Mały Kack to jedna z gdyńskich dzielnic. Właśnie tutaj, w Parafii Chrystusa Króla, wyrasta dziś gmach Katolickiego Centrum Kultury. Inicjatywa nie przyszła jednak z kurialnego gabinetu. Jej źródłem byli świeccy, w dużej części związani z Domowym Kościołem i Ruchem Światło-Życie, którzy najpierw chcieli po prostu tworzyć amatorski, ale dobry teatr. Z czasem jednak sztuka okazała się początkiem jeszcze większego dobra.
Wy macie misję, ja mam plac
– Kiedy pojawił się pomysł budowy, pomyślałam: „marzyć zawsze można” – śmieje się Anna Halasz, wiceprezes Stowarzyszenia Katolickie Centrum Kultury w Gdyni Małym Kacku. – Najbardziej przerażały mnie pieniądze. Skąd weźmiemy takie kwoty? Pierwszym impulsem do działania była własna scena. Grupa związana z parafią przygotowywała przedstawienia, ale za każdym razem trzeba było szukać sali, przewozić reflektory i nagłośnienie. Wtedy proboszcz ks. Zenon Pipka, wskazując niewykorzystany teren przy parafii, wypowiedział słowa: „Wy macie misję, a ja plac, trzeba czytać znaki”. Pomysł zaczął obrastać kolejnymi funkcjami. Skoro w środowisku silny był Domowy Kościół, pojawiła się idea domu rekolekcyjnego dla rodzin. Skoro powstawała scena – potrzebne były sale warsztatowe, studio nagrań i zaplecze dla artystów. Ale prawdziwy przełom nastąpił wtedy, kiedy po spektaklach ludzie zaczęli przychodzić nie tylko z gratulacjami. Przychodzili z problemami.
Pomóż w rozwoju naszego portalu





