Ludzie mówią, że czas im ucieka. Nim człowiek wystartuje do życia w poniedziałek, już za chwilę - za mgnienie, za oddech zbyt krótki - żegna piątek. Ot tak, szast prast i tydzień za nami... A potem chwila pozornego wytchnienia. Sobota i niedziela. Ocean wolnego czasu. I żarcik raczej smutny, że w niedzieli najfajniejszy jest sobotni wieczór.
Za dużo życia w tym życiu. Za dużo bierzemy sobie na głowę. A gdy już tak zapętlimy się w sieć spraw koniecznych, niezbędnych, arcyważnych do wykonania, do załatwienia, wydreptania, wystania - irytuje nas najmniejsza przeszkoda, jakiś nieprzewidziany zastój, nagła zmiana planów... I już nerwy puszczają, już pełna gotowość do awanturki o byle co, bo „się nie wyrabiamy”. Już narzekania, marudzenia.
Najgorsze w uciekającym czasie nie jest jednak to, że on tak bez opamiętania... że dokłada nam lat, zmarszczek i goryczy doświadczeń - mówią mądrzy ludzie. Najgorsze jest to, że wraz z tym przeciekającym przez palce czasem uciekają nam ludzie.
Każdy pamięta takie zdarzenie. Przypadkowe spotkanie na ulicy, w sklepie, przed kościołem, w urzędzie, gdziekolwiek. Znajomy albo przyjaciel sprzed lat. I chwilowa radość: - O, jak miło cię widzieć. Świetnie wyglądasz. Musimy się spotkać, koniecznie. - Boże, jak ja cię dawno nie widziałam. - Pogadamy o wszystkim, już się cieszę, naprawdę... - O tak, pogadamy sobie tak jak dawniej, tak od serca, wszystko mi opowiesz... - Zadzwonię. - Odezwę się. - No to, pa. Muszę lecieć. - Zdzwonimy się, pa.
Ale nie zdzwonimy się, nie przyjdziemy na spotkanie, nie pogadamy sobie - to wiemy niemal od pierwszej chwili. Dlaczego? Bo czasu mamy za mało.
Albo inny obrazek, z rodzaju rodzinnych... Codzienna wymiana informacji: - Jak tam w pracy? - Co w szkole? - Jak się czujesz? I seria równie lapidarnych odpowiedzi: - Dobrze. - Jak zwykle. - Ujdzie. Psychologowie załamują ręce. - Rozmawiajcie ze sobą - nawołują. - Gadajcie, paplajcie godzinami, przyzwyczajcie się do wzajemnych opowieści. Mówcie o uczuciach, emocjach, doznaniach, codziennych obserwacjach... Snujcie wspomnienia, refleksje...
No tak, ale na to potrzeba czasu. Rozmowa zakłada, że ofiarujemy go sobie nawzajem. Rzecz powinna odbywać się niespiesznie, z uroczą powolnością długich zdań. Niech znajdzie się tam coś o krajobrazie, o pogodzie, o jakimś zabawnym, niecodziennym zdarzeniu... Zaparzmy herbaty - mocnej, aromatycznej, takiej wiesz, co szczypie w język... Niech tam za oknem śnieg albo deszcz. Jak w tym wierszu Brodskiego...
W takich właśnie chwilach czas odzyskuje swoje właściwe tempo, rytm i oddech. Jeśli czas przecieka nam przez palce, jeśli uczucie to nam doskwiera i czujemy w związku z tym dyskomfort - to dobrze. To znaczy, że jeszcze nie jest z nami źle. I jest w nas szansa, nadzieja i spory potencjał. Za tydzień święta Bożego Narodzenia - idealny czas na danie sobie chwili czasu, idealny moment na rozmowę.
Pomóż w rozwoju naszego portalu



