Reklama

Bł. Ksiądz Wincenty - kleryk i kapłan (2)

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Waldemar Rozynkowski: - Jesienią 1931 r. Wicek przekroczył próg seminarium w Pelplinie. Co pozostało Pani z tego okresu w pamięci?

Marcjanna Jaczkowska: - Niestety, nie pamiętam wielu szczegółów z tego okresu, miałam wtedy zaledwie kilka lat. Nie przyjeżdżał do domu często, głównie na letnie wakacje. Musiał chodzić w sutannie, a następnie ksiądz proboszcz wypisywał mu opinię. Wydaje mi się, że ówcześnie bardziej rygorystycznie podchodzono do stroju kleryka i księdza.

- Był to czas głębokich i trudnych przeżyć. Wiemy o jego niektórych zmaganiach, dotyczących na przykład harcerstwa.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

- Wicek jeszcze przed seminarium zaangażował się w harcerstwo. Czynił to bardzo rozważnie i odpowiedzialnie. Wiemy - chociażby z jego zapisków w Pamiętniku - że zastanawiał się, czy podoła przekazać młodym to, co powinien. Modlił się, czy przyjąć funkcje w harcerstwie, ale kiedy już coś podjął, to był temu wierny. Działalność harcerską kontynuował w Pelplinie. Pamiętam, kiedyś w czasie wakacji przywiózł do naszego domu rodzinnego licealistę, harcerza z jego pelplińskiej drużyny, który po śmierci matki nie mógł znaleźć wspólnego języka z ojcem. Wicek zapytał w liście rodziców, czy może przywieźć prezent. Rodzice, oczywiście, zgodzili się. Wkrótce zobaczyli ów prezent. Młodzieniec ten przyjeżdżał do nas przez trzy lata z rzędu, aż do zdania matury. Wiemy, że w pewnym momencie Wickowi zabroniono działalności harcerskiej. Był posłuszny, ale bardzo cierpiał z tego powodu. Już jako kapłan kontynuował swoją pasję. Harcerze przyjeżdżali też często do naszego domu. Wiele osób w ten sposób poznaliśmy. Bywali u nas także w czasie wojny oraz po jej zakończeniu, kiedy już Wicka nie było. Pamiętali o nas.

- Czytając „Pamiętnik”, dowiadujemy się, że Wicek pragnął być dobrym harcerzem, dobrym księdzem. Z tego też powodu rodziły się w jego sercu trudne pytania. Czy rodzinna odczuwała jego wewnętrzne zmagania?

- Mamusia wspominała, że kiedyś (niestety nie pamiętam, na którym był wtedy roku seminarium) wyjeżdżał z domu jakiś inny, z ciężkim sercem. Nie był tak radosny i pogodny jak zazwyczaj. Rodzice wyczuwali, że coś się dzieje w jego wnętrzu. On jednak nie zwierzał się, tylko na pożegnanie, kiedy ściskał tatusia, powiedział: „Nie wiem, czy robię dobrze, wracając?”. Tatuś miał mu wtedy odpowiedzieć: „My cię do niczego nie zmuszamy, musisz sam zadecydować, wrócić czy nie”. Wahania zatem były, ale to chyba rzecz normalna.

- Czy może Pani przypomnieć święcenia i Mszę prymicyjną?

- Niestety, nie byłam w Pelplinie, ponieważ tego samego dnia przystępowałam do I Komunii św. Było to dokładnie w niedzielę 14 marca 1937 r. Była tam, oczywiście, najbliższa rodzina. Nie pamiętam tylko, czy cała rodzina tatusia przyjechała do Pelplina. Prawdopodobnie nie pojechały osoby starsze. Na prymicję do Chełmży zjechali się jednak wszyscy. Z Pelplina przyjechali w niedzielę wieczorem, a następnego dnia Wicek odprawił w dawnej katedrze chełmińskiej Mszę św. prymicyjną.

Reklama

- Pierwsza misja kapłańska to posada kapelana przy bp. Stanisławie Wojciechu Okoniewskim.

- Wiemy, że funkcję tę pełnił już przed święceniami. Kiedy otrzymał nominację po święceniach, był zaskoczony i prawdopodobnie nie do końca zadowolony. Rodzice zawsze powtarzali, że chciał pracować w parafii. Musiał jednak poczekać. Dopiero po kilkunastu miesiącach otrzymał nominację na wikariusza parafii Najświętszej Maryi Panny w Toruniu.

- Czy skierowanie do pracy w Toruniu zbiegło się z Państwa przeprowadzką do Torunia?

- W Toruniu zamieszkał najpierw Wicek. Tak się jednak złożyło, że i nas ciągnęło do tego miasta. W Chełmży zlikwidowano liceum i Stania, starsza siostra, musiała dojeżdżać do szkoły do Torunia. Ja kończyłam szkołę podstawową i chciałam dalej uczyć się w gimnazjum. Mogłam oczywiście pozostać w Chełmży, ale zmiana szkoły była nieunikniona. Tatuś nie pracował od jakiegoś czasu w piekarni, więc nie był już związany miejscem pracy. Wydaje mi się, że o przeprowadzce do Torunia zadecydował mocno jeszcze jeden fakt. Wikarzy przy kościele Najświętszej Maryi Panny nie stołowali się w parafii. Wicek był z tego bardzo niezadowolony, brakowało mu wspólnego stołu, przy którym spędzało się czas. Biorąc to wszystko pod uwagę, rodzice za namową Wicka przeprowadzili się do Torunia. Przeżywali jednak bardzo wyjazd z Chełmży, w której spędzili tyle lat i pozostawili rodzinę.

- Gdzie zamieszkaliście?

Reklama

- Przeprowadziliśmy się w maju 1939 r. Zamieszkaliśmy przy ul. Fosa Staromiejska 24. Była to wielka wygoda dla brata. Z tego domu prowadziła długa klatka schodowa do ul. Franciszkańskiej, a stamtąd do Rynku Staromiejskiego. W ten sposób Wicek bardzo szybko docierał do domu i do kościoła. Przychodził do domu najczęściej na posiłki.

- Czy może Pani przywołać jakieś obrazy z tego okresu, gdy przez kilka miesięcy do wybuchu wojny mieszkaliście tak blisko?

- Wicek nie przebywał w domu często. Przychodził na posiłki, ale nie na wszystkie: na śniadanie czasami, na obiad zawsze, a na kolację bardzo rzadko. Dużo pracował. Przed południem w szkole, a po południu zawsze miał coś dodatkowego do zrobienia. Jeżeli przyjeżdżał do niego jakiś kolega, to często trafiał najpierw do nas, ponieważ nie mógł zastać Wicka.

- W co szczególnie Witek angażował się w swojej pracy duszpasterskiej?

- W harcerstwo i pracę z młodzieżą. Do dzisiaj utrzymuję kontakt z osobami, pośród których przebywał. Dzięki niemu zaprzyjaźniłam się z Basią i Krysią Podlaszewskimi. Akurat w tym czasie zmarła ich mama i Wicek zapoznał mnie z nimi mówiąc, że potrzebują teraz pomocy i ciepła rodzinnego. Naszą przyjaźń kontynuowałyśmy w czasie okupacji i po wojnie.

cdn.

Podziel się:

Oceń:

2004-12-31 00:00

Wybrane dla Ciebie

Świadectwo: Obiecałem żonie, że zabiorę ją do Papieża

2026-10-04 19:18

Vatican Media

Pobrali się 11 lipca w katedrze w Siedlcach. Niespełna trzy miesiące później Weronika i Piotr stanęli w strojach ślubnych na Placu św. Piotra, by spotkać Leona XIV i otrzymać jego błogosławieństwo. „Obiecałem żonie, że po ślubie zabiorę ją na audiencję do Ojca Świętego. I słowa dotrzymałem” - opowiada Piotr w rozmowie z Vatican News.

Więcej ...

Abp Wacław Depo: rodzina nie jest rodzajem umowy czy powiązań prawnych, jak tego chcą "związki partnerskie"

2026-10-04 22:00
Abp Wacław Depo

BPJG

Abp Wacław Depo

- Prawo do życia nie jest tylko kwestią światopoglądów, to nie jest nawet tylko prawo religijne, ale to jest podstawowe prawo człowieka - przypomniał na Jasnej Górze abp Wacław Depo. Delegat KEP ds. Stowarzyszenia Żywego Różańca przewodniczył Mszy św. z udziałem Częstochowian i pielgrzymów, głównie z Jasnogórskiej Rodziny Różańcowej. Uroczystość poprzedziły rekolekcje Jasnogórskiej Rodziny Różańcowej.

Więcej ...

Odpust św. Faustyny

2026-10-05 18:34

Renata Czerwińska.

W diecezjalnym Sanktuarium Miłosierdzia Bożego miały miejsce uroczystości odpustowe ku czci św. Faustyny

Więcej ...

Reklama

Najpopularniejsze

Biskup spotkał się z parafianami. Potem agresywny tłum...

Kościół

Biskup spotkał się z parafianami. Potem agresywny tłum...

Kolejne dzwony kościelne będą musiały zamilknąć? W...

Kościół

Kolejne dzwony kościelne będą musiały zamilknąć? W...

Nie wiesz, co dalej? Maryja pokazuje, od czego zacząć

Wiara

Nie wiesz, co dalej? Maryja pokazuje, od czego zacząć

Obraz Jezusa Miłosiernego. Co dokładnie Jezus powiedział...

Wiara

Obraz Jezusa Miłosiernego. Co dokładnie Jezus powiedział...

Wiemy już, ilu zgłosiło się kandydatów do kapłaństwa...

Kościół

Wiemy już, ilu zgłosiło się kandydatów do kapłaństwa...

Nowenna do św. Franciszka z Asyżu

Wiara

Nowenna do św. Franciszka z Asyżu

Uroczystości pogrzebowe księdza zmarłego po ataku...

Kościół

Uroczystości pogrzebowe księdza zmarłego po ataku...

Po Mszy ustawili się przy trumnie. Tak Wałbrzych...

Niedziela Świdnicka

Po Mszy ustawili się przy trumnie. Tak Wałbrzych...

Kościół Warszawski zabrał głos w sprawie abortomatu....

Kościół

Kościół Warszawski zabrał głos w sprawie abortomatu....