Maria Fortuna-Sudor: - Proszę Księdza, czy osoba pragnąca skorzystać z oferowanej przez poradnię pomocy powinna mieć skierowanie, umówić się na wizytę?
Ks. Dr Leszek Mateja: - Każdy, kto jest w potrzebie, może z naszej pomocy skorzystać. Wystarczy przyjść. Tak często czynią osoby poszukujące. Dla nich rozmowa z kapłanem, siostrą zakonną w poradni duchowej może być przedpokojem do konfesjonału. Jeżeli natomiast spowiednik stwierdzi, że ktoś ma problemy z uzależnieniem albo problem emocjonalne bądź prawne, to proponuje spotkanie z odpowiednim specjalistą. Oczywiście, wszystko na zasadzie dobrowolności.
- Na jaką pomoc mogą liczyć osoby zwracające się do poradni?
Pomóż w rozwoju naszego portalu
- Od początku działa poradnictwo duchowe, rodzinne i uzależnień. Ponadto zdecydowaliśmy się uruchomić poradnictwo psychologiczne. Zauważyliśmy, że istnieją problemy emocjonalne, w których rozwiązaniu najlepiej może pomóc psycholog. Istnieje poradnictwo socjalno-prawne. Rozeznawaliśmy potrzeby i dopasowywaliśmy do nich specjalistów. W tej chwili w poradni pracuje 20 osób, które na różne sposoby pomagają potrzebującym.
- Czym się różni Wasza poradnia od innych placówek, również udzielających wsparcia rodzinie?
Reklama
- Pragnę podkreślić, że jesteśmy Poradnią Miłosierdzia. Nie chcemy kopiować innych poradni. Szukamy własnej formuły. Staramy się pomóc szukającym wsparcia w szerokim zakresie, w rozwiązywaniu przeróżnych problemów, na tyle, na ile potrafimy. Dbamy, aby byli u nas najlepsi fachowcy. W doborze współpracowników kieruję się dwoma kryteriami: to muszą być świetni fachowcy, a równocześnie osoby głęboko wierzące, żyjące aktywnie we wspólnocie Kościoła. Spotykamy się, analizujemy naszą działalność. Towarzyszy nam stała dbałość o formację duchową. Przyświeca ewangeliczna prawda, że pomagając innym, pomaga się sobie - „dając otrzymujemy”. Uważam, że człowiek w jakimkolwiek wymiarze; duchowym czy uczuciowym w pełni do zdrowia dochodzi, gdy jest zdolny do dawania siebie, czyli do posługi miłosierdzia. Toteż istotnym celem Poradni Miłosierdzia jest mobilizowanie przychodzących z rozmaitymi problemami do angażowania się w pomoc innym. Zachęcamy ich do dzielenia się tym, co mają: wiedzą, dobrami materialnymi, modlitwą, dobrym słowem, wolnym czasem... To się nie dzieje tak od razu, ale zależy nam, aby szukający pomocy poznali ideę, której służymy.
- Z jakimi problemami zwracają się do was potrzebujący?
- To spektrum jest ogromne i nie da się udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Przychodzą małżeństwa, pojedyncze osoby ze związków, którym grozi rozpad. Stałym problemem są uzależnienia. Natomiast chyba najczęściej spotykamy się z zagubieniem emocjonalnym. Media promują wygodne, spełnione życie ziemskie. Z chwilą, gdy się nie uda tego zrealizować, ludzie wpadają w depresję. Ponadto przemęczenie pracą, nieumiejętność odpoczywania…
- Czy o pomoc proszą także ludzie niewierzący?
- Oczywiście. Zresztą często stawiamy pytanie, czy potrzebujący jest osobą wierzącą, w jakim stopniu. Jeśli mówi, że nie, wówczas pomagamy zrozumieć problem, rozwiązać go z punktu widzenia psychologicznego. W każdym przypadku najpierw staramy się udzielić fachowej pomocy. Fakt, że ktoś przychodzi po pomoc do Poradni Miłosierdzia, pozwala nam sądzić, że to osoba poszukująca także pomocy duchowej. Toteż rozmowy o miłosierdziu Bożym i ludzkim są tu uzasadnione.
- Skąd, zdaniem Księdza, tyle problemów związanych z życiem osobistym, rodzinnym we współczesnym świecie?
- Podstawowym problemem jest kryzys wiary. Jeżeli ktoś traci żywe relacje z Bogiem, nie ma siły godnie przeżywać życiowych trudności. Poza tym słowo przestaje mieć swoją wartość. Ludzie zbyt łatwo nim szafują. Tymczasem kwestia wierności słowu, które się dało drugiej osobie w kontekście małżeństwa, jest tak ważna! Dalej - skłonność człowieka do wygodnego życia. Trudno dziś mówić o składaniu siebie Bogu, a to jest istotą życia chrześcijańskiego. Każdy udział w Eucharystii to połączenie się z Ofiarą Chrystusa. W tym sensie, że i my składamy siebie w ofierze. Mówienie o heroizmie miłosierdzia nie jest popularne, a myślę, że to sprawa kluczowa, bo z niezrozumienia tego wymiaru powołania chrześcijańskiego mogą wynikać kłopoty w relacjach z Bogiem i z człowiekiem. Toteż idea miłosierdzia, jaka promieniuje z łagiewnickiego Sanktuarium, jest tak ważna, bo uczy cierpienia. Łacińskie słowo „misericordia” mówi o współodczuwaniu w wymiarze serca, o współcierpieniu. I właśnie tego staramy się uczyć w Poradni Miłosierdzia, że to lek na problemy współczesnego świata.



