środowiska kościelne, naukowe i samorządowe. Wśród nich znalazł się abp Adam Szal, metropolita przemyski, duchowni archidiecezji przemyskiej, przedstawiciele samorządu, dyrektorzy szkół, nauczyciele oraz społeczność uczniowska. Spotkanie było nie tylko podsumowaniem projektu edukacyjnego, ale przede wszystkim piękną lekcją historii i pamięci, pokazującą, że młode pokolenie z zaangażowaniem odkrywa lokalne dziedzictwo i potrafi opowiadać o nim z pasją.

Skromny kapłan

Reklama

Ksiądz dr Ignacy Kozieja urodził się 5 czerwca 1915 r. w Sokolnikach k. Tarnobrzega. Jego rodzicami byli Wojciech i Maria Furman, ludzie niezwykle pobożni. Od dzieciństwa przyszły ksiądz był związany z głęboką wiarą i przywiązaniem do Kościoła. W tym też kierunku kształtowała się jego osobowość i charakter. Nawet pomagając w gospodarstwie, przy pracy modlił się i śpiewał pieśni kościelne. Równocześnie zauważono, że był niezwykle zdolny, o wrodzonej inteligencji, dlatego zapragnął się kształcić. Zapisano go więc do gimnazjum w Tarnobrzegu. Do szkoły uczęszczał codziennie z Sokolnik, pokonując pieszo w jedną stronę ok. 20 km. Ponadto musiał się uczyć także w domu. Trudne warunki nadwyrężyły jego dziecięce siły, co było początkiem postępującej choroby gośćcowej, z którą musiał się zmagać przez całe swoje życie.

Jednak dzięki wytrwałości i uporowi pokonał trudności, zdał maturę i w 1935 r. został przyjęty do Seminarium Duchownego w Przemyślu, które ukończył w przyśpieszonym trybie 10 września 1939 r. Następnie został skierowany do pracy w Niżankowicach, tuż za obecną naszą granicą. Pracował również w parafii w Sokołowie Dobromilskim, gdzie wyróżniał się wielką gorliwością oraz odwagą w głoszeniu słowa Bożego. Przyczyniał się także do łagodzenia napięć narodowościowych.

Następnie, decyzją Kurii Biskupiej, kapłan został skierowany do pracy w Łańcucie, w Parafii św. Stanisława Biskupa, która wówczas jako jedyna obejmowała całe miasto oraz kilka okolicznych wiosek. Został tam bardzo serdecznie przyjęty zarówno przez proboszcza, jak i parafian, co być może sprawiło, że całe swoje życie poświęcił służbie wiernym. Posługiwał jako katecheta młodzieży szkół średnich, kapelan sióstr boromeuszek, a pod koniec życia także jako kapelan w schronisku dla nieletnich, gdzie pracował z trudną młodzieżą. Był również cenionym kaznodzieją i spowiednikiem.

Reklama

Podczas pobytu w Łańcucie był uznawany za wielki autorytet moralny i duchowy, ciesząc się ogromną sympatią oraz szacunkiem młodzieży i wszystkich mieszkańców miasta. Przyszło mu jednak żyć i pracować w wyjątkowo trudnych czasach historycznych – po okupacji niemieckiej nastał okres zniewolenia radzieckiego. Krzyż i religia zostały usunięte ze szkół, dlatego ks. Kozieja musiał wykazywać się szczególnym patriotyzmem i zaangażowaniem w walkę o sumienia młodzieży. Młodzi ludzie byli wychowywani w duchu wartości chrześcijańskich w domu i Kościele, natomiast w szkole często spotykali się z laickim podejściem, niezależnie od osobistych przekonań nauczycieli. Ksiądz Kozieja, podobnie jak wielu innych kapłanów, potrafił jednak tak kształtować charaktery młodych ludzi, że niemal cała młodzież – z nielicznymi wyjątkami – wzrastała w duchu przykazań Bożych oraz nauki Kościoła.

Był wielkim autorytetem

Uwielbiany przez młodzież był nie tylko nauczycielem religii, ale także ostoją w każdej potrzebie. Nikogo nie potępiał, lecz z wielką miłością i oddaniem traktował każdego, kogo spotkał na drodze swojego życia.

Znał swoich uczniów doskonale i zwracał się do każdego po imieniu. Miał znakomitą pamięć – nawet po kilkunastu latach pamiętał ich imiona, miejsca w ławkach, przydomki oraz to, czym się wyróżniali. Unikał ocen niedostatecznych, by nie zniechęcać podopiecznych; częściej stawiał minusy, które można było poprawić, zamieniając je na plusy. Jego słowa, jak choćby: „Józiu, mam ci za wielki minus”, działały bardziej mobilizująco niż nagany ze strony nauczycieli świeckich.

Reklama

Uczniów wyróżniających się nagradzał na zakończenie roku szkolnego wartościową książką, kupowaną z własnych, skromnych środków. Był to cenny dar, z którego obdarowani byli bardzo dumni. Mimo ogromnej i wszechstronnej wiedzy pozostawał człowiekiem skromnym, pozbawionym wyniosłości, a przy tym obdarzonym dużym poczuciem humoru. Wiele radości wśród młodzieży budziły jego życzliwe i żartobliwe powiedzenia, gdy zwracając się do dziewczyny mówił: „Siadaj, chłopcze” albo: „Kaziu, ty bisurmanie”. Lub pytał, jak podzielono miasto Nicea pomiędzy Włochy i Francję. Oczywiście nikt nie wiedział. Wówczas wychowawca po pierwszym członie „Nic” stawiał pionową kreskę i wychodziło, że Włochy dostały nic, a Francja EA urbis, czyli całe miasto.

Dlatego wszyscy na lekcjach religii starali się jak najlepiej przygotowywać, ponieważ brak przygotowania byłby traktowany jako duży nietakt. Ukochany wychowawca mógłby się wówczas zasmucić, czego nikt nie chciał, gdyż był on nie tylko nauczycielem, lecz także najlepszym opiekunem i przyjacielem, często wstawiającym się za uczniami u znajomych profesorów. Cieszył się powszechnym szacunkiem i uznaniem, także ze strony przedstawicieli aparatu państwowego.

Wybitny kaznodzieja

Pomimo postępującej choroby i licznych obowiązków znajdował czas na własne dokształcanie. W 1952 r. uzyskał tytuł magistra teologii, a dwa lata później – w bardzo szybkim tempie – stopień doktora.

Był znany jako znakomity mówca, obdarzony przez Boga darem pięknego słowa, którym wiernie służył ludowi Bożemu i którego nie zmarnował. W całej okolicy cieszył się opinią wybitnego kaznodziei i rekolekcjonisty. Jego kazania nie miały charakteru surowych napomnień czy straszenia, lecz poprzez poruszające słowa skłaniały ludzi do szczerego wyznania win, nierzadko ze łzami skruchy.

Reklama

Nawet gdy z powodu choroby nie mógł już chodzić, wspierany udawał się do konfesjonału. Tam najpierw modlił się do Ducha Świętego, a następnie spędzał długie godziny na spowiadaniu wiernych. Często zdarzało się, że podczas gdy przy innych konfesjonałach panowała cisza, u niego tworzyły się długie kolejki, które niekiedy byli zmuszeni przejmować inni księża.

„Proboszcz z Łańcuta”

Był człowiekiem nie tylko wielkiego serca, lecz także rozległej i wszechstronnej wiedzy, którą ujawniał zarówno w mowie, jak i w piśmie. Całe życie pozostawał jednak niezwykle skromny – nie zgadzał się nawet na wykonywanie swoich zdjęć, dlatego dziś trudno znaleźć jego fotografię.

Podczas pobytu w Łańcucie był związany z Zakonem Sióstr Boromeuszek. Jako kapelan zajmował niewielki pokój, żyjąc niemal jak asceta. Wyposażenie stanowiły jedynie stół, łóżko, duży krzyż, biurko oraz parawan oddzielający część z przyborami toaletowymi. W tym skromnym pomieszczeniu modlił się, często także w nocy. Tam również pisał, czytał i pracował. Ze względu na chorobę rzadko wychodził. Okno jego pokoju wychodziło na Kaplicę Matki Bożej Szkaplerznej w łańcuckiej farze, a słońce nigdy nie zaglądało do wnętrza. Na bocznej nawie, niemal naprzeciw jego okna, umieszczono pamiątkową tablicę jako wyraz wdzięczności za jego pracę duszpasterską i nauczanie. Jeszcze za życia, mimo że nie zabiegał o zaszczyty, nazywany był „proboszczem z Łańcuta”, ponieważ w rzeczywistości pełnił rolę duchowego opiekuna parafii.

Reklama

Pod koniec życia, gdy był już ciężko chory i przebywał w szpitalu, pozostawał dla innych chorych źródłem otuchy i pocieszenia, szczególnie dla tych, którzy obawiali się śmierci. O swoim odejściu mówił z wielką wiarą i nadzieją: „Pan Bóg wie najlepiej, kiedy ma mnie zabrać do siebie”.

Dnia 28 września 1983 r. zakończył swoją ziemską wędrówkę. Zmarł w ukochanym Łańcucie i tutaj też został pochowany w grobowcu księży proboszczów na łańcuckim cmentarzu. W pogrzebie uczestniczyli bp Bolesław Taborski, ponad sto księży, liczne siostry zakonne oraz rzesze parafian mieszkających w kraju i za granicą – wszyscy ci, którym poświęcił całe swoje życie jako człowiek i kapłan.

W pamięci mieszkańców Łańcuta i okolic pozostał jako kapłan wielki swoją posługą, a zarazem niezwykle skromny człowiek o rzadkiej pobożności, pokorze i świętości życia.

Podziel się:

Oceń:

2026-05-05 14:38

[ TEMATY ]

Wybrane dla Ciebie

Dworzec błogosławionych

Niedziela przemyska 38/2023, str. IV

Mural przedstawiający rodzinę Ulmów

Ks. Andrzej Bienia

Mural przedstawiający rodzinę Ulmów

Dworzec kolejowy w Łańcucie otrzymał imię Rodziny Ulmów. Z tej okazji odsłonięto pamiątkową tablicę, a na jednej ze ścian budynku powstał specjalny mural przedstawiający Wiktorię, Józefa oraz ich dzieci.

Więcej ...

OSP z Niepokalanowa. Tu wszyscy strażacy są... zakonnikami

2026-08-20 16:30
Ojciec Wiesław Koc OFMConv, strażak i kapelan strażaków w Teresinie

Łukasz Brodzik

Ojciec Wiesław Koc OFMConv, strażak i kapelan strażaków w Teresinie

Gdy zadzwoni alarm, zrzucają habity i przebierają się w strażackie mundury. Nie wszyscy jednak wiedzą o tym, że w Polsce jest jedyna w swoim rodzaju jednostka straży pożarnej, w której wszyscy strażacy są zakonnikami. To OSP w Niepokalanowie, założona przed blisko 100-laty w klasztorze przez samego św. Maksymiliana Marię Kolbego.

Więcej ...

Dobry szkolny start

2026-08-21 15:24

Ks. Wojciech Kania/Niedziela

W Katolickim Domu Kultury im. św. Józefa w Sandomierzu podsumowano diecezjalną edycję akcji „Tornister pełen uśmiechów”. Przygotowane przez Caritas wyprawki szkolne trafią do dzieci z Diecezji Sandomierskiej i z Ukrainy.

Więcej ...

Reklama

Najpopularniejsze

Nowenna za wstawiennictwem św. Moniki o nawrócenie dzieci

Wiara

Nowenna za wstawiennictwem św. Moniki o nawrócenie dzieci

Portal wpolityce.pl: Msza Święta wyrzucona z gdańskich...

Wiadomości

Portal wpolityce.pl: Msza Święta wyrzucona z gdańskich...

Parafia wprowadziła płatność za parking w formie......

Kościół

Parafia wprowadziła płatność za parking w formie......

Portugalia: 32 francuskich pielgrzymów w szpitalach z...

Wiadomości

Portugalia: 32 francuskich pielgrzymów w szpitalach z...

Tragiczny wypadek polskiego autokaru na Węgrzech....

Wiadomości

Tragiczny wypadek polskiego autokaru na Węgrzech....

Nowenna do Matki Bożej Częstochowskiej 2026

Jasna Góra

Nowenna do Matki Bożej Częstochowskiej 2026

Wojewoda podkarpacka: wszystkie ofiary wypadku na Węgrzech...

Wiadomości

Wojewoda podkarpacka: wszystkie ofiary wypadku na Węgrzech...

W pożarze zabytkowego kościoła w Sanoku spłonęło...

Kościół

W pożarze zabytkowego kościoła w Sanoku spłonęło...

Czy 15 sierpnia katolików obowiązuje udział we Mszy św.?

Kościół

Czy 15 sierpnia katolików obowiązuje udział we Mszy św.?