Tematem mojego listu będzie stary singiel. Tak, tak, nie pomylili się Państwo – stary singiel.
Nie singiel młody, prężny, zdrowy, piękny i zadbany, świetnie zarabiający w jakiejś nowoczesnej korporacji, mieszkający w drogim apartamentowcu. Samotny – bo tak sam sobie wybrał, bo rodzina to dla niego kula u nogi i wróg kariery. Woli być wolny jak ptak, bo zobowiązania mogą krępować jego osobowość.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Stary singiel jest odwrotnością młodego – schorowany, biedny, z kiepściutką renciną, ledwie opłacający komorne i niektóre leki, a o kablówce i wakacjach nad morzem mogący sobie tylko pomarzyć. Oczywiście, też jest sam, ale już nie z wyboru, tylko z konieczności. Dzieci odeszły „na swoje”, współmałżonkowie czy rodzeństwo wymarli, koleżeństwo dawno się wykruszyło. A do tego każdy myśli, że stary człowiek ma czas, nic nie robi i nigdzie mu się nie spieszy, więc zawsze może poczekać. Tymczasem to właśnie on ma tego czasu już najmniej.
To naturalne, że starzy ludzie wczuwają się w młodych. Sami to wszystko już przeszli, przeżyli i pamiętają, jak to było. Ale jak młodzi ludzie mają się wczuć w coś, co dopiero będzie, co jest jeszcze wciąż przed nimi?
Jedno jest w tym wszystkim pewne. Młodzi też kiedyś będą starzy. I nie warto być młodym singlem, bo wnuki, nawet mało empatyczne, są tysiąc razy lepsze od żadnych! (Eliza z Gdyni)



