Reklama

„Posłuszeństwo i pokój”

Niedziela szczecińsko-kamieńska 11/2010

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Bogdan Nowak: - Komu Ksiądz Biskup zawdzięcza swoje powołanie kapłańskie?

Reklama

Bp Marian Błażej Kruszyłowicz: - Pochodzę z Kresów Wschodnich. Rodzice żyli pod zaborem rosyjskim, byliśmy zatem poddani rusycyfikacji. Moja matka była wiejską nauczycielką. Ojciec, mniej wykształcony od matki, łatwiej posługiwał się językiem rosyjskim i białoruskim niż polskim. Był wielkim patriotą. Najpierw odbył 4-letnią służbę jako czynny żołnierz w wojsku carskim, a potem - także przez 4 lata - jako ochotnik służył w II Litewsko-Białoruskiej Dywizji Wojska Polskiego pod dowództwem gen. Lucjana Żeligowskiego. Ojciec ożenił się dość późno, bo w wieku 29 lat, po powrocie z wojska. Osiedliliśmy się we wsi Gliniszcze w powiecie wołkowyskim, niedaleko Niemna - tereny obecnej Białorusi. Rodzice prowadzili gospodarstwo rolne. Urodziłem się jako szóste dziecko w rodzinie wiernej Bogu i Ojczyźnie. Jeszcze przed wybuchem II wojny światowej moja rodzina przeniosła się do powiatu suwalskiego nad granicę litewską. Wychowywałem się w środowisku polsko-litewskim w parafii Sejny. Moja mama była kobietą głębokiej wiary, należała do III Zakonu Franciszkańskiego, w którym pełniła obowiązki mistrzyni nowicjatu. Rodzice już w okresie międzywojennym prenumerowali miesięcznik „Rycerz Niepokalanej”. Taka atmosfera prostej pobożności miała niewątpliwy wpływ na kształtowanie się mojego powołania kapłańskiego, zwłaszcza że w mojej dość licznej rodzinie było już kilku kapłanów, w tym o. Witalis Jaśkiewicz, wieloletni gwardian niepokalanowski. Gdy latem 1949 r. po ukończeniu szkoły podstawowej wyraziłem rodzicom chęć wstąpienia do zakonu, rodzice wyjawili moje pragnienie o. Witalisowi, a ten szybko zaproponował wstąpienie do Niższego Seminarium Duchownego w Niepokalanowie. We wrześniu ojciec zawiózł mnie do tego franciszkańskiego klasztoru, gdzie rozpoczęła się moja formacja zakonna.

- Tam Ksiądz Biskup przeżył nie tylko radosne, ale i niebezpieczne momenty swego kapłańskiego życia...

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

- W Niepokalanowie przeszedłem edukację w Niższym Seminarium Duchownym, które w brutalnym sposób w lipcu 1952 r. zostało zlikwidowane przez władze komunistyczne przy użyciu sił Urzędu Bezpieczeństwa. Potem kontynuowałem nowicjat w klasztorze w Łodzi, wreszcie zdałem maturę prywatnie, bo ówczesne władze oświatowe nawet nie pozwoliły nam zdawać eksternistycznie matury państwowej. Były to czasy totalnej walki z Kościołem - nie tylko w Polsce, ale we wszystkich krajach opanowanych przez Związek Radziecki. W Łodzi-Łagiewnikach studiowałem filozofię, wreszcie, gdy nadszedł słynny 1956 r. i nastąpiła odwilż polityczna, moje dalsze przygotowanie do kapłaństwa miało miejsce w Krakowie. Tam byłem świadkiem odradzania się życia katolickiego; zaczął znów wychodzić „Tygodnik Powszechny”, powstawały Kluby Inteligencji Katolickiej, mieliśmy w parlamencie kilku katolickich posłów... To wszystko uwrażliwiało moją przyszłą osobowość kapłańską na ludzkie problemy. Święcenia subdiakonatu otrzymałem z rąk bardzo młodego biskupa pomocniczego archidiecezji krakowskiej Karola Wojtyły, a święceń diakonatu i kapłańskich (7 lutego 1960 r.) udzielił mi biskup pomocniczy diecezji łódzkiej Jan Kulik. Wcześniej rozpocząłem studia na KUL-u w zakresie teologii moralnej, uzyskując licencjat z teologii po obronie pracy z zakresu ekumenii na temat założeń teologii, moralnej w ujęciu prawosławnego prof. Markielina Oleśnickiego pod kierunkiem ks. doc. Stanisława Olejnika. Zbliżał się Sobór Watykański II, a mnie wtedy najbardziej interesowała współpraca Kościołów chrześcijańskich, co zresztą potem przydało mi się w pełnieniu moich funkcji zakonnych.

- Nim Jan Paweł II powołał Księdza Biskupa do grona biskupów, przez 30 lat Ekscelencja pracował na różnych placówkach duszpasterskich...

Reklama

- Nie było ich zbyt wiele. Najpierw katechizowałem młodzież szkół średnich w Koszalinie w parafii pw. św. Józefa, kiedy jeszcze parafia katedralna była nieczynna. Potem byłem ekonomem Prowincji Warszawskiej Ojców Franciszkanów Konwentualnych, wreszcie wykładowcą w seminarium krakowskim, prowadziłem także zajęcia zlecone na Wydziale Teologicznym KUL-u. W latach 1971-78 byłem gwardianem klasztoru w Niepokalanowie. Najdłużej, bo 11 lat, było mi dane pełnić posługę asystenta i wikariusza generalnego naszego zakonu w Rzymie, aż do powołania mnie na biskupa w diecezji szczecińsko-kamieńskiej. W tym miejscu muszę wspomnieć o niezwykłym, nie tylko dla naszej wspólnoty franciszkańskiej, historycznym wydarzeniu, jaką była beatyfikacja o. Maksymiliana przez papieża Pawła VI w dniu 17 października 1971 r. Władze zezwoliły wtedy na pielgrzymkę do Rzymu dla półtora tysiąca osób. Jej znaczenie da się tylko porównać z pierwszymi pielgrzymkami Jana Pawła II. Ta beatyfikacja w Bazylice św. Piotra odbiła się szerokim echem nie tylko w Europie, ale także na świecie, bowiem podkreślano w niej Chrystusową miłość franciszkanina o. Maksymiliana Kolbego, który uratował od śmierci świeckiego więźnia, poświęcając własne życie. Mniejsze znaczenie miało to, że o. Kolbe był misjonarzem, twórcą nowoczesnych mediów w okresie międzywojennym.
Uroczystości pobeatyfikacyjne w różnych diecezjach Polski ożywiły wiarę Chrystusową i otworzyły nasz Kościół na wolny świat. Jedenaście lat później, w okresie stanu wojennego w Polsce, miała miejsce kanonizacja o. Maksymiliana przeprowadzona przez Papieża Polaka, która zgromadziła na Placu św. Piotra ćwierć miliona ludzi. Później więcej tylko gromadziły uroczystości kanonizacyjne stygmatyka o. Pio i ks. Josemaríi Escrivy - twórcy Opus Dei.

- W pamiętnym dla Polski roku 1989, kiedy to odbyły się pierwsze wolne wybory do sejmu, o. Marian Kruszyłowicz otrzymał nominację biskupią...

Reklama

- Nim ją otrzymałem, prymas Polski kard. Józef Glemp 25 listopada 1989 r. tuż po Mszy św. w warszawskiej archikatedrze wezwał mnie i oznajmił o propozycji papieskiej mianowania mnie biskupem pomocniczym diecezji szczecińsko-kamieńskiej. Zapytał, czy przyjmę taką nominację. Wyraziłem zgodę. A później nuncjusz apostolski postawił następne pytanie, czy chciałbym, aby sakry biskupiej udzielił mi Ojciec Święty Jan Paweł II. Z jeszcze większą radością przyjąłem to zaproszenie. Nastąpiły przygotowania do tej największej chwili w moim kapłańskim życiu, której nie mogłem sobie nawet wyobrazić. Rekolekcje przed sakrą biskupią odbyłem w Pustelni św. Franciszka Carceri w Asyżu. W święto Trzech Króli 1990 r. otrzymałem sakrę biskupią z rąk sługi Bożego Jana Pawła II, co uważam za szczególną łaskę. Prymicyjną Mszę św. biskupią odprawiłem w kościele parafialnym w Sejnach, w której uczestniczyła moja ukochana 93-letnia mama. Ojciec już od dziesięciu lat nie żył, natomiast do Szczecina przybyłem 18 stycznia, by oficjalnie objąć funkcję wikariusza generalnego, a biskupem diecezjalnym był wówczas nieżyjący już bp prof. Kazimierz Majdański, który w swoim biskupim powołaniu sprawdził się także jako obrońca godności małżeństwa i rodziny, a także dziecka nienarodzonego.

- Dlaczego obrał sobie Ksiądz Biskup jako zawołanie biskupie słowa „Posłuszeństwo i pokój”?

- Ono tkwi w mojej franciszkańskiej duchowości. Sięgnąłem głębiej do tekstu biblijnego, bowiem źródłem grzechu jest nieposłuszeństwo wobec Boga, a posłuszeństwo wobec Mądrości Bożej jest podstawą dobra. Natomiast pokój obejmuje tylko człowieka uwolnionego od grzechu. Taki człowiek zawsze życzliwie odnosi się do bliźniego, nie ma w nim wrogości i pychy. Później dowiedziałem się, że takie samo wezwanie biskupie posiadał papież dobroci bł. Jan XXIII.

- Od dwudziestu lat służy Ekscelencja Kresom Zachodnim. Co cechuje religijność ludności tzw. Ziem Odzyskanych?

- Z woli Jana Pawła II na Pomorzu Zachodnim znalazłem się w okresie zachłystywania się wolnością w wyniku przemian solidarnościowych. Media laickie, wspierane przez decydentów zachodnich, przeszły od sympatii Kościołowi do wyraźnej walki z nim. Był to atak na polską, tradycyjną religijność w bardziej zakamuflowanej formie, a przez to bardziej niebezpiecznej od dawniejszego sposobu administracyjnego nacisku. Jest to uderzenie w chrześcijańskie wartości moralne, w małżeństwo i rodzinę. Rodzina obecnie znajduje się w poważnym rozkładzie, coraz większa liczba rozwodów i nieformalnych związków partnerskich. Gwałtownie spada liczba urodzin, a rośnie liczba aborcji. Już nawet media publiczne nie ukrywają, że Europie grozi zagłada cywilizacyjna. Obliczono, że aby zachować właściwy wzrost demograficzny, każde małżeństwo powinno urodzić 2,1 dziecka, natomiast w naszym kraju przypada na małżeństwo zaledwie 1,26 dziecka. Kościół o tym zagrożeniu samowyniszczenia biologicznego już dawno ostrzegał, ale rządzących i publicznej opinii to nie interesowało. Jeśli polityka demograficzna nie nabierze charakteru prorodzinnego, to za 30-50 lat Europa będzie kontynentem zdominowanym przez ludność muzułmańską. W samej tylko Belgii już 25% ludności jest pochodzenia muzułmańskiego. W małżeństwach muzułmańskich przypada ośmioro dzieci. To są skutki nieustannego kreowania tzw. kobiet wyzwolonych, lęku przed rodzicielstwem, zachwycania się rozmaitymi patologiami społecznymi, wygodnictwa i konsumpcjonizmu... to wszystko prowadzi do destrukcji małżeństwa i rodziny, a przez to całego społeczeństwa. Moja posługa biskupia przypada na okres szybkich przemian cywilizacyjnych, a przede wszystkim negatywnego nastawienia młodych wobec Kościoła tutaj, na Ziemiach Zachodnich. Z takimi przejawami nie spotkałem się w innych regionach Polski. To również jest wynikiem bardzo niskiej frekwencji na niedzielnych Mszach św. - w ponad 400-tysięcznym Szczecinie bierze w nich udział zaledwie 10-20% wiernych, zaś w pozostałych miastach i wsiach archidiecezji - od 20% do 30%. Na południu Polski w niedzielnej Eucharystii uczestniczy ponad 50% wierzących. Do tego trzeba jeszcze dodać coraz bardziej masową aborcję, reklamowanie metody zapładniania pozaustrojowego (tzw. in vitro) oraz sprzyjanie eutanazji. To wszystko charakteryzuje naszą epokę cywilizacji śmierci. Zmasowane ataki rozmaitych mediów opanowanych przez liberalne ośrodki, także zachodnie, powodują, że ludzie zmieniają swoje poglądy i postępowanie na laickie - godzące w wartości chrześcijańskie. Nasze biskupie posłannictwo musi zmagać się z problemami ludzi XXI wieku, w której tzw. wojujący laicyzm usiłuje kształtować wnętrza ludzkie według ateistycznych wzorców prowadzących do nikąd.

Podziel się:

Oceń:

2010-12-31 00:00

Wybrane dla Ciebie

Niespodziewany gest Papieża: wspólny obiad z biskupami z Peru

2026-01-29 20:08
Papież Leon XIV na wspólnym obiedzie z biskupami z Peru

Vatican Media

Papież Leon XIV na wspólnym obiedzie z biskupami z Peru

„Gest bliskości i komunii” - tak w mediach społecznościowych peruwiańskiego episkopatu opisano niespodziankę, jaką Leon XIV sprawił biskupom z tego kraju. Przebywają oni w Rzymie z okazji wizyty ad limina apostolorum, w ramach której jutro spotkają się na audiencji z Papieżem. Tymczasem już dziś Ojciec Święty towarzyszył im podczas obiadu.

Więcej ...

Papież do Dykasterii Nauki Wiary: młodym nie przekazano wiary

2026-01-29 12:07

Vatican Media

Musimy na nowo odkryć radość ewangelizacji, która leży u podstaw życia Kościoła – powiedział Leon XIV na pierwszej w tym pontyfikacie audiencji dla uczestników sesji plenarnej Dykasterii Nauki Wiary. Papież podkreślił, że jest to bardzo pilna kwestia, ponieważ w ostatnich dziesięcioleciach doszło do załamania międzypokoleniowego przekazu wiary. W spotkaniu uczestniczy abp Stanisław Gądecki - arcybiskup poznański senior, członek Dykasterii Nauki Wiary - informuje Vatica News. właścicieli m.in. porzuconych

Więcej ...

Bp Wołkowicz: trzeba pozwolić Panu, by łaska, którą nam dał mogła w nas wzrastać i się rozwijać

2026-01-30 10:11
Bp Zbigniew Wołkowicz w Ogólnopolskim Wyższym Seminarium Duchownym dla Starszych Kandydatów do Kapłaństwa

ks. Paweł Kłys

Bp Zbigniew Wołkowicz w Ogólnopolskim Wyższym Seminarium Duchownym dla Starszych Kandydatów do Kapłaństwa

Trzeba pozwolić Panu, żeby On mógł tę łaskę, która jest w naszym sercu, którą On nam podarował, którą zostaliśmy wszczepieni, która została wlana w nasze serca, łaskę dziecięcia Bożego, żeby ona mogła się wzrastać i rozwijać. Ale to zależy od nas. Pan Bóg jest bezradny, jeżeli my Mu nie damy szansy! - mówił bp Wołkowicz.

Więcej ...

Reklama

Najpopularniejsze

Salezjański zakonnik zginął w katastrofie lotniczej w...

Kościół

Salezjański zakonnik zginął w katastrofie lotniczej w...

Pomorskie: Nauczycielka wtargnęła z nożem do przedszkola...

Wiadomości

Pomorskie: Nauczycielka wtargnęła z nożem do przedszkola...

Chińska rakieta spadnie na Polskę? Jej masa to ok. 11 ton

Wiadomości

Chińska rakieta spadnie na Polskę? Jej masa to ok. 11 ton

Chińska rakieta może pojawić się nad Polską pomiędzy...

Wiadomości

Chińska rakieta może pojawić się nad Polską pomiędzy...

Znany charyzmatyk i twórca Szkół Nowej Ewangelizacji...

Kościół

Znany charyzmatyk i twórca Szkół Nowej Ewangelizacji...

Co dalej w sprawie ks. Teodora?

Niedziela Wrocławska

Co dalej w sprawie ks. Teodora?

Sprawiedliwość po okrutnej tragedii. Prawomocny wyrok za...

Kościół

Sprawiedliwość po okrutnej tragedii. Prawomocny wyrok za...

Nagły zwrot w sprawie ks. Piotra Glasa. Będzie ponowny...

Kościół

Nagły zwrot w sprawie ks. Piotra Glasa. Będzie ponowny...

Św. Szarbel ciągle działa. Dwie kobiety zgłaszają cud...

Wiara

Św. Szarbel ciągle działa. Dwie kobiety zgłaszają cud...