Śnieżyce, mrozy, chaos komunikacyjny, setki miejscowości odciętych
od świata - gdyby SLD mógł i te ekstremalne warunki pogodowe zrzucić
na konto AWS-u i premiera Jerzego Buzka, uczyniłby to bez wahania.
Skoro nie można tego uczynić, ukazuje się zimę z perspektywy kierowców,
trudnych warunków drogowych, nie wspominając o zasypanych wioskach,
marznących rodzinach, braku chleba. Media z ochotą zapraszają szefów
sztabów kryzysowych, którzy tylko mówią o drogach, uspokajają, że
nie jest tak źle, a wicepremier Marek Pol wyraził się wręcz beztrosko
o ofiarach zimy, że ludzie ci mogli pozostać w domu, skoro zaś wyjechali,
sami są sobie winni. Przypomina się wypowiedź premiera Włodzimierza
Cimoszewicza, który 5 lat temu podczas powodzi powiedział, że rolnicy
są sobie sami winni, bo się nie ubezpieczyli.
Po blisko trzech miesiącach rządów SLD ukazał się "Raport
otwarcia", czyli ocena stanu państwa po objęciu rządów przez obecną
koalicję. W dokumencie roi się od negatywnych ocen w rodzaju: zapaść
gospodarcza, tragiczne bezrobocie, Polska na skraju bankructwa...
W ocenie ekspertów, nie jest to żaden bilans otwarcia, ale dalszy
ciąg czarnej propagandy, jaką posługiwał się L. Miller w walce o
władzę. Można bowiem zapytać: dlaczego po zdobyciu władzy SLD zamiast
wzbudzić ziarnko optymizmu w narodzie, sieje nadal zamęt i przygnębienie?
Czyżby postkomuniści zawczasu usprawiedliwiali swoją porażkę? Po
co w takim razie sięgali po władzę?
Na to ostatnie pytanie daje odpowiedź brutalna i bezpardonowa
walka o stołki we wszystkich resortach ministerialnych i wysokich
urzędach. Doszło nawet do tego, że Sejm zmienił ustawę, by posady
wysokich urzędników państwowych mogli obejmować ludzie nie mający
wykształcenia, przygotowania, nie pochodzący z konkursu... Obecnie
wystarczy być dawnym działaczem ZMS-u, zasłużonym aparatczykiem,
aby dostać intratną posadę. Znowu urywa się kawałek demokracji, a
okrągły stół oraz "gruba lewa noga" odbija się czkawką.
Przywracanie normalności, czyli PRL-u, trwa bez opamiętania.
Brak pieniędzy staje się pretekstem do zabierania ich na oślep rodzinom
i ludziom najuboższym. Bez jakiejkolwiek satysfakcji odnotowuję,
że weszły w życie restrykcyjne cięcia rządu L. Millera, podpisane
przez Prezydenta, wprowadzające m.in. niższe zasiłki społeczne (przedemerytalne,
pielęgnacyjne, alimentacyjne, chorobowe, rodzinne, dla bezrobotnych,
dla rodzin korzystających z opieki społecznej, na dodatki mieszkaniowe
i in.), krótsze urlopy macierzyńskie, droższe przejazdy dla uczniów
i studentów; ponadto zlikwidowano zasiłek porodowy, opodatkowano
prywatne oszczędności, wprowadzono podatek VAT na zabawki i artykuły
dziecięce, zamrożono płace nauczycielom, pielęgniarkom, urzędnikom
państwowym, zlikwidowano czwartą godzinę wychowania fizycznego w
szkole, zamrożono progi podatkowe oraz składkę zdrowotną, zabrano
dużą ulgę budowlaną, a sprzedaż mieszkań przez developerów została
opodatkowana 7-procentowym VAT-em. Żeby było jeszcze gorzej, Minister
Pracy oświadczył, że pracuje nad zmianą kodeksu pracy, m.in. zamierza
odebrać prawa nabyte, a Minister Zdrowia przygotowuje się do likwidacji
kas chorych, choć jeszcze nie wie, czym je zastąpi. Wszystko to odbywa
się w świetle telewizyjnych jupiterów skierowanych na Premiera, Ministrów
i Prezydenta, bez słowa krytyki ze strony dziennikarzy, bez protestów
związków zawodowych, z przyzwoleniem narodu.
Nie wyobrażam sobie, jak to będzie wiosną, na przednówku,
kiedy to ludzie dopiero odczują wszystkie konsekwencje wymienionych
cięć budżetowych. Jeśli i wówczas zamiast oczekiwanego programu gospodarczego,
będą tylko zasłony dymne w rodzaju oskarżeń AWS-u, Rady Polityki
Pieniężnej, Leppera, Radia Maryja..., to czeka nas wariant argentyński.
Nie można bowiem jedynego ratunku spodziewać się w pieniądzach z
Unii Europejskiej, skoro nie potrafimy wynegocjować lepszych warunków
akcesji. Jeśli bowiem będziemy je negocjować tak nieudolnie, jak
pracę za ziemię, to nie otrzymamy nic. Podobnie jak z powodu błędnych
negocjacji utraciliśmy budowę fabryki toyoty-peugeota w Dąbrowie
Górniczej. Przypomnę, że na rzecz Czech utraciliśmy 10 tys. miejsc
pracy i kilka miliardów zł rocznego eksportu. Podobno L. Miller nie
chciał tego zakładu, bo przygotowywał tę sprawę rząd J. Buzka.
Całkiem to prawdopodobne, łatwo bowiem dostrzec osobistą
niechęć L. Millera do J. Buzka. Przypomnę, że po wyborach L. Miller
odwoływał się do honoru J. Buzka, aby jako przegrany oddał władzę
od razu. W innej sprawie, mianowicie odszkodowań dla przymusowych
robotników Trzeciej Rzeszy, którą wywalczył J. Buzek, premier L.
Miller przypisał wszystko sobie. Powiedział w głównym wydaniu Wiadomości
20 grudnia ub.r.: "Załatwiłem kolejną z niezałatwionych spraw otrzymanych
w spadku po rządzie mojego poprzednika". Prawda jest taka, że SLD
w sprawie odszkodowań nie kiwnęło nawet palcem, a "załatwienie sprawy
przez L. Millera" dotyczyło jedynie wyrównania zaniżonych wypłat
z powodu niekorzystnego przeliczenia marki na złotówki. Ale i o to
zabiegał u Niemców J. Buzek, a sprawa przeciągnęła się nieco w czasie
i zakończyła już po wyborach.
Jak się wydaje, L. Miller wyznaje zasadę, że nie ma takiego
kłamstwa, które powtarzane codziennie nie znalazłoby zwolenników.
Dlatego po katastrofie finansowej zgotowanej przez AWS - o czym mówi "
Raport otwarcia" - L. Miller powalczy z Radą Polityki Pieniężnej,
aby wbić Polakom do głowy, że winnych jest więcej. Potem będzie ktoś
inny, byle usprawiedliwić swoje żałosne decyzje i absolutną niemoc.
Byle jakoś wytłumaczyć biednym ludziom, pozbawianym socjalnych funduszy,
dlaczego będą jeszcze biedniejsi.
Czeka nas więc rok napięć społecznych, wzrostu niezadowolenia,
dryfowanie coraz słabszego państwa w kierunku katastrofy. Czyżby
obecna ekipa do tego właśnie zmierzała? Nie chcę nawet myśleć o scenariuszu
gwałtownych wybuchów społecznych, choć skądinąd wiem o ośrodkach
poza Polską, które uważają, że dawno Polacy nie wykrwawili się w
jakimś powstaniu. Wówczas mogłyby, podobnie jak na Bałkanach, pojawić
się siły rozjemcze obcych państw, aby opanować sytuację, a - przy
okazji - zająć kawałek terytorium. Przygnębiająca perspektywa, oby
nigdy się nie sprawdziła.
Prymas Polski napisał w Orędziu na Nowy Rok: "Nie wolno
nam poddawać się przygnębieniu, jakie wywołuje natłok informacji
o nieszczęściach. ´Czarne widzenie´ świata jest nieprawdziwe. Musi
być wyjście z trudnych sytuacji, trzeba je wspólnie znaleźć i zjednoczyć
wysiłki, zamiast ´skakać sobie do oczu´". Słowa te kieruję do słabych,
podzielonych, o nieokreślonej tożsamości polityków prawicy.
Pomóż w rozwoju naszego portalu




