Ukochani Moi!
Opowiadano, że gdzieś popełniono zbrodnię i szukano sprawców. Postawiono przed sędzią kilku podejrzanych. Żaden z nich jednak nie chciał się przyznać do winy. Wówczas sędzia podchodził do każdego z nich i słuchał bicia ich serca. Serca wszystkich biły spokojnie. Tylko serce ostatniego biło mocno, niespokojnie, tak że sędzia mógł je łatwo usłyszeć. Serce to było jeszcze „ludzkie”, bo potrafiło być niespokojne przez zło, jakie się w tym sercu poczęło i przerodziło w zły czyn. Serce było niespokojne, a niepokój ten dobrze jeszcze świadczy o człowieku…
Siedziało w gospodzie kilku młodych ludzi. Jeden z nich chwalił się, jaki to on samodzielny i niezależny, dojrzały i męski: „Umiem nawet bić «starego» (ojca) po twarzy, a przy tym być szczęśliwym i zadowolonym z życia”. Serce tego człowieka chyba już nie było ludzkie.
Sumienie jego zamarło już. Mówią ludzie, że dobrze jest, gdy nas jeszcze boli schorzały organ cielesny. Znak to, że jeszcze żyje i broni się. Gdy przestanie boleć - to znak, że już zamarł. „Człowiek” w człowieku umiera, gdy go już dobro uczynione nie raduje ani zło nie boli.
A bywało i tak: Jedzie pociągiem grupa młodzieży. Podczas biegu pociągu wyrzucają konduktora dla zabawy. Oni się śmieją, a my się takich ludzi boimy i o nich się boimy. Strach jest zwiastunem grożącego zła, nieszczęścia. I słusznie boimy się człowieka bez sumienia, jest on bowiem rozumny, ale zły i przez to bardziej nieraz niebezpieczniejszy od bezrozumnego zwierzęcia.
My, którzy pragniemy, aby zdrowe i silne były tak małe rodziny, składające się z ojca, matki i dzieci, jak i wielkie rodziny całych wiosek, miast i całego narodu - rozumiemy, jak potrzeba nam wyrobionego sumienia. Sumienie bowiem jest przewodnikiem naszego duchowego istnienia i działania, głosem naszej duszy, prowadzącym nas do rozpoznania i czynienia dobra.
Pomóż w rozwoju naszego portalu



