Przypomnijmy sobie tamte dni. Tragedia w Katowicach. Prezydent RP ogłasza trzy dni żałoby narodowej. Na flagach czarne wstążki. Powszechny nastrój powagi. Godność zachowania w obliczu nieszczęścia i śmierci. Czyli wszystko tak, jak powinno być w takich smutnych okolicznościach. Czyli coś, od czego uporczywie, krok po kroku, starano się nas oduczać przez tyle lat...
Kultura śmierci, czy raczej - jak mówi Benedykt XVI - anty-kultura, czyni ze spraw ostatecznych przedmiot igraszki lub też je banalizuje jako coś, czym nie warto się przejmować. No bo cóż nas to obchodzi, że ktoś umarł? My żyjemy! Jakieś żałoby, jakieś manifestacje współczucia... Po co to komu? Raczej cieszmy się, że to dotknęło nie nas, i bawmy się dalej! Dlaczego mam wyłączyć wesołą muzykę? Dlaczego mam zrezygnować z dyskoteki?! Ja chcę tańczyć!
W 2000 r. w duńskiej miejscowości Roskilde odbywał się jak zwykle wielki festiwal rockowy. W czasie koncertu grupy „Pearl Jam” tuż przed północą tłum zgęstniał i z niepowstrzymaną siłą naparł na estradę. Megadecybele z głośników zagłuszyły krzyk ginących: pięć osób zostało zgniecionych na śmierć. W szpitalu zmarły kolejne trzy. A więc - tragedia!
Koncert przerwano. A co nastąpiło następnego dnia? Ogłoszenie żałoby? Zakończenie festiwalu? O, nie! Trwał nadal, a jedynym śladem wydarzeń minionej nocy były świece i stos kwiatów w miejscu, gdzie młodzi entuzjaści rocka stracili życie. Wyobrażam sobie, co czuli ich rodzice, którzy zapewne natychmiast przyjechali do Roskilde: festiwal w toku, jakby nigdy nic, młodzież tańcząca w rytm muzyki... Do prasy podano wiadomość, że organizatorzy rozważali możliwość zamknięcia festiwalu, ale przeważyła opinia, że to by wywołało niezadowolenie publiczności. No i, oczywiście, trzeba by było zwrócić pieniądze za bilety i ponieść inne koszty, bo na przykład: czy muzycy zgodziliby się zrezygnować ze swych honorariów?... A koszty hoteli i podróży... Więc żadnej żałoby! Co ważniejsze, młodzież zamiast rozjechać się do domów, w większości pozostała na festiwalu. To znaczy, że wirus znieczulenia zrobił swoje: śmierć rówieśników nie odebrała chęci do zabawy...
Oj, nie chciałbym na starość znaleźć się na łasce i niełasce takich dzieci!
W świecie, którym rządzi chciwość, nie ma miejsca na ludzkie odruchy, na moralność. Dach w katowickiej hali nie zawaliłby się, gdyby nie chciwość jej właścicieli. Nie zatonąłby prom na Morzu Czerwonym, gdyby jego właściciel - z żądzy zysku - nie nadbudował mu dwu pięter. Oni należą do współtwórców tej samej kultury śmierci, która znieczuliła sumienia i organizatorów, i uczestników festiwalu w Roskilde.
Jest jednak nadzieja, że przy takim prezydencie jak Lech Kaczyński zwycięży w Polsce kultura życia. Kultura w ogóle.
Pomóż w rozwoju naszego portalu



