Andrzej Tarwid: - Niedługo Mistrzostwa Europy w piłce nożnej. Co Ksiądz będzie robił podczas turnieju?
Ks. Edward Pleń: - Organizatorzy mistrzostw przygotowali specjalny program duszpasterski. W największym skrócie chodzi w nim o to, aby każdy piłkarz i kibic - jeśli tylko zechce - miał możliwość pomodlić się, spotkać się z kapłanem, wziąć udział w nabożeństwie. Jako duszpasterz polskich sportowców będę uczestniczył w programie, który został przygotowany przez Kościół w Austrii. Będę m.in. odprawiał Mszę św. w klagenfurckiej katedrze, gdzie odbędzie się wspólne nabożeństwo dla kibiców z Polski, Austrii, Chorwacji i Niemiec.
- Na co szczególnie zwróci Ksiądz uwagę podczas homilii?
Pomóż w rozwoju naszego portalu
- Rzeczywiście, to będzie okazjonalna homilia. Na pewno przypomnę w niej, że mistrzostwa dla osób wierzących powinny być czasem radości ze spotkania z innymi ludźmi. Bo jak mówił Jan Paweł II, „drogą Kościoła jest człowiek”. A w tym konkretnym wypadku będą to kibice i sportowcy z innych krajów.
- Czy spotkania kibiców z kapłanami mogą pomóc w tym, aby na stadionach nie dochodziło do bijatyk?
Reklama
- Mam nadzieję, że osoby, które w trakcie takiej imprezy jak mistrzostwa znajdują czas, aby pomodlić się do Pana Boga, nie szukają zwady z innymi. Zresztą dla chrześcijanina, który poważnie traktuje swoją wiarę każde spotkanie jest szansą, aby stawać się lepszymi. Bójka czy kłótnia są absolutnie wykluczone.
- Ale jest porażka, inni się śmieją z naszych i wówczas...
-...I wówczas chrześcijanin musi umieć docenić klasę przeciwnika i podziękować za zaangażowanie zawodnikom z własnej drużyny. Jeśli natomiast zwyciężamy, to życzymy naszym konkurentom sukcesów w następnych meczach. Tak dopinguje katolik i prawdziwy kibic.
- Niemniej w trakcie meczów, albo po nich, dochodzi do bójek. I chyba nie są to tylko rozróby bandytów...
- Bijatyki do jakich dochodzi na trybunach to problem niezwykle złożony. Proszę zwrócić uwagę np. na to, że do takich przykrych zdarzeń dochodzi głównie na stadionach piłkarskich. Tymczasem gromadzące dziesiątki tysięcy kibiców mecze siatkówki czy zawody lekkiej atletyki odbywają się w zupełnie innej atmosferze. Nie ma na nich, ani burd, ani obraźliwego dopingu.
- Jaki z tego wniosek?
Reklama
- Stadiony piłkarskie są w jakimś stopniu soczewką części społeczeństwa. Chcąc rozwiązać problem na trybunach musimy zadać sobie pytanie, co się dzieje w rodzinach tych ludzi. Jaki tam panuje klimat, skoro młody człowiek przychodzi na mecz, aby się bić? Przecież zgodzimy się, że autentyczny kibic przychodzi na stadion po to, żeby dopingować swoją drużynę, podziwiać piękne zagrania, itd. Taki sposób święta piłkarskiego wynosi się z domu lub z lektury. I tu krytyczna uwaga, bo niestety niektóre media przedstawiają zawody sportowe w kategoriach wojennych.
Przypomnę, że za cztery lata mistrzostwa piłkarskie będą w naszym kraju. Wszyscy, którym leży na sercu dobro sportu, mają więc do wykonania ogromną pracę, aby przywrócić wzory prawdziwego kibicowania. Apeluję już dzisiaj do dziennikarzy, aby pokazywali to, co jest pozytywne. Aby ten sposób kibicowania, jaki obserwujemy na meczach siatkarskich stał się normą na innych arenach. Wówczas jest szansa, że w 2012 r. z Polski i Ukrainy popłynie w świat sygnał o wielkim piłkarskim święcie. A nie to, co można było oglądać np. po finale Pucharu Polski.
- Polscy piłkarze często robią znak krzyża przed wejściem na boisko, ale czy chętnie korzystają z usług duszpasterza?
- Jest wielu sportowców, którzy bardzo serio traktują swoją wiarę. Nie chcę mówić tu o konkretnych osobach, ale znam gros sportowców głęboko wierzących. Niemniej nie brakuje też i takich, którzy wiarę traktują okazjonalnie. Zbliżają się ważne zawody i wówczas, jak w starym powiedzeniu: Jak trwoga to do Boga.
Wracając jednak do znaku krzyża, to wszystkim zawodnikom, z którymi się spotykam powtarzam, że gest ten nie może być tylko na pokaz, lecz stanowi zobowiązanie w życiu codziennym.
- W przypadku zawodowych sportowców chyba nie jest o to łatwo?
- Rzeczywiście, sportowcy większość roku są poza domem. Kiedy wejdą w tryby treningów, meczów, występów, przygotowań, to łatwo wypada się z tego, aby np. w niedzielę uczestniczyć we Mszy św. I tutaj jest im potrzebny kapłan, który przypomni o zasadach wiary, pomoże znaleźć odpowiedź na rodzące się wątpliwości.
- Jak to się robi?
Reklama
- Aby Bóg zaczął zajmować należne miejsce w życiu zawodowego sportowca, trzeba zbudować więź z tym człowiekiem, a czasami także z jego rodziną. Wówczas zawodnik wie, że może liczyć na księdza w chwilach trudnych. A tych nie brakuje. I nie wynikają one jedynie z porażek w zawodach, ale także z kontuzji czy długich rozstań z małżonką, dziećmi.
- Jakie ma Ksiądz marzenia przed mistrzostwami w Austrii i Szwajcarii?
- Moim marzeniem jest, żeby ludzie w naturalny sposób odczuwali, iż są jednością w tej grupie oraz że potrafią się bawić. Że drugi człowiek nie jest dla nich przeszkodą, lecz pomaga im wzrastać. Chciałbym także, aby to święto ze stadionu przenosiło się poza trybuny. A jeśli chodzi o końcowy wynik sportowej rywalizacji na Euro 2008, to moje marzenia w tym względzie są oczywiste. Podobnie jak każdego kibica z Polski.



