Rekolekcje tak, ale jeden dzień
Reklama
Jeszcze kilka lat wstecz tak wielu ludzi mówiło: „Rekolekcje są potrzebne w życiu człowieka, ale wystarczą tylko te, które Kościół organizuje w Wielkim Poście”. Utarło się bowiem przekonanie, że rekolekcje, spowiedź, Komunia Święta związane są ściśle z okresem przed Wielkanocą. Wielu tak postępujących powoływało się na jedno z przykazań kościelnych: „Przynajmniej raz w roku spowiadać się i w okresie wielkanocnym przyjąć Komunię Świętą”. I tak było. Czas Wielkiego Postu, a szczególnie czas rekolekcji gromadził przed konfesjonałami długie kolejki wiernych, którzy chcieli wypełnić swoją powinność wobec Boga.
Od pewnego czasu w program parafialnego życia weszły również rekolekcje adwentowe, które mają na celu przygotować człowieka do przeżycia betlejemskiej Nocy. Ojcowie prowadzący rekolekcje obmyślają sposób ich prowadzenia, styl, formę. Każdy z nich chciałby porwać słuchającego go w kościele człowieka. Chciałby pokazać mu drogowskaz z napisem: „Betlejem”. Chciałby, aby razem z nim zaśpiewał, że „wśród nocnej ciszy...”. Pragnienia, które tak naprawdę zrealizować dzisiaj jest bardzo trudno. Główną przyczyną absencji wiernych na rekolekcjach adwentowych jest, jak mawiają: „brak czasu”. Rozmawiając z pewnym człowiekiem, usłyszałem, że „rekolekcji adwentowych nijak nie można wpisać w program naszej codzienności. To stracony czas, który w interesach nigdy już nie może być odrobiony”. Najczęściej jednak mogłem usłyszeć zdanie, które informowało mnie o tym, że „rekolekcje adwentowe są może i potrzebne, ale na pewno nie kilka dni, jeden dzień wystarczy”. Przyznam się szczerze, że ze swego doświadczenia kapłańskiego wiem, ile i o czym można powiedzieć wiernym. Przecież jednodniowy dzień skupienia nie można nazwać rekolekcjami. W niektórych parafiach organizowany jest tylko tzw. dzień spowiedzi. Czy jednak jest to wystarczające dla wiernych? Czy rzeczywiście powinniśmy ulegać poglądom, że rekolekcje tak, ale tylko jeden dzień? A może zapominamy, czym dla nas mają być rekolekcje?
Wszystko zależy od kaznodziei?
Zwykło się oceniać, że udane rekolekcje to takie, gdzie wiernych zachwyci swoim kunsztem oratorskim kaznodzieja - rekolekcjonista. Nie ukrywajmy, lubimy kiedy w świątyni stanie przed nami ktoś, kto potrafi pięknie budować zdania, kto potrafi posługiwać się metaforą, kto zdobył w swoim życiu spore doświadczenie, ktoś, kto np. znany jest z mediów. Takich jednak rekolekcjonistów jest niewielu, a i ci nie zawsze potrafią wzbudzić zainteresowanie u wiernych. Problem chyba jednak tkwi w czymś innym: nie zawsze podoba nam się treść, która przekazywana jest ustami „proroków”. Staliśmy się bardzo wrażliwi na słowa płynące z ambony. Analizujemy nie tyle treść przekazu, co jego wykonanie. Szukamy np. podobieństw do osób z zaprezentowanego przykładu, nie zgadzamy się z nauką Kościoła, która przez nas bywa nazwana „staroświecka, wręcz ze średniowiecza”. Czy rzeczywiście jednak udane rekolekcje zależą tylko i wyłącznie od kaznodziei? A może warto pokusić się o stwierdzenie: na udane rekolekcje składa się wspólnotowa praca całej parafii z ojcem rekolekcjonistą. Tylko wtedy rekolekcje przyniosą oczekiwane owoce. Tylko wtedy mamy szansę zmienić obraz swego rodzinnego domu, swojej parafii.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Niewykorzystana szansa
Podczas kongregacji księży dziekanów w Łomży padło takie zdanie: „Nie mamy co dyskutować nad potrzebą rekolekcji adwentowych. Jest to przecież oczywiste, że powinny one być”. Święta racja, tylko problem zaczyna pojawiać się wtedy, kiedy postawimy pytanie: jakie te rekolekcje powinny być? Wierni oczekują ze swojej strony pewnego rodzaju oryginalności opierającej się na tzw. trendach. Kapłani oczekują, że wierni przez uczestnictwo w rekolekcjach zmienią chociaż trochę swoje życie. Te oczekiwania z jednej, jak i drugiej strony są bardzo piękne. Życie jednak pokazuje, że nie zawsze są one realizowane. Bywa i tak, że po rekolekcjach proboszcz powie: „Miałem nadzieję, że coś się zmieni, coś drgnie, a tu...”. Bywa, że i wierni poskarżą się: „A myśmy się spodziewali czegoś więcej”. I tak mijają kolejne i kolejne rekolekcje, które można nazwać niewykorzystaną szansą. Nie zmieni się nic w naszym życiu dopóty, dopóki nie zaczniemy traktować rekolekcyjnych spotkań na serio. Będziemy mieli coraz więcej pytań o życie, jeżeli nie zaczniemy żyć Ewangelią. Będziemy płakać, jeżeli już dziś nie zastanowimy się nad jutrem rodziny czy ojczyzny.
Rekolekcje to nie tylko spowiedź
Jest jeszcze jedno niebezpieczeństwo, które czyha na nas w czasie rekolekcji. Coraz częściej bowiem spotykamy takich wiernych, którzy czas rekolekcji sprowadzają tylko do sakramentu pokuty i to jeszcze nie do końca przemyślanego, przygotowanego. Moim zdaniem rekolekcje mają nas przygotować do sakramentu pokuty, nauczyć nas korzystania z Bożego miłosierdzia. Niepoprawne jest myślenie, że rekolekcje to spowiedź i można to załatwić w jeden dzień, a właściwie w jedną godzinę. Nauczmy się korzystać z rekolekcji, a na pewno nasze życie stanie się o wiele ciekawsze i prostrze.



