Pan Bóg stworzył człowieka na obraz i podobieństwo swoje. Świat
mediów czyni teraz to samo...
Wiadomo, że dojrzewający człowiek staje się człowiekiem
na obraz i podobieństwo tych, których najczęściej widzi, których
podziwia i których kocha. Przez wszystkie dotychczasowe pokolenia
tymi ludźmi-wzorcami byli rodzice, krewni, nauczyciele, mistrzowie-wychowawcy.
Byli oni OBRAZAMI CZŁOWIECZEŃSTWA. Wszyscy nosimy w sobie jakieś
podobieństwo do nich. Ich obraz został nie tyle w oczach, ile w efekcie
podświadomego czy świadomego naśladowania ich. Pozytywnych wzorców
dostarczała również literatura, ponieważ słowo zmusza do myślenia,
poddawania weryfikacji, uczy adaptacji. To się dzieje jeszcze w szkołach,
w niektórych domach, lecz nowy obraz nowego człowieka staje przed
oczami małych i dorosłych i on kształtuje ich, i stwarza. Pytanie:
NA CZYJE PODOBIEŃSTWO?
Nie trzeba oglądać telewizji długimi godzinami, by (przy
odrobinie krytycznej refleksji) określić pewien model człowieka,
jakiego stawia się do naśladowania w większości filmów, seriali,
dziecięcych kreskówek, reklam, magazynów młodzieżowych. Jest on wspólny
dla telewizji wszystkich krajów zachodniej cywilizacji, ponieważ
telewizja czyni ze świata globalną wioskę. To, że ten model znajduje
błyskawicznie setki milionów bezkrytycznych naśladowców, widać na
ulicach, słychać w rozmowach, czuć w nastrojach społecznych. Dobrze
byłoby więc jakoś określić niektóre przynajmniej cechy tego lansowanego
przez TV człowieka, żeby porównać go z tym wzorcem człowieczeństwa,
jaki objawił nam Bóg w Biblii i w Jezusie Chrystusie, w tysiącach
świętych, a także z tym wzorcem, jaki był stawiany pokoleniom przez
wielką literaturę, sztukę, a nawet muzykę. A po co? Żeby może oprzytomnieć
i nie dać się tworzyć partaczom, jeśli jest się stworzeniem Bożym.
CZŁOWIEK ZUNIFIKOWANY - czyli starannie przykrawany do ogólnoświatowego
standartu pod względem poglądów, postaw, wiar, zachowań i wyborów;
pod względem "jedynie słusznej" wizji miłości i "jedynie słusznej"
wizji nienawiści; wyznający jeden model zdrowia, urody, sylwetki,
wyrazu twarzy, sposobu bycia. Unikający wszelkich rozróżnień, partykularyzmów,
patriotyzmów, dogmatyzmów, szowinizmów... Posługujący się podobnym
językiem, podobnymi tematami rozmów, podobnymi celami życia i modelami
szczęścia i podobnymi rodzajami tabu (czyli tematami skazanymi odgórnie
na przemilczenie). Taki kosmopolita i kosmoreligiant.
HIPERKONSUMENT - czyli człowiek zaspokajający coraz to więcej (sztucznie rozbudzanych) potrzeb w hipermarketach, które nie tylko
oferują coraz to wymyślniejsze towary dla niego, ale i jego powoli
tworzą dla tych towarów. Mniejsza już o potrzeby materialne i fizjologiczne
- ów hiperkonsument chce zaspokajać w systemie merkantylnym również
potrzeby psychiczne, estetyczne, duchowe, religijne, społeczne, towarzyskie,
erotyczne etc. Dla niego wszystko staje się przedmiotem bezpośredniej
lub pośredniej konsumpcji. Nie wiem, czy w tym kontekście słowa "
konsument" nie trzeba byłoby zastąpić "totalny obżartuch"? Dla takiego
człowieka to nawet piękno krajobrazu, czyjaś miłość, zbawienie wieczne
sprowadzi się do pytania: "za ile?".
ŻYCZLIWIE OTWARTY I NIEŻYCZLIWIE ZATRZAŚNIĘTY. Na co otwarty?
- Na wszelkie sugestie, perswazje, namowy, dyktaty "jedynie słusznych",
dyżurnych przekonań proroków medialnych. Gotów w imię tych "przekonań"
manifestować, strajkować, protestować, domagać się ostrych kar (przy
jednoczesnym wyznawaniu wszechtolerancji i prawa do odmienności).
A na co zamknięty? - Na głos rozsądku, na prawdy niemodne i trudne,
na głos tradycji i dobrego obyczaju; na głosy sumienia i ostrzeżeń
zwłaszcza ze strony "jedynie niesłusznych" osób, partii, no i oczywiście
Kościoła.
NIESKOMPLIKOWANY I NIEKOMPLIKUJĄCY - czyli upraszczający
wszystko (aż do infantylizmu, który zwie spontanicznością i naturalnością). Lubiący proste rozwiązania trudnych problemów. Gustujący w łopatologii
i demagogii pseudonaukowej, w niewybrednej rozrywce (którą zwie kulturą). Lubiący mocne rytmy, mocne wrażenia, mocne doznania, mocne efekty,
bo one pozwalają mu zapomnieć o trudnych problemach, dylematach,
skomplikowanych wyborach moralnych. Nie znoszący zawiłych dyskusji,
głębszej refleksji i kultury wysokiej, bo wszystko musi być sprowadzone
na jego coraz niższy poziom. Beztroski, nonszalancki, zadowolony
z siebie.
WITALNY I DOCZESNY - za główną swoją wartość (i wartość
innych także) uważa: zdrowie, siłę, sprawność i potencję seksualną.
Skupiony na pielęgnacji swojego ciała i z niego czerpiący swoje dobre
samopoczucie, które potrafi też poprawiać sobie czymś, co niszczy
owe zdrowie, ale cóż - "raz się żyje!". Unika myśli i rozmów o śmierci,
chorobie, kalectwie i starości. Lubi potwierdzać swoją sprawność
i siłę w sporcie lub w... brutalności. Przeżycia religijne także
sprowadza do przeżyć zmysłowo-uczuciowych wywoływanych mocnymi bodźcami
bez zbędnej teologii. Innych też odbiera jedynie od strony ich ciała,
nie wnikając w głębsze przeżycia. Gotów jest na każdy kompromis moralny,
a nawet przestępstwo, byle zachować wygodę, komfort, zdrowie i długowieczność.
To tylko niektóre cechy owego człowieka Nowego Wieku (New
Age), ale chyba wystarczy ich, aby porównania zoologiczne nasunęły
się same. Cała nasza nadzieja w Wiośnie Chrześcijaństwa, która przebudzi
w ludziach LUDZI.
Pomóż w rozwoju naszego portalu



