Przysłuchuję się dość często językowi, którym posługują się
media i widzę wiele nadużyć. Wiele określeń tyleż nieścisłych, co
mylących lub używanych zupełnie na wyrost. Choćby takie słowo - "
elita".
Według Słownika Języka Polskiego pod redakcją prof. Mieczysława
Szymczaka, elita to "...grupa ludzi wyróżniająca się lub uprzywilejowana
w stosunku do reszty społeczeństwa ze względu na posiadanie pewnych
cech lub dóbr cenionych społecznie, np. elita artystyczna, towarzyska
czy intelektualna".
Elita więc może mieć konotacje pozytywne, w pełni uzasadnione,
bo nacechowane wyróżniającym ją znakiem jakości (aksjologia, zasady
moralne), ale może też mieć znaczenie pejoratywne, kastowe - jako
obrastanie w nieuzasadnione przywileje.
Już w samej słownikowej definicji mamy niezwykle ważne
rozróżnienie dotykające istoty problemu!
Z jakimi bowiem elitami na szczytach państwa mamy do
czynienia? Co stanowi kryterium owej elitarności? Jaki jest ich rodowód?
Jakie są ich kwalifikacje? Jak one same siebie definiują? Jakie są
ich aspiracje?
Boję się, że tzw. polskie elity aspirują wysoko, a tymczasem
rzeczywistość po prostu "skrzeczy"! Chciałoby się powiedzieć za Gombrowiczem
- "Ten salon nie ma podłogi".
Polskie elity są siermiężne, narcystyczne i odrealnione.
Wykazują niezwykłe, wręcz atawistyczne skłonności do odgradzania
się od ogółu, życia własnym życiem. A przy tym łatwo się obrażają,
wykazując małostkowość właściwą dla alergików!
Nie są to elity intelektualne - bo przecież skala ich
niedouczenia, ubóstwa intelektualnego, dobór doradców i asystentów,
poziom dyskusji w mediach czy debat parlamentarnych, jakość podejmowanych
decyzji - dobitnie pokazują oczywiste braki wykształcenia. Kto z
owych elit państwa czytał choćby Boże igrzysko - N. Daviesa, Wielką
szachownicę - Z. Brzezińskiego, IBM i Holocaust - E. Blacka czy choćby
jako minimum Kazania sejmowe księdza Skargi?
Kto z owych elit czyta Sokratesa, św. Augustyna, Dostojewskiego,
Pascala, Piłsudskiego, Wyspiańskiego, Norwida czy Jana Pawła II?
Kto z owych elit czyta prasę zachodnią, w której śledzi się najistotniejsze
trendy epoki i dokonuje merytorycznych analiz i prognoz?
Nie są to też elity moralne! Skala korupcji i nepotyzmu
przypomina najgorsze czasy Polski przedrozbiorowej. Kontakty z półświatkiem,
zadawanie się z ludźmi ściganymi przez prawo, poręczanie za oczywistych
dla opinii publicznej złodziei, korumpowanie siebie i innych. Pełna
arogancji głuchota na głos ludu. Ślepota na oczywiste symptomy kryzysu
państwa. Ucieczka od odpowiedzialności przed prawem. Nieprzyjmowanie
do wiadomości głosu prawdziwych i zatroskanych autorytetów. Świadome
działanie na szkodę własnego państwa i bliźnich itd. Chciałoby się
zapytać za poetą - "Czymże jest krew, która płynie, wobec złota,
które dźwięczy?". Dodatkowo, fakt dziwnego zbratania się tych, którzy
uchodzą za stróży prawa i moralności społecznej, z tymi, którzy wchodzą
z nią w jawny konflikt, jest chroniony przez ustawowe gwarancje,
np. immunitet, tajemnicę handlową, ochronę dóbr osobistych, i najbardziej
pokrętną teorię o niskiej szkodliwości czynu zabronionego. Stojący
na szczytach państwa rozbudowują wokół siebie biurokrację, która
ma dwa zadania: stworzyć swoisty "kordon sanitarny", który zapewnia
spokój społeczny, i przedstawiać rzeczywistość na życzenie - pełną
retuszy, optymistycznych wskaźników i prognoz.
Nie są to też elity kulturalne - bo najwyraźniej nie
doceniają i nie znają kultury wysokiej. Mają co najwyżej konsumencki
stosunek do kultury masowej, do kolejnych sitcomów i seriali. Na
premierach pojawiają się o wiele rzadziej niż na promocjach. Obnoszą
się przy tym wszędzie ze swoimi komórkami, które na Zachodzie nosi
co najwyżej asystent. Nawet w teatrze i filharmonii trzeba dopominać
się o ich wyłączenie.
Budują kolejne eklektyczne domy w złym guście, eksponując
swoje nowobogactwo wątpliwego pochodzenia. Krzykliwie robią wielkie
zakupy. Posługują się nowomową i slangiem. Żucie gumy stało się ich
mimowolnym nawykiem. Płacą plastikowym pieniądzem - by wokół wzbudzać
podziw lub zazdrość. Ich życie towarzyskie przypomina atmosferą raczej
ciasny zaścianek niż prawdziwy salon. Swoje kompleksy leczą i ujawniają
wszędzie: w solarium, na siłowni, na korcie lub drogich wycieczkach.
Nie są - jak to określają studenci socjologii - twórcami
idei, lecz produktu krajowego brutto. Gorączkowo pielęgnują układ,
który ich wyniósł i - co gorsze - myślą, że będzie tak zawsze. Nie
będzie!
Polskie elity nie wykazują się niczym szczególnym - przeciwnie,
zawładnął nimi kult przeciętności. Takie słowa-klucze, jak: honor,
Ojczyzna, patriotyzm, tradycja narodowa, etos - to wszystko na wyrost.
Polskie elity są elitarne w złym sensie tego słowa: są pazerne i
krótkowzroczne. Wolą mieć raczej elitarne dobra niż elitarne cechy.
Dobitnym tego przykładem mogą być wyniki ankiety, którą
wyczytałem w książce Znak nadziei dla świata i Kościoła, będącej
pokłosiem II Kongresu Ruchów i Stowarzyszeń Katolickich. Chodzi o
ocenę uczciwości i rzetelności zawodowej. Tylko 6% badanych wierzy
w uczciwość i rzetelność parlamentarzystów, tylko 9% - urzędników
państwowych i samorządowych. Dla 15% uczciwi i rzetelni są dyrektorzy
firm, dla 16% - adwokaci, dla 19% - policjanci, dla 20% - sędziowie,
dla 30% - lekarze. Dla 33% - wiarygodni i uczciwi są księża, dla
41%- dziennikarze, dla 43% - nauczyciele, dla 57% - pielęgniarki.
Najwyższą uczciwością i rzetelnością - według badających - wykazują
się naukowcy - 62%.
A jak państwo, pod kierunkiem owych elit, nagradza poszczególne
zawody i powołania. Nagradza je odwrotnie proporcjonalnie do okazywanego
im zaufania. Jeśli elity nie mają odwagi podać się do dymisji, to
niech przynajmniej nie grają na nastrojach społecznych i niech nie
udają dobroczyńców. To nieuczciwe!
Pomóż w rozwoju naszego portalu



