Anna Kaptacz - prezes Stowarzyszenia Opieki Hospicyjnej Ziemi Częstochowskiej Najcieplej wspominam Święta sprzed ponad 20 lat. Na Wigilii spotykaliśmy się u babci. W niektórych latach zasiadało przy stole 25, a nawet 28 osób. Najpierw seniorka rodu - babcia zaczynała
modlitwę. Później najstarszy wnuk, rzadko wnuczka, czytał fragment Pisma Świętego. Najbardziej oczekiwałam momentu łamania się opłatkiem. Do dziś uwielbiam tę chwilę. Czy to przy stole rodzinnym, czy
w czasie Wigilii w hospicjum. Jest to moment ogromnej dawki dobroci. Nie wyobrażam sobie, żeby w takiej chwili ktoś mógł być nieszczery, więc wszystkie życzenia muszą być prawdziwe.
Po wieczerzy śpiewaliśmy kolędy, a po godz. 23.00 cała ulica gromadnie wyruszała do oddalonego o 3 km kościoła pw. św. Antoniego na Pasterkę. Wiele z tych tradycji jest w naszej rodzinie do dziś.
Brakuje mi jednak tej dawnej serdeczności sąsiedzkiej, otwartości na drugiego człowieka, bezinteresowności. Może jesteśmy zbyt zabiegani, może za dużo w nas mieć, a za mało być...
Świadectwo z Jasnej Góry: "Zostałam uzdrowiona. Te kule chcę zostawić Matce Bożej". Później do kul doszła jeszcze biała laska
2026-02-27 21:12
Fragment książki "CUDA DZIEJĄ SIĘ PO CICHU"
Karol Porwich/Niedziela
Zawieszone na ścianach wota. Laski niewidomych, kule niepełnosprawnych i ortopedyczne podpórki. Każde z wotów to albo znak prośby, albo dowód wdzięczności wobec Maryi za okazaną pomoc
Tamtego momentu, kiedy matka ułożyła ją na torach
i przywiązała do szyn, nie pamięta. Za mała była. I dobrze,
że nie pamięta. Matka już nie żyje, o zmarłych źle się nie
mówi, a ją przecież dróżnik znalazł. Co za szczęście, że
akurat po tych torach szedł! Takie rzeczy zdarzają się tylko
na filmach, czyż nie? No więc miała już swój happy end.
Wychowali ją dziadkowie.
Świadectwo z Jasnej Góry: "Zostałam uzdrowiona. Te kule chcę zostawić Matce Bożej". Później do kul doszła jeszcze biała laska
2026-02-27 21:12
Fragment książki "CUDA DZIEJĄ SIĘ PO CICHU"
Karol Porwich/Niedziela
Zawieszone na ścianach wota. Laski niewidomych, kule niepełnosprawnych i ortopedyczne podpórki. Każde z wotów to albo znak prośby, albo dowód wdzięczności wobec Maryi za okazaną pomoc
Tamtego momentu, kiedy matka ułożyła ją na torach
i przywiązała do szyn, nie pamięta. Za mała była. I dobrze,
że nie pamięta. Matka już nie żyje, o zmarłych źle się nie
mówi, a ją przecież dróżnik znalazł. Co za szczęście, że
akurat po tych torach szedł! Takie rzeczy zdarzają się tylko
na filmach, czyż nie? No więc miała już swój happy end.
Wychowali ją dziadkowie.