Reklama

Dziecko Syberii (I)

Niedziela w Chicago 9/2004

Bóg obdarza nas wspaniałym darem, jakim jest życie!
Jest ono darem przepięknym, cudownym, niepojętym przez nasz ludzki umysł.
W samym akcie stworzenia człowieka zawarła się przeogromna i nieskończona miłość Boga.
Miłość, dzięki której nasze życie nabiera sensu tutaj na ziemi i w wieczności.
Jezus Chrystus, Syn Boży, umierając na krzyżu, stał się największym dopełnieniem tej wielkiej miłości w relacji Bóg - człowiek.
Życie jest wielką tajemnicą. Tak jak nasz Stwórca jest Tajemnicą, tak i my Jego odbicia jesteśmy cząstkami tej Niepojętej Tajemnicy.
Życie - dar dany i zadany przez Stwórcę.
Od momentu poczęcia stajemy przed tym doniosłym wyzwaniem, często pełni obaw, niepewności...
Z Bogiem, w Bogu, przez Boga jesteśmy w stanie sprostać temu wyzwaniu i dobrze się tym darem życia zaopiekować.

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Nie wiem, czy kiedykolwiek odważyłabym się opisywać moje przeżycia jako dziecka Syberii, gdyby nie moja siostra Józefa, która była niestrudzona w swoich ciągłych namowach. Nie widziałam nic nadzwyczajnego w swoich wspomnieniach, dlatego prawie nigdy się nimi nie dzieliłam. Uważałam, że te przeżycia są tylko moje i chciałam je zatrzymać. A może jednak siostra miała rację, że pewne rzeczy nie są nasze...
Z trudnością przychodzi mi opisywanie zdarzeń z dzieciństwa. Chciałabym tych kilka wspomnień poświęcić pamięci rodziców i rodzeństwa.
Pragnę, aby był to przede wszystkim opis miłości i Opatrzności Bożej. Chcę wyrazić moją olbrzymią wdzięczność Bogu, dawcy mojego życia, że wysłuchał modlitw mojej matki.
Urodziłam się na Syberii w okresie i warunkach, w których nie sposób było, jak mówiła mama, utrzymać przy życiu nowo narodzone maleństwo. Byłam już pod sercem matki, kiedy moją rodzinę zesłano na Sybir. Urodziłam się na wiosnę, w dzień Zesłania Ducha Świętego, o czym często przypominała i podkreślała mi moja mama, w kilka miesięcy po wywiezieniu, jako siódme i najmłodsze dziecko Adama i Heleny Jakieła. Mama opowiadała mi o chwilach związanych z porodem. Kiedy poczuła, że bliski jest czas porodu, wybrała się pieszo do miejsca, gdzie rodziły kobiety. Szła wiele kilometrów. Na miejscu powiedziano jej, że nie ma miejsca i nie mogą się nią zająć. Inne kobiety czekają ponad dobę, a ona dopiero co weszła, to może poczekać. I nagle ja z wielkim krzykiem wyleciałam wprost z łona matki, uderzając główką o ziemistą sień. Gdyby ktoś mnie posądził kiedyś, jak to się mówi potocznie, że upadłam na głowę, to musiałabym mu przyznać rację. Kochana mama podniosła mnie z ziemi i oddała odpowiedniej osobie. Rodząc się tak po prostu w prochu, przełamałam wszelkie reguły medyczne, co do odpowiednich warunków, w jakich się powinno rodzić dziecko. Mama otrzymała jednak miejsce i szansę chwilowego pobytu.
Po pewnym czasie powróciła ze mną do baraku. Gnieździło się w nim osiem rodzin, każda zajmowała część podłogi. Mama była szczęśliwa, że urodziłam się zdrowa. Był w niej równocześnie niepokój i niepewność, jak poradzi sobie z maleństwem w takich warunkach. Barak był wypełniony ludźmi, którzy bardzo wcześnie rano wstawali, aby iść do pracy, do ścinania drzew w lesie, a tutaj kwilące, płaczące w nocy niemowlę... Nie było osobnego miejsca, nie było pieluszek, ciuszków, nie wspominając już o pożywieniu.
Mimo ciężkich warunków cała moja rodzina przyjęła mnie z radością i miłością, co bardzo podniosło na duchu moją mamę. Opowiadała, jak się modliła wtedy, błagała Chrystusa, żeby zachował jej dziecko przy życiu.
Przyszły jednak trudne dni. Mama karmiła mnie piersią, bo na coś innego nie można było liczyć. Przy małych racjach żywności jej pokarm był bardzo skąpy. Moja mama była wyjątkowo wytrzymała na głód. Potrafiła często swoją porcję oddać dzieciom, które bardziej cierpiały głód, szczególnie mój starszy, dorastający brat, Bolek. On ciągle w rannych godzinach rzewnie płakał, prosząc o coś do jedzenia. Mama często trzymała dzieci jak najdłużej w łóżkach, bo nie miała im co dać do jedzenia. Aby zdobyć cokolwiek, chodziła do lasu w poszukiwaniu grzybów, jagód, ale tylko w miesiącach ciepłych. Moje rodzeństwo często nawet nie czekało, żeby te grzyby ugotować, zjadało je na surowo, tak było niesamowicie głodne.
Po niedługim czasie przenieśliśmy się z baraku do jednoizbowej lepianki. Byliśmy odosobnieni od dużej grupy, więc było trochę lepiej. Mama opowiadała jednak o pewnych trudnościach. Nowe miejsce zamieszkania było ciasne jak na dziewięć osób. Poza tym ja musiałam być ciągle przy niej, z tego powodu na przykład w nocy była często mokra. Nie było pieluszek... Do tego wymęczona i wyczerpana zasypiała twardo i nieraz zsuwała się na mnie. Czasami myśląc, że się udusiłam, bo nieraz nie oddychałam, trzęsła mną... Nieustannie oddawała mnie w modlitwie Bogu. Niektóre osoby, jak wspominała, mówiły jej, że byłoby lepiej dla mnie, gdybym umarła, bo bym się tak nie męczyła. Moja mama nie chciała o tym słyszeć. Zdawała sobie sprawę, że wszystkie niemowlęta w tych nieludzkich warunkach szybko umierały. Byłam jedynym niemowlęciem w barakach, które żyło.
Prawdziwie ciężki okres dla mnie i dla mamy zaczął się, gdy po dziewięciu miesiącach musiała odstawić mnie od karmienia piersią. Wtedy zaczęłam poważnie chorować. Ciągłe biegunki, choroby spowodowały, że wróciłam do wagi prawie noworodka. Słychać było tylko kwilenie, ale na to nie było rady. Z trudem można było dostać choć trochę mleka. Mama oddawała, co miała, żeby tego mleka choć odrobinę zdobyć. I serce jej stawało, kiedy widziała całą gromadkę swoich starszych dzieci stojących przy tym mleku i patrzących z upragnieniem. Żadne jednak nigdy go nie ruszyło. Tak przetrwałam do drugiego roku życia. Jeszcze nie chodziłam i nie mówiłam.

cdn.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Podziel się:

Oceń:

2004-12-31 00:00

Wybrane dla Ciebie

Leon XIV: módlmy się na różańcu o zakończenie wojen oraz w intencji pokoju

2026-10-04 12:34

Vatican Media

Do wspólnej modlitwy różańcowej w październiku w intencji zakończenia wojen i budowania pokoju wezwał Ojciec Święty po odmówieniu modlitwy „Anioł Pański” i udzieleniu apostolskiego błogosławieństwa.

Więcej ...

Nie wiesz, co dalej? Maryja pokazuje, od czego zacząć

2026-10-04 21:04

www.pexels.com

Nie zawsze wiemy, dokąd prowadzi nas życie. Maryja w chwili Zwiastowania również nie znała całej przyszłości. Wiedziała tylko, komu może zaufać. Jeśli stoisz przed ważną decyzją, weź dziś Różaniec i zrób z Nią pierwszy krok.

Więcej ...

Dieta przy kamicy żółciowej. Co naprawdę znaczy „lekkostrawna”?

2026-10-05 13:33

Materiał partnera

„Dieta lekkostrawna” przy kamicy żółciowej nie oznacza jedzenia wyłącznie kleików, sucharków i gotowanej marchewki. Jej celem jest ograniczenie produktów i technik kulinarnych, które mogą nasilać dolegliwości. Jednocześnie dieta powinna nadal dostarczać wszystkich potrzebnych składników odżywczych. Szczególne znaczenie mają ilość i rodzaj tłuszczu, wielkość porcji oraz regularność jedzenia

Więcej ...

Reklama

Najpopularniejsze

Malował obrazy szatana. Po śmierci klinicznej nawrócił...

Wiara

Malował obrazy szatana. Po śmierci klinicznej nawrócił...

Biskup spotkał się z parafianami. Potem agresywny tłum...

Kościół

Biskup spotkał się z parafianami. Potem agresywny tłum...

Nie żyje siostra Anastazja. Jej przepisy kulinarne...

Kościół

Nie żyje siostra Anastazja. Jej przepisy kulinarne...

Nie wiesz, co dalej? Maryja pokazuje, od czego zacząć

Wiara

Nie wiesz, co dalej? Maryja pokazuje, od czego zacząć

Wiemy już, ilu zgłosiło się kandydatów do kapłaństwa...

Kościół

Wiemy już, ilu zgłosiło się kandydatów do kapłaństwa...

Nowenna do św. Franciszka z Asyżu

Wiara

Nowenna do św. Franciszka z Asyżu

Uroczystości pogrzebowe księdza zmarłego po ataku...

Kościół

Uroczystości pogrzebowe księdza zmarłego po ataku...

Po Mszy ustawili się przy trumnie. Tak Wałbrzych...

Niedziela Świdnicka

Po Mszy ustawili się przy trumnie. Tak Wałbrzych...

Kościół Warszawski zabrał głos w sprawie abortomatu....

Kościół

Kościół Warszawski zabrał głos w sprawie abortomatu....