Ich piątą, najmłodszą pociechą, jest dziewięciomiesięczna Zosia. Mówią, że była niespodzianką, prezentem od Pana Boga. - Rodzina jest dla nas ogromną wartością - podkreślają zgodnie.
Wywodzą się z rodzin wielodzietnych. Ewa wychowywała się wraz z trzema siostrami, a Leszek z trzema siostrami i bratem. Wszyscy pielęgnują rodzinne więzi, czego wyrazem są spotkania w Chwałowicach. Gdy rodzeństwa obojga małżonków przyjeżdżają ze swoimi dziećmi, w domu robi się gwarno i wesoło. Pewną trudnością staje się wtedy zebranie wszystkich przy wspólnym stole, ale i wówczas znajdują rozwiązanie. Wszak na podwórzu miejsca nie brakuje.
- Jak ty sobie dajesz radę? Pięcioro dzieci, gospodarstwo, prowadzenie domu... - dziwią się znajomi rozmawiając z Ewą. Rozwiązaniem są rodzinne relacje, w myśl których starsze dzieci opiekują się młodszymi. Ponadto rodzice znajdują oparcie w pociechach, pomagających im w wielu czynnościach domowych. Trzynastoletni Szymon wdraża się do prac gospodarskich, dla dziesięcioletniej Marysi napalenie w piecu nie stanowi żadnej trudności, a trzyletni Franio z wielkim zainteresowaniem przygląda się wszystkiemu, co robi tato jako rolnik. Tylko najmniejsza Zosia ma jeszcze na wszystko czas. Natomiast szesnastoletnia Julia zamieszkała niedawno w Stalowej Woli, podejmując naukę w liceum ogólnokształcącym.
- Leszek jest bardzo wymagający i stanowczy. Wszak dzieci muszą czuć respekt przed rodzicami - zauważa Ewa. W ich domu wychowuje się dzieci poprzez pracę. Ojciec, który z wielkim oddaniem pracuje na roli, uczy swe pociechy szacunku do ziemi. To właśnie praca w polu wyznacza rytm rodzinnego życia.
- Nie ma mowy o sianie, koszeniu czy żniwach w niedzielę. My niedziele świętujemy - mówi Leszek, który potrafi dostrzec zamysł Boży w rytmie prac polowych i całego wiejskiego życia. Tu wszystko podpowiada przyroda, opady deszczu, słońce, pory roku... Trzeba tylko umiejętnie wszystko odczytać i żyć w zgodzie z naturą. - Nigdy nie marzyłam o mieście, tutaj czuję się szczęśliwa - dodaje Ewa, potrafiąca cieszyć się wieczornym zapachem zboża i pięknem chwałowickiego krajobrazu.
Ewa wyraża wdzięczność Opatrzności Bożej, która postawiła Leszka na jej drodze. Zawsze poszukiwała ludzi, którzy prowadziliby ją do Pana Boga, a takim człowiekiem jest jej małżonek. To mężczyzna głęboko wierzący, niepijący, niepalący, dbający o słownictwo, wcielający wartości religijne w rodzinne życie. W domu państwa Kozłowskich wiara odgrywa niezwykle istotną rolę, podobnie patriotyzm, przywiązanie do ojczyzny i ziemi. Wyrazem ich postawy jest wspólna modlitwa, jak również przynależność do domowego Kościoła. - Teraz są trudne czasy i bardzo potrzeba nam drogowskazu - podkreślają dodając, że do ich kręgu należy siedem rodzin z różnych parafii. Comiesięczne spotkania wnoszą w ich życie wiele dobra i pokoju.
- Jakieś siedem lat temu zrezygnowaliśmy z telewizora, ponieważ stawał się on najważniejszy w domu i trudno było zapanować nad dziećmi - wspomina Ewa. Na początku trochę im brakowało szklanego ekranu, lecz nie trwało to długo. Źródłem informacji w domu jest Radio Maryja, którego słuchają niemal przez całe dnie. Czytają także prasę katolicką i książki.
- Postawiliśmy na rodzinę - akcentują Ewa i Leszek Kozłowscy. Dlatego tak ważne jest dla nich budowanie relacji małżeńskich i rodzinnych. Jeszcze nie tak dawno umacnianiu wzajemnych więzi służyły m.in. wyjazdy do ciekawych miejsc, w których uczestniczyli rodzice i dzieci. Celem wypraw były przeważnie okoliczne sanktuaria. Teraz o takie wyprawy jest trudniej, bo przyszły na świat kolejne pociechy, które wymagają opieki. Jednakże czas leci niezwykle szybko, dlatego ani się obejrzą, jak Franio usiądzie za kierownicą traktora, a Zosia zacznie pomagać mamie w pracach domowych.
Pomóż w rozwoju naszego portalu



